Moralne aspekty klonowania człowieka

Z cyklu "Wybierajmy życie"

Zacznijmy od paru uwag encyklopedycznych. Wbrew temu, co popularnie nieraz się mówi, klonowanie polega na czymś zupełnie innym niż rozszczepienie bliźniacze. Rozszczepienie bliźniacze polega na tym, że zarodek, jaki się ukształtował w wyniku połączenia dwóch rodzicielskich komórek rozrodczych, w bardzo wczesnym stadium rozwoju dzieli się na dwa odrębne organizmy, mające ten sam genotyp. Efektem tego wydarzenia, jeżeli osiągnie ono swój biologiczny cel, będzie urodzenie się bliźniaków jednozygotycznych.

Klonowanie natomiast polega na połączeniu komórkowego jądra pobranego z osobnika, którego genotyp zamierza się przenieść na nową istotę, z komórką jajową pozbawioną swojego jądra. Krótko mówiąc, rozszczepienie bliźniacze jest zjawiskiem, które się zdarza podczas zwyczajnego rozmnażania płciowego, klonowanie zaś jest to metoda rozmnażania niepłciowego. Wspólny obu wydarzeniom jest tylko fenomen zaistnienia dwóch (lub więcej) osobników o tym samym genotypie: w przypadku rozszczepienia bliźniaczego dwóch braci lub sióstr, w przypadku klonowania - dawcy jądra i osobnika sklonowanego.

Do niedawna sądzono, że DNA komórek somatycznych zwierząt wyższych utraciło zdolność sterowania rozwojem nowego osobnika. Wydawało się, że totipotencjalność (zdolność ukształtowania się w dowolny organ lub tkankę nowego organizmu) mają u zwierząt wyższych tylko komórki w najwcześniejszych stadiach rozwoju osobniczego. Dopiero najnowszy rozwój genetyki ujawnił znaczną zdolność odzyskania pierwotnej totipotencjalności nawet przez DNA komórek wysoko już wyspecjalizowanych. To właśnie dzięki temu odkryciu klonowanie zwierząt wyższych stało się czymś możliwym.

Technicznie możliwe stało się również klonowanie nowych istot ludzkich, co budzi oczywiste pytania natury moralnej, jako że człowiek - chociaż jest jednym z gatunków królestwa zwierząt - jest jednak czymś istotnie więcej niż jednym ze zwierząt.

Różne rodzaje klonowania

Zanim spróbujemy ocenić różne argumenty, jakie są podawane za i przeciw powoływaniu do istnienia nowych istot ludzkich za pomocą technik klonowania, warto przypomnieć podstawowe rodzaje klonowania, a przy okazji - wychodząc poza nasz główny temat - rzucimy parę uwag o innych możliwościach genetycznych ingerencji w początki życia ludzkiego.

