Gwiazda serialu „Świat według Bundych” żałuje aborcji: rachunek zapłaciło moje ciało

Amerykańska aktorka Christina Applegate w swojej nowej książce wspomnieniowej „You With the Sad Eyes” wraca do jednego z najbardziej bolesnych doświadczeń swojego życia – aborcji, której dokonała w wieku 19 lat. Uważa, że choroba, z którą aktualnie się zmaga, to „rachunek za poczucie winy, smutek i traumę, który zapłaci jej ciało”.

Gwiazda serialu „Świat według Bundych” przytacza w książce fragmenty swojego ówczesnego pamiętnika, ponieważ – jak przyznaje – wydarzenia te są dla niej do dziś zbyt bolesne, by opisywać je z perspektywy czasu. W zapiskach młodej aktorki widać wewnętrzny konflikt i świadomość tego, co się dzieje. Applegate przyznaje, że wcześniej sądziła, iż nie miałaby problemu z aborcją, gdyby zaszła w ciążę w nieodpowiednim momencie. Jednak kiedy sama tego doświadczyła, zaczęła postrzegać sytuację inaczej.

„Zawsze myślałam, że jeśli zajdę w ciążę w złym momencie, nie będę mieć problemu z aborcją. ‘To przecież jeszcze nie jest dziecko’. To bzdura. Ta istota jest niesamowita. Sprawia, że czuję się pełna i bezpieczna” – zapisała w swoim dzienniku.

Kilka dni później ton jej zapisków staje się znacznie bardziej dramatyczny:

„Jestem w ciąży i w czwartek zabiję swoje dziecko. Zastanawiam się, gdzie mogę się ukryć, żeby dojść do siebie po morderstwie”.

Aktorka wspomina także presję związaną z karierą i obawę przed reakcją otoczenia:

„Ich rodzina mnie znienawidzi, kiedy dowiedzą się, że zabiłam członka ich rodziny, bo oni w to nie wierzą. Ale nie mogę mieć tego dziecka, bo mam pracę do wykonania – muszę bawić ten cholerny świat”.

W czerwcu 1991 r., będąc około trzech miesięcy w ciąży i na kilka dni przed planowanym zabiegiem, napisała w pamiętniku poruszający wiersz do swojego nienarodzonego dziecka, które – jak przypuszczała – mogło być dziewczynką.

„Cześć, maleństwo.
Czuję cię w każdej chwili mojego dnia.
Tak maleńkie istnienie,
a tak ogromny wpływ na mnie masz.
Jesteś cudem…
maleńkim cudem o małych dłoniach.
Kocham cię.
Ale znasz swój los.
To nie jest twój czas”.

Dzień przed zabiegiem zapisała krótko: „Jutro jest ten dzień. Ból i wszystkie emocje uderzają w moją duszę”.

Po aborcji zanotowała: „Cóż, to już koniec. Czuję się całkiem w porządku. Trochę tylko oszołomiona. To daje mi niewiele czasu, by uświadomić sobie, co zrobiłam. Co jest chyba na razie najlepsze”.

Dziś 54-letnia aktorka od kilku lat zmaga się z chorobą – stwardnieniem rozsianym. W książce zauważa, że zapiski z młodości wydają się niemal prorocze.

„To niemal tak, jakbym widziała przyszłość, w której rachunek za poczucie winy, smutek i traumę zapłaci moje ciało” – napisała.

Komentatorzy zwracają uwagę, że historia Applegate pokazuje presję, z jaką mierzą się kobiety w przemyśle rozrywkowym. Według Bridget Sielicki z organizacji Live Action przez lata wiele kobiet w Hollywood słyszało, że jedyną drogą do sukcesu jest rezygnacja z macierzyństwa.

„Przez lata wielu kobietom – szczególnie w branży rozrywkowej – sprzedawano kłamstwo, że jedyną drogą do sukcesu jest zabicie nienarodzonego dziecka” – powiedziała Sielicki.

Jej zdaniem doświadczenie aktorki pokazuje, że decyzja o aborcji może pozostawić głęboki ślad w życiu kobiety.

Źródło: lifesitenews.com

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama