Milena Kindziuk: peerelowska wersja śmierci ks. Popiełuszki przestaje być spójna

„Gdy niedawno rozmawiałam z mieszkańcami miejscowości położonych w pobliżu Kazunia, okazało się, że w październiku 1984 r. ludzie widzieli w tej okolicy wojskowe samochody, często nyski, panował tam wzmożony ruch. Co znaczące, jeszcze dziś niektórzy okoliczni mieszkańcy boją się o tym mówić” – opowiada Milena Kindziuk w wywiadzie dla tygodnika „Sieci”.

Autorka książek o bł. ks. Jerzym Popiełuszce i jego matce Mariannie została zapytana przez Gorana Andrijanicia z „Sieci”, czy jej zdaniem śmierć męczennika przebiegła tak, jak wynika z oficjalnej wersji. Ks. Popiełuszko został uprowadzony 19 października 1984 r. w okolicach miejscowości Górsk przez trzech funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Oficjalna wersja głosi, że został przez nich związany za pomocą pętli samoduszącej, ciężko pobity, przewieziony w bagażniku samochodu do Włocławka i tam wrzucony z tamy do wody. Wersję tę od lat podważa prokurator Andrzej Witkowski, którego zdaniem w zbrodni bezpośredni udział brali funkcjonariusze Wojskowej Służby Wewnętrznej.

„Po 41 latach od zbrodni dokonanej na ks. Jerzym zmienił się stan wiedzy – mówi Milena Kindziuk. – W tym czasie pojawiło się wiele nowych śladów, dokumentów, zeznań świadków. To sprawia, że peerelowska wersja śmierci księdza, zatwierdzona podczas procesu toruńskiego na przełomie lat 1984/1985, przestaje być spójna i domaga się gruntownej weryfikacji. Punktem przełomowym była dla mnie najnowsza publikacja prokuratora Andrzeja Witkowskiego «Bolesne tajemnice ks. Popiełuszki. Śladami prawdy», właśnie wchodząca na rynek (...). Witkowski prowadził w tej sprawie dwa śledztwa: w latach 1990-1991 – jako prokurator w Ministerstwie Sprawiedliwości oraz w latach 2002-2004 – w ramach IPN”.

Jak zaznacza autorka książek o bł. ks. Jerzym, istotne hipotezy sformułował także Piotr Litka w swoich publikacjach oraz filmach dokumentalnych.

„Litka przez lata bronił zresztą ustaleń prokuratora Witkowskiego – zaznacza Kindziuk. – Zapoznałam się też z wieloma nowymi materiałami i relacjami świadków (dotarłam do nowych miejsc i osób). To wszystko sprawiło, że (...) nie mogę dłużej podtrzymywać dotychczasowej utrwalonej wersji wydarzeń”.

Opinia bez daty zgonu

Milena Kindziuk dodaje, że oficjalna data śmierci „nie jest jednoznaczna”, a ks. Jerzy mógł zginąć później.

„Zgodnie z tezą prokuratora Andrzeja Witkowskiego nastąpiło to w południe 25 października 1984 r. Podstawą jego osądu była m.in. ponowna analiza sekcji zwłok księdza dokonana w 2002 r. przez powołanych przez niego trzech niezależnych biegłych – profesorów medycyny sądowej (patronował temu ówczesny prezes IPN prof. Leon Kieres). Jak podkreśla prokurator, z opinii tych medyków wynika, że funkcje życiowe ks. Popiełuszki ustały nie 11 dni przed badaniem sekcyjnym (przeprowadzono je 31 października), ale zaledwie kilka dni wcześniej. Mogło to być 25 października 1984 r.” – tłumaczy dziennikarka.

Co w takim razie z wcześniejszymi opiniami biegłych?

„Z pewnością nie były pełne. Najbardziej rażące jest, że w opinii z 1984 r. pominięto pytanie o czas śmierci księdza, podczas gdy określenie daty zgonu to elementarne zadanie medycyny sądowej”

– zauważa Kindziuk.

