„Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny”. To zdanie z dzisiejszej Ewangelii może rodzić w nas lęk lub nadzieję. Zależy to od relacji jaką mamy z Jezusem Chrystusem, ponieważ ostatecznie o Jego przyjściu jest tu mowa. Oczekiwanie na Niego nie polega na bierności. Nie wyobcowuje ono z zaangażowania w sprawy ziemskie. Wręcz przeciwnie, aby ocalić płomień miłości zdolnej rozpoznać nadchodzącego pana młodego, trzeba dostarczać lampie naszego człowieczeństwa wciąż nowej oliwy odpowiedzialności za siebie, bliźnich, Kościół i świat.
Zaproszenie na ucztę w niebie jest powszechne, choć na listę gości nie można wpisać się samodzielnie. Umieścił nas na niej sam pan młody. Stąd tak ważna jest wdzięczność. Jej przeciwieństwo, czyli nastawienie roszczeniowe, przeszkadza w przeżywaniu wiary jako weselnego spotkania z panem młodym.
Wczoraj obchodziliśmy w liturgii wspomnienie św. Moniki, a dzisiaj wpatrujemy się w postać jej syna, św. Augustyna. Bardziej od więzów krwi połączyła ich Boża łaska, wyproszona przez matkę dla syna zagubionego na manowcach idei i moralności.
Z perspektywy czasu widać, co powinno być największą troską rodziców. Wykształcenie dzieci, rozwój pasji, zdobycie dobrego zawodu i ukończenie dobrych szkół, to tylko połowiczny sukces wychowawczy. Ocaleniem dla pokoju serca i dotarcia na ucztę weselną jest głęboka relacja z Tym, który nam w serce wszczepił głód za Nim samym. Nic cenniejszego zatem ponad wiarę, nadzieję i miłość rodzice dzieciom przekazać nie mogą.