Nie całkiem upokorzeni niepokorni

Cotygodniowy felieton z "Gościa Niedzielnego" (47/2001)

Obejrzałem w TV Puls film Andrzeja Horubały o Bohdanie Cywińskim i jego książce „Rodowody niepokornych”, o współczesnym oddziaływaniu tej zadziwiającej monografii historycznej o początkach polskiej warstwy inteligenckiej, o jej korzeniach, formacji i mitologii. Film pokazuje, jak wzory osobowe, zasady moralne i metody działania pokoleń przygotowujących odrodzenie Polski po zaborach powróciły potężnym echem w obliczu XX-wiecznych zagrożeń, wojen i totalitaryzmów. Dwuodcinkowy, dobrze zrobiony dokument kończy się niewesołymi akcentami. Oto kilka pokoleń patriotycznej i intelektualnej tradycji gubi się gdzieś, słabnie i zanika w lotnych piaskach polskiej polityki lat dziewięćdziesiątych, oto nowe oblicze mediów, wolnego rynku, systemu partyjnego staje się grzęzawiskiem, które wciąga tych, którzy jeszcze niedawno kruszyli mury swoją wiedzą, poczuciem obowiązku i honoru. Ten finał filmu wydaje się być gorzkim opisem współczesności.

Ludzie twardego etosu i giętkiego umysłu są w odwrocie wobec cynizmu graczy, chamstwa awanturników, sprytu karierowiczów. Obrońcy wysokiej kultury oddają pole gigantom kiczu i wrzasku, widowiskom ogłupiającym widzów i poniżających uczestników. Tytuł książki Krzysztofa Zanussiego „Pora umierać” to coś więcej niż gorzka ironia, tak jak jego film „Cwał” to nie tylko pochwała hippiki, ale i obraz tragedii moralnej inteligentów, którzy, aby przetrwać, muszą przyjmować metody działania przeciwników — oszustwo, kłamstwo, dwulicowość.

Upokorzenie strzegących etosu elit jest klęską całej społeczności. W „Tygodniku Powszechnym” (z 4.11) czytam wypowiedź 18-letniej studentki: „Wielu z mojego otoczenia uznałoby zapewne, że ojczyzna — w sensie terytorium, zamieszkiwanego przez ludzi mówiących tym samym językiem i mających tę samą historię — nie ma większego znaczenia.... Cechą młodości jest również skłonność do relatywizmu moralnego...”. Dwudziestoletni student wypowiada się na sąsiedniej szpalcie jeszcze dobitniej: „My po prostu nie mamy wspólnej sprawy, o którą można by walczyć... Młodzi aktywiści polityczni mają dziś inne cele; będą tworzyć politykę profesjonalną. I zarabiać na niej pieniądze”. Podsumowujący artykuł „Pokolenie bez obywateli” socjolog Paweł Śpiewak (tamże) potwierdza, że młodzi „... uważają wszystkich polityków za osoby niegodne zaufania i nieprofesjonalne... Nie wierzą żadnej partii i z góry wiedzą, że nic się nie zmieni, gdy do władzy dojdzie kolejna ekipa.... Nie czują się obywatelami i nie poczuwają się do współodpowiedzialności za dobro wspólne...”. A więc aż tak źle? Myślę, że jeszcze gorzej, ale nie beznadziejnie. Upojeni zwycięstwem politycy SLD swoim zachowaniem i słownictwem zwrócą przeciwko sobie ludzi szanujących myślenie. Masowe awansowanie aparatczyków PZPR i zasłużonych towarzyszy z SB, nagradzanie wysokimi odznaczeniami swoich urzędników, którzy już pokazali, jak lepkie mają ręce, w końcu sprawi, że ludzie poczują się zagrożeni i obrażeni. Gdy pani minister Barbara Piwinik nazywa oburzenie opinii publicznej „hałasem medialnym”, gdy Jaruzelski określa zmasakrowanych na jego rozkaz robotników Wybrzeża „chuliganami”, gdy rządowi obrońcy zastępcy prokuratora Andrzeja Kaucza wzywają, aby „oddzielić kompetencje od życiorysu”, widzimy, że wraca upodlony język i pogarda dla prawdy. Czy zmobilizuje nas to do tego, abyśmy stali się znów uczniami niepokornych z książki Bohdana Cywińskiego? Już wiem, że tak.

Parę dni temu widziałem syna Bohdana, pana Piotra Cywińskiego, jak prowadził poloneza — w pierwszej parze ze znakomitą aktorką Mają Komorowską, za nimi ze trzysta par! — na „Charytatywnym Balu Wielopokoleniowym” warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej. Bal był tłumny, zabawa pyszna, a dochód na stypendia dla zdolnej, a niezamożnej młodzieży — pokaźny. Więc może teraz tak? Może po Uniwersytetach Latających i kółkach samokształceniowych przyszedł czas na dobroczynne bale?

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama