Zawiódł system, który miał chronić. 170 tysięcy litrów zalało kościół w Mysłowicach

Awaria wysokociśnieniowego hydrantu zamieniła kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa w Mysłowicach w scenę przypominającą klęskę żywiołową. W pół godziny do wnętrza świątyni wdarło się ponad 170 tysięcy litrów wody. „Nie pytałem dlaczego? Tylko czego mamy się z tego nauczyć?” – mówi proboszcz ks. Krzysztof Kasza. Trwa wyścig z czasem, by uratować mury i zabytkowe wyposażenie.

Wszystko wydarzyło się w dramatycznych okolicznościach. Pęknięty hydrant w wieży kościoła w ciągu około pół godziny wypuścił do wnętrza świątyni blisko 173 tysiące litrów wody. Strumień o wydajności około 7 m³ na minutę spływał kaskadami po ścianach – wewnątrz i na zewnątrz budynku.

 

„Kościół jest lekko nachylony w stronę prezbiterium, dlatego woda, płynąc od wejścia głównego, spiętrzyła się przy stopniach ołtarza. Zalana została cała nawa główna. W wodzie stały ławki, konfesjonały i klęczniki. Uszkodzone zostały m.in. dwie stacje Drogi Krzyżowej oraz boczny ołtarz św. Judy Tadeusza. Widok był przygnębiający” – przyznaje proboszcz.

System, który miał chronić

Instalacja hydrantowa została zamontowana po pożarze katedry Notre-Dame, gdy rozpoczęto kontrole obiektów sakralnych. W Mysłowicach, podobnie jak w kilku innych parafiach regionu, nakazano montaż systemu przeciwpożarowego z hydrantami rozmieszczonymi tak, by ich strumienie się zazębiały – także wysoko w wieży.

Parafia zabiegała o tzw. „suche piony”, w których woda pojawia się dopiero w momencie pożaru. Przepisy wymagały jednak instalacji stale wypełnionej wodą pod ciśnieniem. System został odebrany i przeszedł testy. Mimo to doszło do awarii jednej ze złączek.

„Musimy postawić pytanie, czy wysokociśnieniowe hydranty wewnątrz zabytkowych świątyń nie stają się w razie awarii bombą wodną” – zauważa ks. Kasza.

Wyścig z czasem

Po przybyciu straży pożarnej rozpoczęto natychmiastowe wypompowywanie wody. Gdy poziom opadł, resztki usuwano ręcznie. Do pomocy włączyły się miejskie służby, MPWiK, Zakład Oczyszczania Miasta oraz prywatne firmy. Szybko dostarczono osuszacze i nagrzewnice.

W kościele powstał specjalny „tunel” z folii, w którym podniesiono temperaturę, by przyspieszyć osuszanie najbardziej zagrożonych fragmentów konstrukcji. Sprzęt pracuje bez przerwy, a jego obsługa wymaga stałego nadzoru. Sam koszt paliwa do nagrzewnic to około tysiąca złotych dziennie.

Eksperci podkreślają, że kluczowe będzie dokładne wyschnięcie murów – dopiero wtedy ujawni się pełna skala zniszczeń. Wstępne szacunki mówią o stratach idących w miliony złotych.

„To lekcja pokory”

Proboszcz nie kryje, że sytuacja była ciosem, ale patrzy na nią w perspektywie wiary. „Dziękowałem Bogu, że stało się to nad ranem, gdy organista przyjechał do kościoła, a nie w nocy, kiedy nikt by tego nie zauważył” – mówi. „Pytam raczej: czego mamy się nauczyć? To lekcja pokory i przypomnienie, jak bardzo jesteśmy zależni od Boga”.

Zawiódł system, który miał chronić. 170 tysięcy litrów zalało kościół w Mysłowicach   Fot. Kamil Capała, organista NSPJ

Arcybiskup, który odwiedził parafię, zaznaczył, że największe szkody mogą być niewidoczne – w ścianach i instalacjach. Jednocześnie zaapelował o wsparcie materialne i duchowe dla wspólnoty.

Wspólnota silniejsza niż żywioł

Mimo zniszczeń kościół – po decyzji nadzoru budowlanego i opinii eksperta – pozostaje bezpieczny dla wiernych. Część zalana została odizolowana, a nabożeństwa odbywają się normalnie.

Od pierwszych godzin po awarii parafianie ruszyli z pomocą. Zorganizowano zbiórkę, wsparcie zadeklarowały władze miasta i kuria. Proces odszkodowawczy już trwa, ale parafia wciąż potrzebuje środków na bieżące działania ratunkowe.

Z Mysłowic płynie dziś czytelny sygnał: choć żywioł obnażył kruchość materii, nie zdołał naruszyć fundamentu wspólnoty. To on – jak podkreśla ks. Kasza – pozostaje największą nadzieją na odbudowę świątyni.

Źródło: pch24.pl

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama