Trzeba mieć silny kręgosłup moralny, aby nie dać zamknąć sobie ust obiadem, prezentem, komplementem, stanowiskiem albo groźbą utraty tego wszystkiego. Jezus idzie w gościnę do przywódcy faryzeuszów, ale pozostaje wolny od skrępowania konwenansami. Jeśli należy powiedzieć trudną prawdę – bo tego wymaga ludzkie zbawienie – to czyni to.
Jezus nie unika ludzkich spojrzeń i ocen. Jest wewnętrznie wolny. Nie ucieka przed uczonymi w Piśmie i faryzeuszami, którzy go śledzą. Zadaje im pytanie: „Czy wolno w szabat uzdrawiać, czy też nie?” Odpowiedź dawałaby szansę na wyjście z ciasnych schematów zniewolonego myślenia. Choć wydaje się ona oczywista, jednak nie pada. Milczenie świadczy o braku odwagi do przemiany myślenia a w konsekwencji także życia.
Zbawiciel sam swoim działaniem odpowiada na wcześniej zadane pytanie: „dotknął go, uzdrowił i odprawił”. Oponenci Jezusa milczą także wobec kolejnego pytania – zadanego już po uzdrowieniu – „Któż z was, jeśli jego syn albo wół wpadnie do studni, nie wyciągnie go zaraz, nawet w dzień szabatu?” Rezygnują z możliwości przyjęcia Jezusowego dotyku i uzdrowienia, którego potrzebują.