Doprawdy, trudno się dziwić pytaniu, jakie faryzeusze skierowali do Apostołów. Zachowanie Jezusa mogło być rzeczywiście opacznie zrozumiane. No bo czy Jego obecność na uczcie w towarzystwie tych, którzy uchodzili za publicznych grzeszników, nie oznaczała w jakimś stopniu legitymizacji ich życiowej postawy? Gdyby ta scena wydarzyła się dzisiaj, tysiące zdjęć zapełniłyby media społecznościowe. I nie brakowałoby komentatorów, którzy stwierdziliby, że Jezus pochwala grzeszników, a dystansuje się od pobożnych.
Jezus sam wyjaśnia ten swój gest. Jest to gest Zbawiciela szukającego tych, którzy są daleko. Jezus nie zamierza ani wybielać ich grzesznego życia, ani też szokować pobożnego otoczenia. Chce powołać tych, którzy zaplątali się w grzech, czyli zaprosić ich do nawrócenia. Właśnie motyw powołania jest czymś w rodzaju klamry spinającej ten krótki fragment Ewangelii Mateuszowej. Tak jak z tym niespodziewanym zaproszeniem do pójścia za Nim Jezus wkroczył w życie celnika Mateusza, tak pragnie wezwać do nawrócenia także tych wszystkich, którzy się źle mają, którzy doznają fatalnych konsekwencji swoich grzechów, a jednak brak im motywacji i siły, by z nimi zerwać. Na tym polega miłosierdzie Boże. Nie zna ono uczucia satysfakcji z tego, że ktoś – mimo ostrzeżeń – zmierza ku przepaści. Bóg nigdy nie powie człowiekowi, który bezradnie szamocze się, zapętlony w zło: „A nie mówiłem?”
Słowa Jezusa i Jego postawa wobec znajomych celnika Mateusza jest źródłem nadziei dla wszystkich, którzy uświadamiają sobie własny grzech. Ale stanowi także ostrzeżenie dla tych, którzy stali się tak pewni swojej przynależności do Jezusa, że nie dostrzegają, iż sami także potrzebują Bożego miłosierdzia. Kiedy poczucie własnej sprawiedliwości staje się bodźcem do porównywania się z innymi i – w obliczu ich poważnych grzechów – dostarcza satysfakcji z bycia porządnym człowiekiem, zaczyna się bardzo niebezpieczny proces. Niemal niedostrzegalnie człowiek zaczyna traktować ostrzeżenia przed grzechem jako nie odnoszące się do niego. Takim „sprawiedliwym” Jezus nie ma nic do dania, bo wcale nie chcą Jego miłosierdzia. Otrzymują je jedynie ci, którzy uświadamiają sobie swoją nędzę.