Czy wszystko, co dzieje się w życiu, jest „wolą Bożą”? Odpowiedź daje dziwne równanie: „w=W”

Czy Bóg naprawdę chce cierpienia, choroby i ludzkich tragedii? O. Maksymilian Kolbe odpowiadał na to pytanie zaskakującym równaniem: „w=W” – mała wola człowieka zjednoczona z wielką wolą Boga. Dla franciszkanina z Niepokalanowa nie była to pobożna teoria, ale sposób życia, który prowadził do wolności, pokoju i odwagi aż po Auschwitz.

Bóg wychodzi na „drogę”. On szuka zagubionej owcy, wymiata izbę, by znaleźć zagubioną drachmę. Jesteś Jego skarbem, miłością i wartością. I właśnie dlatego powziął taki plan dla ciebie. To jest Jego wola.

Przechodząc przy różnych okazjach przez cmentarne aleje i spoglądając na znajdujące się po prawej i lewej stronie groby, warto czasami oddać się lekturze inskrypcji będących na ogół wyrazem uczuć osób, które stawiały te nagrobki swoim zmarłym. Pośród wielu napisów jednym z częściej stosowanych jest wyrażenie: „Bóg tak chciał”. Takie słowa prawdopodobnie świadczą o bezsilności wobec faktu przemijania i próbie uspokojenia serca, poddając je pod działanie woli Bożej w odniesieniu do osoby spoczywającej w mogile. Zaś sam autor napisu wyraża w nim pogodzenie się z faktem czyjegoś odejścia z tego świata za Bożym zrządzeniem czy też przy Jego milczącej aprobacie. 

Człowiek w wielu sytuacjach życiowych – szczególnie, gdy pozostaje bezsilny wobec zaistniałych zdarzeń – odwołuje się do pojęcia „wola Boża”. Czy jednak właściwym jest obarczanie Boga odpowiedzialnością za wszystkie świństwa ludzkości zgotowane innym ludziom? Kiedyś, uczestnicząc jako konsultant bioetyczny w warsztatach dla małżeństw z problemem niepłodności, usłyszałem stwierdzenie, że skoro człowiek wymyślił in vitro – to z pewnością jest ono dobre. Gdyby to było złe – Bóg by na to nie pozwolił. Co jednak w takiej sytuacji zrobić z obozami koncentracyjnymi, bronią jądrową czy innymi rzeczywistościami masakrującymi ludzką populację? Czy to właśnie była wola Boża?

Zupełnie inaczej do woli Bożej podchodzi Maksymilian Kolbe, dla którego jest ona przedmiotem radosnego przyjęcia (więcej: przylgnięcia, a nawet całkowitego zespolenia z nią), niezależnie, co za sobą niesie. Stąd też wyraża to specyficznym równaniem: w=W. Mała wola człowieka pragnie podporządkować się dużej woli Boga. Jest to podyktowane miłością i usilnym pragnieniem przylgnięcia do wszystkiego, co Bóg chce przeprowadzić w życiu człowieka. Jego życzenie jest rozkazem. W takim rozumieniu woli Boga Maksymilian niewątpliwie podążał za wzorem Niepokalanej, która niejako w ciemno wyraziła swoje „fiat” dla tajemnicy Bożego zamysłu.

Wola – życzenie – zamysł – plan

Cztery słowa, które opisują pewną rzeczywistość chcenia Boga. A czego chce Bóg? Czyli, jaka jest Jego wola? „A skąd mnie – szaraczkowi – wiedzieć, czego oczekuje Bóg?” – powie wielu. Wydaje się, że człowiek zapatrzony w swoje pragnienia i aspiracje już dawno zatracił poczucie woli Bożej. Tymczasem Jego wola nie jest bynajmniej wielką tajemnicą. Ona już dawno została objawiona przez Pismo Święte, a w ostatnich czasach jeszcze raz dobitnie wypowiedziana przez Jezusa Chrystusa.

