Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza? Pan Jezus mówi faryzeuszom prawdę, którą znali od dziecka. Dlatego formułuje ją w formie retorycznego pytania - to jest przypomnienie, a nie wykład wprowadzający do nieznanego uczniom przedmiotu. Jego gospodarz nie umiał jednak przełożyć teoretycznej prawdy na życie. Nie był to tylko problem faryzeuszy. I nam się to może zdarzyć. Co gorsza, jeśli prawdy naszej wiary nie są drogowskazem w codziennym życiu, to w pewnym momencie o nich zapominamy całkowicie. Jest wiele osób, które deklaruje się katolikami, ale w podstawowych sprawach przyjmuje teorie głoszone przez ideologów, biorąc za niezbity dowód ich typowe zaklęcie „tak mówi nauka”. Jest chrześcijaninem, ale jeśli chodzi o pochodzenie człowieka (a więc i mnie samego) bezmyślnie akceptuje, że wszystko jest dziełem przypadku, jak głosi rozpowszechniona dziś, jedna z interpretacji hipotezy o ewolucji gatunków.
Bóg stworzył mnie całego, duszę i ciało, wszystko czym jestem jest Jego dziełem. Jego darem jest również moja wolność. Mogę kształtować moje wnętrze. Ode mnie zależy jak kształtuję moją wolę i umysł i wreszcie to, co we mnie najcenniejsze — duszę nieśmiertelną. Mogę moje wnętrze, mego ducha, kierować ku Bogu lub nie.
Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste. Patrzymy na świat zgodnie z przyjętym przez nas systemem wartości. W czasie gorącej dyskusji wokół serialu na motywach „Lalki” Prusa, obrońcy tej produkcji mówili o prawie współczesnych twórców do interpretacji klasycznych dzieł literatury. Rzeczywiście, każda ekranizacja czy wystawienie w teatrze jakiegoś dzieła, będzie miała w sobie coś z poglądów, wrażliwości czy sposobu myślenia reżysera czy scenarzysty. W przypadku netflixowej „Lalki” czy wulgarnej inscenizacji „Klątwy” Wyspiańskiego sprzed kliku lat, można się zastanowić, co ich twórcy mają w swoim wnętrzu, że topią arcydzieła literatury w kałuży wulgarności i nihilizmu, często marnując swój talent i umiejętności? Ale przede wszystkim sobie to pytanie powinienem postawić. I we mnie może tkwić coś, jakaś niegodziwość, która wypacza moje spojrzenie na świat. Czasem będzie to prowadziło do niedobrej wyrozumiałości czy satysfakcji — inni nie są lepsi ode mnie, nie muszę więc nic w sobie zmieniać. Może też powodować, że staję się zbyt surowy czy podejrzliwy wobec bliźnich. Jeśli zdarza mi się kłamać, innych łatwo posądzam o kłamstwo.
Mogę dostrzec w sobie jakąś niegodziwość, ale bardziej jeszcze, że czegoś mi brakuje. Pan Jezus mówi o „dawania jałmużny ze swego wnętrza” czyli miłości. Kiedy jestem nadmiernie krytyczny, wszędzie dostrzegam tylko zło, warto sobie postawić pytanie o to, czy moje spojrzenie na świat jest rzeczywiście kształtowana przez miłość. Sam się złapałem na tym, że w pierwszym momencie oburzyłem się na znajomego, któremu wspomniany wyżej serial się podobał. Bynajmniej nie jest nihilstą, nie popiera agresywnego feminizmu czy pławi się w wulgaryzmach, po prostu dostrzegł jakieś elementy pozytywne, które równoważyły, jego zdaniem, te negatywne.
Wszystko będzie dla was czyste. Trudno posądzać Pana Jezusa o rozmywanie granicy między dobrem a złem. Ale podejrzliwość faryzeusza nie wynikała z jego troski o dobro moralne. Właśnie z powodu nieporządku w swoim wnętrzu, widział zło tam, gdzie go nie było i skupiony na przepisach o czystości rytualnej nie zauważył, że do jego domu przyszedł ten, który go stworzył i chce uratować jego duszę.