Pan Jezus, jak przystało na dobrego mówcę sięga po różne chwyty retoryczne, aby poruszyć i skłonić do refleksji swoich słuchaczy. Jednym z nich są paradoksy, czyli twierdzenia pozornie nielogiczne lub sprzeczne, które jednak prowadzą do zaskakujących wniosków, które mogą lepiej uwydatnić jakąś prawdę. Pan, który służy swoim sługom to sprzeczność, szczególnie w kulturze starożytnej. Owszem, mający władzę często poczuwali się do odpowiedzialności za poddanych, służbę, a nawet niewolników. Nie nazywali jednak tego służbą. Role mogły się też odwrócić, pan stawał się sługą dotychczasowego służącego, np. w wyniku buntu, ale to było rzadkością. Jezus Chrystus zaś mówi o panu, który wykonuje pracę właściwą dla służących, nie przestając być panem. Zaś słudzy dalej go za pana uważają, choć podaje im do stołu. Jezus mówi, że są wówczas szczęśliwi. Czy jednak sam fakt, że ktoś mi podaje do stołu jest powodem do szczęścia? Powodem szczęścia służących jest to, że pan docenił ich wierność. A także ich pracę. Robiąc to samo co oni, mówi im o wartości tego, czym zajmują się na co dzień. Jako pan całego domu, troszczy się o całość zarządzając, a nie podając do stołu. Ale tym gestem mówi, że ceni swych służących i ich pracę. W jakiś sposób się z nimi zrównuje, aby poznali jego przyjaźń, choć nadal pozostaje ich panem.
Nie trzeba być teologiem, żeby od razu odkryć, kogo symbolizuje ów pan z przypowieści. To sam Jezus Chrystus, zaś sługami są wszyscy Jego domownicy, czyli my. Przez chrzest znaleźliśmy się w Jego domu, którym jest Kościół. Pamiętajmy, że w tamtych czasach służba to nie byli ludzie wynajęci „z zewnątrz”, którzy w domu wykonywali tylko pracę, za wynagrodzenie lub pod przymusem. Służba, a nawet niewolnicy, należeli do domu i w jakiś sposób stawali się rodziną głowy domu, choć na pozycji niższej niż krewni. Ktoś może się obruszyć na określenia „służący”. A przecież tytułem sługa lub służebnica Boża nazywamy kandydatów na ołtarze, ludzi, którzy za życia cieszyli się sławą świętości. Przede wszystkim jednak, sam Pan Jezus nazywa siebie sługą. Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu (Mk 10, 45). W dzisiejszej przypowieści przedstawia się jako pan i jako sługa. Oczywiście, najmocniej ukaże swą służbę oddając za nas życie na krzyżu. Ale swoją codzienną, zwyczajną pracą w Nazarecie podkreśla znaczenie i wartość naszej pracy, naszej służby bliźnim. Pan Jezus chce, aby życie każdego z nas było służbą, w ten sposób stajemy się podobni do Niego.
Niech będą przepasane biodra wasze. Słudzy mają być gotowi, ale nie oznacza to bierności. Musieli przygotować dom, na powrót swego pana. Jesteśmy gotowi na powrót, Chrystusa gdy z miłością i oddaniem wypełniamy codzienne obowiązki rodzinne, zawodowe i społeczne. I On już przychodzi. Choć dopiero w Niebie doświadczymy w całej pełni tego, co zapowiada dzisiejsza przypowieść, to już dziś Pan Jezus „usługuje” nam przy stole. W czasie Mszy karmi nas sobą samym. Zgodnie z zasadami liturgii, Komunii Świętej mogą udzielać nie tylko kapłani celebrujący Eucharystię, ale również inni szafarze, także świeccy. Tym niemniej, na mocy święceń, kapłan sprawujący Mszę, działa w osobie Jezusa Chrystusa. Kapłan udzielający Komunii jest w tym momencie symbolem Chrystusa, który podaje do stołu swoim wiernym sługom. Obyśmy przyjmowali Go z tą samą postawą, co słudzy z przypowieści, wierni, aktywni, zawsze gotowi, aby wypełnić Jego wolę.