Podczas śledztwa IPN prokurator przesłuchiwał jednego z biegłych z 1984 r., dr. Tadeusza Jóźwika. Ten wspominał o „smutnych panach”, którzy pilnowali prosektorium i „prawidłowości opiniowania”.

„Dr Jóźwik miał przyznać w zeznaniach, że sekcyjny «raport był taki, jak kazano» – podkreśla rozmówczyni Gorana Andrijanicia. – Sam Leszek Pękala, jeden z trzech porywaczy ks. Popiełuszki, stwierdził w rozmowie z Leszkiem Szymowskim (w książce «Księżobójcy»): «Księdza zabrali ci wojskowi nyską. Pojechali do Kazunia. Tam go zatłukli po sześciu dniach tortur...». Z akt śledztwa prowadzonego jeszcze przed procesem toruńskim jasno wynika, iż jeden z bunkrów w Kazuniu Polskim pod Warszawą był przygotowywany na to, by przetrzymywać w nim ks. Popiełuszkę już od 10 października 1984 r. Gdy niedawno rozmawiałam z mieszkańcami miejscowości położonych w pobliżu Kazunia, okazało się, że w październiku 1984 r. ludzie widzieli w tej okolicy wojskowe samochody, często nyski, panował tam wzmożony ruch. Co znaczące, jeszcze dziś niektórzy okoliczni mieszkańcy boją się o tym mówić”.

Ludzie z „wojskówki”

„Boję się jedynie tego, że nowe fakty i ślady znów zostaną zadeptane, zakrzyczane – mówi Milena Kindziuk. – Czy znajdą się odważni ludzie, którzy poprą prokuratora Witkowskiego, domagającego się, by wnętrze i bezpośrednie otoczenie bunkrów amunicyjnych w Kazuniu zostały poddane badaniu i identyfikacji śladów nawet sprzed wielu lat za pomocą nowoczesnych technik kryminalistycznych?”

Kindziuk przypomina dowody świadczące o tym, że w porwaniu brali udział nie tylko funkcjonariusze SB.

„Według ustaleń prokuratora Witkowskiego w Górsku, po porwaniu Popiełuszki, 19 października ok. 21.40 poza samochodem, w którym znajdował się ks. Jerzy z kierowcą, i drugim – z porywaczami z Departamentu IV MSW, był też trzeci – z funkcjonariuszami WSW – wyjaśnia dziennikarka. – To oni mieli przejąć duchownego. Świadczy o tym eksperyment z milicyjnym psem tropiącym, którego przywieziono na miejsce uprowadzenia księdza, by go szukać. Pies, słynący z niezawodności, po nawęszeniu fotela samochodu, w którym siedział ks. Popiełuszko, dwa lub trzy razy podjął ten sam trop i za każdym razem zgubił ślad w tym samym punkcie, ok. 200 m dalej, przy bocznej drodze w Górsku. To wskazuje, że ks. Jerzy musiał zostać tam przeprowadzony i wepchnięty do innego auta, a więc nie trafił do bagażnika Fiata 125p – jak głosi peerelowska oficjalna wersja (zresztą w bagażniku nie odnaleziono śladów krwi księdza!). Niestety notatka z eksperymentu z psem tropiącym nie została wzięta pod uwagę podczas procesu toruńskiego. Przesłuchanie przewodnika tego psa zakłóciłoby całą narrację z procesu w Toruniu. Później natomiast przesłuchał go podczas śledztwa prokurator Witkowski. Jak dowodzi, pojawienie się trzeciego samochodu z funkcjonariuszami służb wojskowych oznacza, że po uprowadzeniu księdza porywacze ze służb cywilnych MSW przekazali go innym sprawcom. W opinii Witkowskiego to pokazuje także osobistą rolę gen. Czesława Kiszczaka, który jako były szef wywiadu wojskowego i ówczesny szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych faktycznie kontrolował cały aparat służb specjalnych”.

 

Źródło: „Sieci”/ IDK

Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama