Pelagianizm po polsku

Kiedy Paweł apostoł powtarza lub wielokrotnie stosuje jedną i tę samą myśl, to znak, że chce podkreślić coś istotnego. W zasadzie cały list do Galatów jest walką o prymat łaski nad zimnym zachowaniem obrzędów żydowskiego rytuału, omyłkowo przypisanego do serca Prawa. Prawo to nie wykalkulowane z nadmiaru pobożności i niedoboru moralności religijne obostrzenia lecz rozumne, wrażliwe serce wiary. Dokładnie to, innymi słowy, we wstępnych wersetach listu do Efezjan, Paweł apostoł powtarza znów dobitnie. Zbawienie z łaski, nie z pobożnych wyobrażeń człowieka. Chrześcijaństwu nie po drodze z religijną kulturystyką. Co więcej – tutaj apostoł z rozmysłem dubluje zdania, aby uniknąć błędnej interpretacji – Bóg z góry przygotował to, co ludzie tylko odkrywają w swym wnętrzu i z wolnością, rozumnie, moralnie dopełniają (por. Ef 2, 5; 8 - 10). Tego, kto naprawdę wierzy Chrystusowi, nie może upokarzać fakt, że egzystencja osoby wierzącej najpierw stawia na pierwszeństwo Boga, potem na człowieka. Stworzenie osiągnie szczęście, gdy zacznie żyć dla Stwórcy, nie odwrotnie.

***

Dostojny ojcze, podpalono monastyr Hieronima w Betlejem – na progu pokoju Pelagiusza stanęła smukła postać świątobliwej Melanii – postronni mówią, że ogień podłożyli ludzie z naszej wspólnoty. Pelagiusz uniósł ramię, jakby chciał radykalnie ciąć niepokojący donos pobożnej kobiety. Potem ukrył w gruncie rzeczy dobre, łagodne oczy w zagłębieniach dłoni, by po chwili znów spojrzeć przerażonym wzrokiem na Melanię. Nie będzie jej jednak przepytywał. Pożegnał się milczącym gestem prawej ręki. Nasunął na czoło mroczne wnętrze mniszego kaptura, bo choć nie był ani kapłanem, ani zakonnikiem, nosił na sobie habit pustelnika. Pelagiusz został sam. Dobrze wiedział, że teraz na zawsze już okrzykną go heretykiem, że nigdy nie zostanie świętym i że stopniowo opuszczać go będą uczniowie – jeden po drugim. Nawet ci, którym po pierwszych naukach najbardziej paliły się źrenice. Do ostatniego, bez wyjaśnień, po cichu, ścieżkami tchórzliwej ucieczki odejdą wszyscy. A przecież Pelagiusz szczerze wierzył w to, co myślał. Był rok 410, gdy zebrał się w sobie, by skonfrontować wreszcie swego najbardziej zapiekłego dyskutanta, wroga i krytyka – Augustyna w Hipponie. Ale nie zastał go w domu, gdyż biskup akurat wtedy odwiedzał najbardziej odległe wspólnoty, trwając z braćmi na modlitwie i głosząc spragnionym umysłom naukę Pana. Mimo to, Pelagiusz musiał na progu katedry Augustyna zaznaczyć terytorium własnej doktryny. Mniszki służące przy biskupie z Hippony zatrzasnęły drzwi domu. Z nieskrywanym przerażeniem, przez okna obserwowały, jak postąpi dziwne zgromadzenie wokół Pelagiusza, zebrane małym tłumem na ulicy przed mieszkaniem Augustyna. Pelagiusz traktował przecież siebie jak nowoczesnego chrześcijanina, obywatela i pisarza, nie znosił tym samym plebejskiej przemocy czy konfliktu. Wiedział tylko, co myśli na każdy z tematów i że z pewnością myśli lepiej niż Augustyn. Wyciągnął ukradkiem, zza pazuchy zapisany papirus, rozwinął tekst i oświadczył zebranym, że skoro dotarł do progu domu biskupa, to ma prawo uznać, iż recytuje tezy własnej teologii niejako w obecności Augustyna. Gdy tamten fizycznie powróci, ściany katedry w Hipponie zdążą nasiąknąć już czystymi ideami i same z siebie oświecą umysł biskupa – myślał intensywnie Pelagiusz. Nie w jego stylu były chamskie krzyki lub skandowanie ordynarnych haseł. Tylko spokojnym, narastającym staccato głębokiego głosu, umiejętnie podnosił emocje, dobijał słowa do kropki, dzięki czemu osiągał efekt bezdyskusyjności. Każdy człowiek posiada w pełni wolną wolę i nie potrzebuje tym samym za każdym razem szukać łaski Bożej – czytał z wolna Pelagiusz przed drzwiami domu Augustyna – sam może wybierać dobro, sam potrafi unikać zła. Grzech pierwszych rodziców objął tylko Adama i Ewę. Jak sygnał ostrzegawczy działa na innych ludzi, ale nie udziela się ogólnie naturze każdego człowieka. Nie wolno głosić, że tak zwany grzech pierworodny przechodzi z rodziców na dzieci – Bryt wziął oddech i postanowił dokończyć – po co więc Syn Boży stał się człowiekiem? Nie dla odkupienia skażonej ludzkości. Przecież wszyscy ludzie są dobrzy oraz samowystarczalni. Chrystus stał się człowiekiem, aby zostawić wierzącym przykład dobrego postępowania oraz wyższą motywację istnienia. Tak naprawdę jednak Pelagiusz za wszelką cenę musiał dobrnąć do końcowego wniosku – życie w celibacie nie jest w niczym lepsze od stanu małżeńskiego. Zakończył, skandując prawie każdą z liter wypowiadanej tezy.

Jednym z najbardziej smutnych wypaczeń chrześcijaństwa będzie pusta przestrzeń między duszą, która wymyśla sobie jakiś kult a rzeczywistym Chrystusem.     

« ‹ 1 › »