„Sprawa Kielna ma znaczenie precedensowe. Jeżeli również ona zakończy się umorzeniem lub bagatelizowaniem zdarzenia, będzie to kolejny sygnał, że profanacja symboli religijnych nie spotyka się z realną reakcją” – mówi Opoce pełnomocnik pokrzywdzonych rodzin z Kielna, Wawrzyniec Knoblauch z Ordo Iuris.
Agata Ślusarczyk: Jako pełnomocnik z ramienia Ordo Iuris reprezentuje pan rodziny, które broniły krzyża w szkole w Kielnie. Początkowo okrzyknięte bohaterami, szybko stały się ofiarami hejtu. Na czym dokładnie polega pomoc prawna?
Wawrzyniec Knoblauch: Gdy rodzice zaczęli mówić publicznie o sprawie znieważenia krzyża. pojawiła się silna presja środowiskowa. Znaleźli się w sytuacji, w której bez doświadczenia i wsparcia musieli bronić swoich wartości. Instytut Ordo Iuris jako jeden z pierwszych zaproponował im pomoc.
Rodzice – po konsultacji z nami – skierowali pisma zarówno do dyrekcji szkoły, jak i do wójta, wnosząc o podjęcie czynności zmierzających do ustalenia, czy nie doszło do popełnienia czynu zabronionego. W efekcie doszło do złożenia zawiadomienia do prokuratury.
Dodatkowo rodziny zgłosiły prokuraturze wolę występowania w charakterze pokrzywdzonych, aby korzystać z pełni uprawnień procesowych. Na tym etapie rozpoczyna się nasza rola stricte prawnicza – przygotowujemy pisma procesowe i towarzyszymy rodzinom we wszystkich czynnościach.
Dla osób, które nie znają procedur sądowych, jest to realne wsparcie pozwalające doprowadzić postępowanie do rzetelnego finału. W tej sprawie, w naszej ocenie, istnieją podstawy do pociągnięcia osób odpowiedzialnych do odpowiedzialności prawnej.
Postępowanie budzi kontrowersje, dzieci przesłuchiwano bez udziału rodziców. Ordo Iuris w tej sprawie głośno alarmowało. Czy dostrzega pan jeszcze inne niepokojące kwestie w toku tego postępowania?
Na obecnym etapie toczy się tzw. postępowanie w sprawie, a nie przeciwko konkretnej osobie. Prokuratura ustala stan faktyczny, zbiera relacje dzieci, rodziców oraz innych osób, które mogły mieć styczność z tą sytuacją. Celem jest ustalenie, co dokładnie się wydarzyło i czy doszło do naruszenia uczuć religijnych.
Przesłuchano już kilkoro dzieci. Doszło jednak do sytuacji spornej – prokuratura początkowo odmówiła udziału rodziców w przesłuchaniach, mimo że przepisy przewidują ich obecność jako zasadę, a wyłączenie rodzica jedynie w wyjątkowych przypadkach.
Prokuratura początkowo twardo obstawała przy tym, że przesłuchania będą odbywały się bez obecności rodziców, jednak po naszej interwencji i zaalarmowaniu o sytuacji Rzecznika Praw Dziecka oraz Rzecznika Praw Obywatelskich, zmieniła zdanie. Uzyskaliśmy deklarację, że rodzice, którzy będą tego chcieli, będą mogli uczestniczyć w dalszych przesłuchaniach. Niestety czynności, które już się odbyły, nie zostaną powtórzone.
To pokazuje, że nagłośnienie sprawy i złożenie stosownych pism przyniosło realny efekt – kolejne dzieci nie będą przesłuchiwane bez wsparcia w postaci obecności rodziców.
Dodatkowym problemem był brak wcześniejszych pouczeń. Zgodnie z przepisami, na co najmniej trzy dni przed przesłuchaniem przesłuchiwane dzieci powinny zostać poinformowane o przebiegu, sposobie i warunkach przesłuchania. Takich informacji nie przekazano. Niektórzy rodzice dowiedzieli się o przesłuchaniu swoich dzieci dopiero telefonicznie dzień wcześniej, w godzinach popołudniowych.
