Krzyż dla jednych jest głupstwem dla innych zgorszeniem. Można próbować zostawić go pod płotem, wyrzucić z życia. Powiedzieć, że zbyt ciężki, niedopasowany, przestarzały... Przed drogą krzyżową można się buntować, ale nie można z życia całkowicie wyeliminować krzyża.
Przezwyciężyć zgorszenie krzyża można tylko mądrością i mocą Jezusa Chrystusa. Słyszymy dziś w Ewangelii Jego słowa: „Kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je”. Jezusowa rewolucja czyni z krzyża znak błogosławieństwa. Siłę Jego nauczania mogą osłabiać słowa: „w pewnym sensie” albo wzmacniać: „Panie przymnóż nam wiary”.
Chrystus wzywa nas do naśladowania Go w „marnotrawieniu” życia. Trzeba stracić, aby zyskać. Konieczna jest ofiara, która jest formą miłości. Tylko życie podarowane skutkuje jego ocaleniem i zachowaniem na przyszłość. Miłość bez ofiary jest bowiem egoizmem, a krzyż bez miłości przekleństwem.
Kto Bogu bezgranicznie ufa może ponieść po ludzku klęskę. Stracić majątek, rodzinę, zdrowie, a nawet życie, a w ostatecznym bilansie nie być człowiekiem przegranym. Kościół czci krzyż nie z powodu fascynacji cierpieniem, ale Zmartwychwstałym Chrystusem. I On jest naszą nadzieją.