Komentarz do liturgii słowa

« » Sierpień 2026
N P W Ś C P S
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5
  • Inny Kalendarz

Poniedziałek 17 sierpnia 2026

Sygnet czy broda?

Kościół nigdy nie zmuszał nikogo do społecznego przyjęcia zasad wiary objawionej przez Chrystusa, a jeśli któryś z biskupów, proboszczów czy kościelnych liderów dopuszczał się w jakimś regionie świata podobnego nadużycia, to błąd szybko naprawiano pokutą i gorliwą służbą publiczną. Natomiast katolicyzm bardzo stanowczo domagał się praworządności w życiu społecznym, którą jedynie można przegłosować wówczas, gdy szanuje się prawo naturalne. Tego zawsze bronili i bronić będą prawdziwi ludzie Kościoła – częściej czynem lub wyborem niż słowami. Stąd żywe chrześcijaństwo znajduje sposób na autonomiczny wzrost moralny lub duchowy zawsze, bez względu na dominujący kontekst polityki. Dusza na chrzcie otrzymuje życie nie jako gotowy pakiet lecz jako wyzwanie. Dlatego, tak – katolik ma prawo porzucić korporację, zarobić tysiąc złotych mniej, nawet podeptać karierę lub nie zgadzać się z tandetnymi hasłami mainstreamu za cenę samotności aż do śmierci. To nie bywałe, że pierwsi chrześcijanie, zupełnie nieliczni, całkiem nieobyci jeszcze z etosem ewangelii, bez chwili wątpienia odchodzili na pustynię z dystansem do zepsutych metropolii. A współcześni katolicy dali się przestraszyć propagandzie, że nie wolno istnieć inaczej, jak tylko małpując anemicznie decyzje europejskich urzędników. Zapadał zmrok nad Krakowem ale Jacek Odrowąż nie zapalał jeszcze świecznika. Ostatnie promienie słońca padały przez szybę do wnętrza pokoju. Młody kanonik łapał niektóre z nich dla zabawy sygnetem, który kilka miesięcy temu w Rzymie – nie wstając z tronu, łaskawym gestem – podarował mu papież Grzegorz IX. Czy dla tej próżnej błyskotki warto poświęcić całą, ludzką egzystencję? Zamyślenie Odrowąża przerwała intensywna obecność kogoś za drzwiami apartamentu. Wysokie dywany skryły kroki ale Jacek był pewien, że ktoś nadchodził. Wyczuwał intensywną obecność za ścianą. Na progu musiała stać osoba niewidoczna, milcząca, ukryta lecz stanowcza, silna i pewna. Odrowąż zapalił pierwszą świeczkę, pociągnął klamkę do siebie i stracił oddech. Za drzwiami spostrzegł biskupa Wincentego Kadłubka, swojego mistrza i nauczyciela, u którego – zanim Iwo wyśle go na studia do Paryża i Bolonii – pobierał pierwsze nauki w szkole katedralnej. Potem Jacek będzie zawsze porównywał wykłady Wincentego z teoriami wielkich mistrzów z Włoch albo Francji. Nie mieli żadnych szans z krakowskim scholastykiem. Jąkali się tylko lub bredzili w intelektualnej próżni. Ojciec u mnie tak późnym wieczorem? Przygotuję kolację – ale biskup Wincenty gestem uspokoił zaskoczenie Odrowąża. Zdmuchnął płomień ze świecy w jego dłoni, położył mu rękę na ramieniu, wiodąc w kierunku okna. Ostatnie, blade już promienie zachodzącego słońca zatańczyły na sytym obliczu młodzieńca, by zstąpić stopniowo w dół, na spokojną twarz mędrca. Jeszcze masz ostatnią szansę – powiedział cicho Kadłubek. Zanim wyniosą cię w górę, przekupią, zepsują i ogłupią, otwiera się wyjście. Dominik Guzman napisał pismo do biskupa krakowskiego, by wysłać mu dwóch polskich braci. Oczy Odrowąża na te słowa zaświeciły tak, jakby wchłonęły wszystkie promienie słońca, które dyskretnie zdążyło wskoczyć w kilka sekund za horyzont. Poślijcie mnie, Ojcze, do Dominika Guzmana – szepnął nieśmiało. Dobrze, pośle cię Iwo, twój wuj. Z bólem serca ale ustąpi i pośle - na surowej twarzy Kadłubka pojawił się delikatny uśmiech. Iwo, mój wuj? Jacek nie zrozumiał. Wincenty skinął dłonią, zakrył sobie twarz na chwilę jakby w zwątpieniu – Ojciec Święty przyjął moją rezygnację ze stolicy biskupiej w Krakowie. Następcą zostanie Iwo, twój wuj, dzięki czemu sforsujesz kurialne formalności, które najlepiej znasz. Zdecydowałem się wstąpić do cystersów w Jędrzejowie. Jacek Odrowąż usiłował ukryć papieski pierścień na palcu ale Kadłubek widział tę zabawkę od chwili przekroczenia progu pokoju. Niespodziewanie chwycił dłoń dawnego ucznia i z wielkim znakiem zapytania popatrzył Jackowi w oczy. Wybieraj teraz. Chcesz chodzić do końca życia po pałacu w miękkich szatach? Wypchają ci kieszenie denarami, a uszy zalepią pochlebstwem. Czy pragniesz wyjść na drogę, dzieląc chleb z żebrakami, śpiąc na deszczu i łapiąc się skał stwardniałymi dłońmi. Jeśli tu zostaniesz, dworzanie po wiekach namalują twój portret, a muzealny przewodnik opowie gapiom, co mu ślina na język przyniesie. Jeśli ruszysz, staniesz się legendą. Tak – Odrowąż jasnym głosem odpowiedział Kadłubkowi. Biskup, a być może już mnich, zdecydowanym gestem ściągnął sygnet z chudego, pachnącego perfumami palca kanonika, a być może już kaznodziei. Tylko nie łudź się. Niewielu zrozumie twój wybór, a jeszcze mniej pochwali. Po śmierci i tak większość artystów wyrzeźbi cię z nagim obliczem - bez brody, nie wierząc, że potrafiłeś rzucić salon precz.

Prorok Ezechiel, w jednym z najbardziej intymnych fragmentów swojej księgi, uporczywie powraca do wątku odsłoniętej brody na męskiej twarzy (por. Ez 24, 17). Dla biblijnego Żyda broda była dowodem męskości, stanowczości i odwagi. Prawdziwy Hebrajczyk nie pozwalał sobie pluć w twarz. Nie można go było szarpać za brodę lub ubliżać. Pokora zakreśla bowiem granicę wolności, a nie poddaństwa. Bogaty młodzieniec zmarnuje Jezusowi tylko kilka sekund z ewangelii (por. Mt 19, 22). Nie ma własnego zdania. To jeszcze chłopiec na gładkim obliczu i niestety takim pozostanie już przez dzieje.

Katolicy biorą skuteczną, przydzieloną sobie część w historii odrodzenia się kultury tylko wtedy, gdy dobrze rozeznają chrześcijański paradoks – Kościół buduje cywilizację nie jako jej kontekst ale jako awangarda. W sumie nie jest to czymś najtrudniejszym. Przy takim stanie świata, jaki jest, wystarczy podstawowa wierność rozumowi, sumieniu czy wolności i zaraz przechodzi się na stronę awangardy.