Ryzyko rzekomego wpływania rodziców na dzieci, którym uzasadniano ich wyłączenie, wydaje się całkowicie nieuzasadnione. Co więcej, to same dzieci były zaniepokojone sytuacją i zwróciły się do rodziców z prośbą o pomoc, ciężko więc zakładać by to ktokolwiek z rodziców miał wywierać jakąś presję.
Nauczycielka, która na oczach uczniów wyrzuca krzyż do kosza, decyzją komisji dyscyplinarnej dla nauczycieli przy wojewodzie pomorskim, wraca do pracy. Media piszą o „finale” spawy z Kielna.
Niestety ani rodziny, ani my jako pełnomocnicy nie mamy statusu strony w postępowaniu dyscyplinarnym przed kuratorium, więc nie możemy w nim formalnie uczestniczyć i w konsekwencji zaskarżyć tej decyzji. Jednak wbrew medialnym doniesieniom, ta decyzja nie kończy całej sprawy. Samo postępowanie dyscyplinarne nadal trwa. Co więcej, trwa postępowanie prokuratorskie, na którym się koncentrujemy, bo zależy nam, aby sprawa trafiła do sądu wraz z aktem oskarżenia.
W przypadku wniesienia aktu oskarżenia będziemy działać jako oskarżyciel posiłkowy, niejako po tej samej stronie co prokuratura, składając wnioski dowodowe i przedstawiając argumentację wskazującą na naruszenie uczuć religijnych.
Instytut Ordo Iuris wielokrotnie podejmował interwencje w sprawach związanych z obrazą uczuć religijnych. W przypadku wielu głośnych spraw jak na przykład „tęczowa Matka Boża” sąd uznał, że do obrazy uczuć religijnych nie doszło. Jaka była argumentacja sądu?
Tak było m.in. w głośnej sprawie parodii procesji Bożego Ciała podczas Marszu Równości w Trójmieście. W ocenie pokrzywdzonych doszło tam do jednoznacznego nawiązania do symboliki religijnej. Linia obrony sprowadzała się jednak do twierdzenia, że była to „celebracja kobiecości”, a podobieństwo do procesji było rzekomo przypadkowe.
Postępowanie było kilkukrotnie podejmowane i umarzane. Ostatecznie sąd uznał, że nie doszło do takiego stopnia społecznej szkodliwości, który uzasadniałby ukaranie sprawców. Co istotne, jedna z sędziów nie zgodziła się z tą oceną i wskazała wprost, że społeczna szkodliwość była oczywista — co pokazuje, że nawet w ramach wymiaru sprawiedliwości istnieją zasadnicze rozbieżności.
Podobnie było w sprawach dotyczących tzw. tęczowej Matki Bożej. Sądy uznawały, że użycie symboliki ruchu LGBT ma charakter pozytywny i nikogo nie obraża, pomijając fakt oczywistej kolizji tej symboliki z nauczaniem Kościoła katolickiego. Także i w tych przypadkach nie stwierdzano naruszenia uczuć religijnych.
Czy dostrzega pan niebezpieczne skutki społeczne takich rozstrzygnięć?
Jeżeli w kolejnych sprawach sądy akceptują argumentację, że dane działanie było „artystyczne”, „pozytywne” albo „nie miało nikogo obrażać”, mimo powszechnego oburzenia społecznego, rodzi się przekonanie, że granice można przesuwać coraz dalej.
W efekcie dochodzi do coraz bardziej drastycznych zdarzeń – jak wyrzucenie krzyża do kosza na śmieci. Jeżeli państwo nie reaguje w sposób jednoznaczny, powstaje poczucie przyzwolenia na takie zachowania.
W przypadku Kielna pierwsza reakcja społeczna była jednoznaczna i bardzo poruszająca. Jednak później narracja medialna zaczęła się zmieniać: nie było przedmiotu kultu, nie było zamiaru obrażenia uczuć religijnych, nie było też przestępstwa. Jak pan ocenia te zmiany w narracji i ich wpływ na postrzeganie sprawy?
Początkowo widać było zdrowy odruch sprzeciwu wobec tego, co się wydarzyło. Nawet minister edukacji publicznie przyznała, że było to zachowanie niedopuszczalne i że doszło do błędu.
Z czasem jednak narracja zaczęła się odwracać. Obrona nauczycielki przyjęła narrację, że nie był to krzyż, lecz zawieszka w kształcie krzyża, rzekomo element stroju halloweenowego – „zabawka”, którą można kupić w internecie. Pomija się przy tym fakt, że takie krzyże są dostępne również jako samodzielne przedmioty i nie muszą mieć żadnego związku z Halloween.
Próbowano także umniejszyć znaczenie przedmiotu kultu, mówiąc, że wisiał on „nad klatką z chomikiem”, co sugeruje niegodne miejsce. Tymczasem krzyż wisiał na takiej samej wysokości co godło i wcześniejszy krzyż. Dodatkowo obrońca podnosił argument, że postępowanie powinno zostać umorzone z powodu braku publicznego charakteru zdarzenia, pomijając fakt, że doszło do niego w szkole publicznej, w sali lekcyjnej przy obecności grupy uczniów, którzy nie mogli zakładać popełnienia takiego czynu, a przede wszystkim, że nawet gdyby doszło do takiego czynu zabronionego na zamkniętym spotkaniu lub zgromadzeniu, to nie jest wykluczone jego popełnienie.
Po upowszechnieniu wersji prezentowanej przez obronę zaczęto sugerować, że w zasadzie „nic się nie stało”, a rodziny, które nagłośniły sprawę, miały rzekomo rozpętać niepotrzebną aferę.
Czy wiadomo, kto zawiesił krzyż w sali lekcyjnej i czy wersja zdarzeń tej osoby mogłaby przełamać medialną narrację obrony, że przedmiot ten nie miał charakteru religijnego?
Nie wiem, kto konkretnie zawiesił krzyż. Dla sprawy decydujące znaczenie ma reakcja nauczycielki oraz dzieci. Według zgodnych relacji dzieci, nauczycielka, zdejmując krzyż, okazała obrzydzenie i opatrzyła swoje działanie obraźliwym komentarzem. Taka reakcja nie miałaby miejsca, gdyby chodziło jedynie o „zabawkę”. Nie ma także dowodów na to, że dzieci „bawiły się” wcześniej krzyżem i robiły sobie żarty.
Dzieci były zszokowane i głęboko dotknięte tym, co się wydarzyło – co także jasno wskazuje na naruszenie ich uczuć religijnych. Dla nich krzyż to krzyż.
Z relacji rodzin wynika także, że od września podejmowano próby umieszczenia krzyża w tej sali, który kilkukrotnie znikał w niewyjaśnionych okolicznościach. Sama nauczycielka miała wielokrotnie wyrażać niechęć wobec obecności krzyża, co podważa narrację o jej rzekomej neutralności. Sprawa nie wywołałaby aż takich kontrowersji, gdyby nauczycielka w sposób spokojny zdjęła krzyż i położyła go w godnym czy chociaż normalnym miejscu – na przykład na biurku lub poprosiła o rozwiązanie sprawy dyrekcję – stało się jednak inaczej.
Jakie znaczenie ma sprawa Kielna dla obrony wolności religijnej w Polsce?
Ta sprawa ma znaczenie precedensowe. Jeżeli również ona zakończy się umorzeniem lub bagatelizowaniem zdarzenia, będzie to kolejny sygnał, że profanacja symboli religijnych nie spotyka się z realną reakcją.
Dlatego dokładamy wszelkich starań, aby postępowanie zostało przeprowadzone rzetelnie, a odpowiedzialność – jeśli doszło do naruszenia prawa – została jasno określona. Chodzi nie tylko o Kielno, ale o standardy ochrony wolności religijnej w przyszłych sprawach.