Abyś żył

Banalne, prawda? Człowiek nie zastanawia się nad fenomenem własnego życia. Jest i już! Czasami w swej bezczelności potrafi odpalić: „ja tam na świat się nie pchałem!”. Warto jednak zastanowić się, że życie ludzkie zostało naznaczone znamieniem miłości. Przerabiając nieco słowa Kartezjusza „Cogito ergo sum”, niemiecki teolog Karl Rahner postawił je w stronie biernej i wyszło mu coś zupełnie zdumiewającego: „Cogitor ergo sum” – jestem pomyślany, więc jestem. O rany! Bóg pomyślał o mnie, zanim mnie stworzył. Dlaczego? Bo już wtedy mnie ukochał i miał swój plan rozciągający się na wieczność dla mnie – tylko dla mnie. Bóg nie wpasował mnie w zbiorowisko ludzkości, ale chciał mnie samego dla mnie samego. Bo chciał mnie mieć u siebie. Oto wola Boża – abym żył.

Abyś żył dobrze

Dobrze to znaczy w zgodzie z jakimś kodeksem etycznym. Człowiek zanurzony w bezład i pozbawiony zasad prędzej czy później zagubi się. Dlatego Bóg zaproponował mu „Deka Logos”, „Dziesięć słów”, które mają regulować jego sposób postępowania względem Boga, siebie, drugiego człowieka oraz świata materii ożywionej i nieożywionej. Dekalog jednak bynajmniej nie jest celem samym w sobie, lecz zaledwie początkiem. To granica wyznaczająca przestrzeń, wewnątrz której, wznosząc się na skrzydłach miłości, mogę wzlecieć aż do samego jej centrum, którym jest Bóg. Oto właśnie druga wola Boża – Dekalog, abyś żył dobrze i doszedł do Boga.

Abyś żył szczęśliwie

Żyć szczęśliwie – jak mówią znawcy zagadnienia – bynajmniej nie oznacza żyć w określony sposób: na bogato, na fali przyjemności, na skrzydłach nieustannego pasma sukcesów, ale… Być może tu cię zaskoczę – w zgodzie ze swoim powołaniem (właściwy człowiek na właściwym miejscu). A więc znowu w zgodzie z jakimś planem Boga, który przygotował On dla indywidualnego człowieka. I nie myśl, że powołanie to tylko ksiądz (zakonnica) albo żona (mąż) czy singiel. Spróbujmy to zwizualizować. 

Wyobraź sobie wielki mur, w którym jest wiele furtek. Każda z nich jest opatrzona stosowną tabliczką, która informuje człowieka, dokąd prowadzi ta konkretna bramka. Wszystkie furtki są opatrzone klamką i z łatwością można każdą z nich otworzyć, ale tylko jedna jest otwarta na oścież. Wybór – przez którą przejdzie – należy wyłącznie do człowieka.

Po przekroczeniu jednej z furtek człowiek znów napotyka taki sam mur z wielością bramek, a potem jeszcze jeden i jeszcze jeden. Na końcu również jest mur, ale ten ostatni ma tylko trzy furtki z napisami: „Piekło”, „Niebo”, „Czyściec”. I tylko jedna z nich jest otwarta. Pozostałe są zamknięte na klucz i człowiek już nie może ich sam otworzyć.

Co oznaczają te furtki? Wybór modelu życia: małżeństwo albo co innego. Ale przecież niezależnie od sposobu życia nie jest to jedyny wybór. Powołanie człowieka jest ciągłym przechodzeniem, czyli odkrywaniem nowego powołania w powołaniu podstawowym: zawód, zainteresowania, hobby, pasje, grupa rówieśnicza, grupa religijna, ugrupowanie partyjne, znajomi, działalność pozazawodowa, miejsce zamieszkania… Nawet bycie przełożonym i podwładnym jest powołaniem. Te rzeczywistości dotyczą tak osób świeckich, jak i duchownych. Nie każdy przecież kapłan jest katechetą na parafii ani zakonnica kucharką. Niektórzy pragną wyjechać na misje, inni chcą zgłębiać wiedzę na uniwersytecie, a jeszcze inni z lubością siedzą godzinami w konfesjonale czy grzmią z ambon różnych parafii i kościołów. Powołanie, które tkwi w podstawowym powołaniu, to wola Boża, która wciąż odsłania przed człowiekiem plan szczęścia dla niego. Ważne jest, by wybrać właściwą furtkę. A jeśli się źle wybierze – odnaleźć tę właściwą.

