Aby stanowili jedno

Ostatnie godziny przed męką to czas, w którym Jezus myśli bezpośrednio o nas. Jego modlitwa nie ogranicza się wyłącznie do Apostołów zgromadzonych w Wieczerniku. Obejmuje każdego człowieka, który na przestrzeni wieków usłyszy i przyjmie Ewangelię. Chrystus prosi Ojca o jedność swoich uczniów. Wzorem dla tej postawy jest relacja między Bogiem Ojcem a Synem. To relacja doskonałej miłości i całkowitego daru z samego siebie na rzecz drugiej osoby.

Taka jedność rzadko bywa naturalnym stanem w ludzkich relacjach. Na co dzień bardzo szybko budujemy mury. Dzielimy otoczenie na swoich i obcych. Wchodzimy w niepotrzebne konflikty w domach, bezwzględnie rywalizujemy w pracy, podsycamy spory w naszych parafiach czy na osiedlach. Łatwo przychodzi nam surowe osądzanie innych i zamykanie się w ciasnych ramach własnych uprzedzeń. Tymczasem Jezus stawia sprawę jasno: jedność wierzących ma udowadniać, że to Bóg posłał Go na świat. Ludzie nie uwierzą żadnym naszym słowom o miłości, jeśli najpierw nie zobaczą, że potrafimy żyć ze sobą w zwykłej zgodzie i szacunku. Chrześcijańska jedność wcale nie oznacza zatarcia różnic i myślenia dokładnie o wszystkim w ten sam sposób. Wymaga jednak, byśmy potrafili postawić dobro drugiego człowieka wyżej niż chęć udowodnienia własnej racji za wszelką cenę.

Budowanie pokoju we wspólnocie zawsze kosztuje. To codzienna, mozolna praca nad własnym egoizmem. Zaczyna się od rezygnacji z odwetu, od ugryzienia się w język przed wypowiedzeniem raniącego komentarza i od cierpliwego wysłuchania kogoś, kto po prostu ma inne zdanie. Bóg daje nam na to siłę, wlewając w nasze serca łaskę i stale nam przebaczając. Spróbujmy uczciwie ocenić nasz wpływ na środowisko, w którym żyjemy. Czy w relacjach z bliskimi szukasz tego, co łączy, czy wolisz pielęgnować dawne urazy? Czy potrafisz wyciągnąć rękę do zgody jako pierwszy, nawet wtedy, kiedy czujesz się zraniony i wiesz, że wina leży po obu stronach?

« 1 »