Abyś żył wiecznie

Krzyż Jezusa stał się pomostem łączącym niebo i ziemię – to, co święte, z tym, co grzeszne, słabe i ułomne. Bóg chce zbawienia każdego człowieka. A skąd to wiemy? A chociażby z przypowieści o miłosiernym ojcu. Syn poszedł szaleć według własnego rozumienia dobra i szczęścia. Na koniec siedział biedak pośród świń (dla Żydów to zwierzęta nieczyste). Chłopak patrzy na siebie: szata brudna i cuchnąca, sandały utonęły w gnoju, a pierścień – znak jego rodu – wzięła pewnie jakaś panienka w zamian za usługi albo został wymieniony na sycerę. „Co ja teraz pocznę? Wiem! Zostanę najemnikiem u mego ojca!” – duma młodzieniec. Po wejściu w domowe obejścia, już otworzył usta, by wygłosić swoją autooskarżycielską mowę, lecz ojciec rzucił mu się na szyję: „Dajcie mu czyste ciuchy, dajcie mu sandały i pierścień!”. Jedno słowo ojca, a syn znów jest czysty jak niemowlę po chrzcie. Jedno słowo ojca i syn znów jest dziedzicem wszystkich jego posiadłości. Jedno słowo ojca i syn znów jest wolny, bo nie musi chodzić boso jak niewolnicy. Oto plan Ojca miłosierdzia dla każdego człowieka, który chce wrócić do Niego i uznać swoją winę (zgrzeszyłem). On wychodzi na „drogę”. On szuka zagubionej owcy, On wymiata izbę, by znaleźć zagubioną drachmę. Jesteś Jego skarbem, miłością i wartością. I właśnie dlatego powziął taki plan dla ciebie. To jest Jego wola.

Mam dla ciebie wspaniały plan

Człowiek jest mistrzem w krzyżowaniu Bożych planów. „Ależ owszem – zgadzam się z wolą Bożą, o ile ta nie sprzeciwia się mojej woli. I, nie daj Boże, żeby Bóg chciał zrobić coś nie po mojej myśli”. Rodzi to rozpacz, bunt, złorzeczenie, bluźnierstwa... Człowiek zachowuje się jak dzieciak, któremu ojciec nie pozwolił włożyć palców do kontaktu pod napięciem. 

Aby pełnić wolę Bożą, trzeba nam uczyć się od Piotra. „Zarzuć sieci”. „Coś ty, całą noc żeśmy łowili i nic”. „Zarzuć sieci”. „Człowieku to ja się znam na rybach, a nie Ty”. „Zarzuć sieci”. „Na Twoje słowo zarzucę”. Dalszy ciąg znamy: szok, przerażenie, „odejdź ode mnie, bo jestem grzeszny”. Ale właśnie Jezus daje nam poznać wolę Ojca, byśmy odkryli wielkość Boga i cuda, jakie może On zdziałać w naszym życiu: słabego człowieka posadzi po swojej prawicy, a strąci władców z tronu.

Kolbe poszedł na całość, bo oddał wszystko Bogu przez Niepokalaną. On, pełniąc Jej wolę, zdobył świat bez nowoczesnego uzbrojenia, lecz tylko realizując w=W. Dla niego jedynym pytaniem, które stawiał sobie każdego dnia było: jak zadowolić Niepokalaną, a przez Nią Boga Ojca. Pełnienie woli Bożej jest właśnie sprawianiem przyjemności Bogu. Jest – jak mawiała Tereska z Lisieux – rzucaniem kwiatów do stóp Jezusa.

Źródło: Echo Katolickie 22/2026

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..