  1. klonowanie reprodukcyjne. Celem jest tu powołanie do istnienia nowej istoty ludzkiej obdarzonej tym samym genotypem co osoba dawcy jądra. Sklonowany embrion byłby więc wszczepiany - podobnymi metodami co embriony powstałe w wyniku zapłodnienia in vitro - do łona kobiety, nie będącej jego biologiczną matką. Urodzone w rezultacie tego dziecko byłoby bliźniaczym bratem dawcy jądra, z tym, że o całe pokolenie albo i więcej od niego młodszym. Warto zwrócić uwagę na to, że posiadanie tego samego genotypu nie oznacza bynajmniej, że sklonowany człowiek będzie kalką osobową dawcy jądra. Nawet jednojajowe bliźnięta, wychowywane zazwyczaj nie tylko w tym samym czasie, ale i w tym samym środowisku, różnią się przecież nieraz zarówno temperamentem, zainteresowaniami, jak również innymi cechami osobowymi. Otóż człowiek sklonowany wychowywany byłby w innym czasie i w innym środowisku niż jego „pierwowzór”, zatem różnice osobowe byłyby z pewnością jeszcze większe niż w przypadku bliźniąt jednojajowych.
  2. klonowanie produkcyjne, niesłusznie nazywane nieraz terapeutycznym. Chodzi tu o produkowanie embrionów o tym samym co dawca jądra wyposażeniu genetycznym z myślą o użyciu ich przy leczeniu owego dawcy jądra. Świadomie używam mocnego terminu „produkowanie”, ażeby podkreślić, że chce się tu powoływać do życia nowe istoty ludzkie nie dla nich samych, ale żeby posłużyć się nimi w taki sposób, że nieuchronnie kończy się to ich śmiercią. Próby powoływania do życia nowych istot ludzkich wyłącznie w celu użycia ich do czyjejś terapii zaczęły się wkrótce po wypracowaniu technik zapłodnienia in vitro - że wspomnę o przypadkach zapłodnienia jaj pobranych od rodzonej córki spermą jej cierpiącego na chorobę Alzheimera ojca, i następnie wszczepienia embrionów do jej macicy, ażeby za kilka miesięcy posłużyć się ich komórkami mózgowymi przy leczeniu tegoż ojca. Natomiast klonowanie produkcyjne polega na tym, że powołuje się do życia nowe istoty ludzkie metodą klonowania, a uzyskanym w ten sposób zarodkom po kilku dniach przerywa się rozwój i przechowuje jako rezerwuar komórek, które będą użyte przy leczeniu dawcy jądra. Pokusa używania sklonowanych ludzkich embrionów przez medycynę będzie zapewne ogromna, gdyż genetycy zapowiadają możliwość odzyskania w ten sposób nawet zupełnie zniszczonych tkanek i organów.
  3. klonowanie w celach doświadczalnych. Wobec niezwykłych osiągnięć, jakie genetycy uzyskali dzięki doświadczeniom na sklonowanych embrionach zwierzęcych, niektórzy badacze nie odczuwają oporów moralnych przed przeniesieniem tych doświadczeń na embriony ludzkie. Do zatarcia wrażliwości na szczególną wartość ludzkiego życia począwszy już od fazy embrionalnej z pewnością przyczynił się stosunkowo wysoki poziom społecznej zgody na aborcję. Warto może jeszcze odnotować, że - obok doświadczeń prowadzonych w celach medycznych - formułowane są teoretyczne pomysły doprowadzenia do powstania nowego gatunku istot rozumnych, jakichś nadludzi lub obok-ludzi, albo też wyprodukowania istot pośrednich między człowiekiem i zwierzęciem. Prezydent Clinton - mimo że osobiście mało wrażliwy na świętość i nietykalność życia ludzkiego - zwrócił się w roku 1998 do Państwowej Komisji Bioetycznej z sugestią wprowadzenia zakazu klonowań międzygatunkowych (konkretnie, była to reakcja na doniesienia o wyprodukowaniu żywego embrionu w wyniku zlania jądra ludzkiego z oocytem - czyli komórką jajową - krowy).
  4. Wychodząc nieco poza nasz temat, chwilę uwagi poświęćmy jeszcze możliwościom modyfikowania genotypu w ludzkim embrionie. Zmiany wprowadzone w ten sposób są nieusuwalne i dotyczą całego życia tego człowieka. Generalnie rzecz ujmując, nie budzą poważniejszych zastrzeżeń zmiany wprowadzane w celach naprawdę terapeutycznych. Natomiast zdecydowany sprzeciw wywołują wszelkie pomysły dotyczące projektowania pożądanych cech u mającego się urodzić dziecka. Argument podany przez Kongregację Nauki Wiary w dokumencie z 22 lutego 1987 na temat szacunku dla początków życia ludzkiego na rzecz odrzucenia metody zapłodnienia in vitro jeszcze mocniej odnosi się do tego rodzaju inżynierii genetycznej: nie wolno „oddawać życia i tożsamości ludzkich embrionów w ręce lekarzy i biologów, ani udzielać jakimkolwiek ludziom panowania nad pochodzeniem i przeznaczeniem osoby ludzkiej. Tego rodzaju relacja panowania sama w sobie sprzeciwia się godności i równości, które powinny być wspólne rodzicom i dzieciom” (II 5). Do argumentu moralnego można dodać argument pragmatyczny: Nie możemy mieć całkowitej pewności co do tego, czy wprowadzane przez nas zmiany w genetyczne dziedzictwo człowieka - choćby najdrobniejsze i wydawałoby się zupełnie niewinne - nie spowodują jakichś o wiele poważniejszych i nie dających się już odwrócić skutków negatywnych.

Przegląd argumentów za i przeciwko klonowaniu

Przypomnijmy najważniejsze argumenty, jakie są podawane za i przeciwko powoływaniu do życia nowych istot ludzkich za pomocą techniki klonowania. Przedstawiane tu argumenty dotyczą przede wszystkim klonowania reprodukcyjnego. Czytelnik łatwo zauważy, że jeśli niektóre argumenty przeciwko tej metodzie powoływania do życia ludzkich embrionów oceniam krytycznie, to wyłącznie w tym celu, aby zwrócić uwagę na znaczenie argumentów najistotniejszych, tych, które nakazują absolutnie i bez żadnych wyjątków z tej metody zrezygnować. Zacznę od przedstawienia i krótkiego ustosunkowania się do argumentów przeciw:

1. Słyszy się nieraz argument, że klonowanie człowieka byłoby wchodzeniem na teren zastrzeżony jednemu tylko Bogu. Charakterystyczne, że argumentowi nieraz towarzyszy ostrzeżenie przed dwoma niebezpieczeństwami, które były - czego autorzy argumentu nie zawsze są świadomi - wielokrotnie opisywane w starodawnych mitach. Najpierw, powoływane do życia przez potężnych, ale niższych od Boga demiurgów istoty ludzkie mogą okazać się nie dającymi się naprawić nieudacznikami (żeby przypomnieć sumeryjski mit o sześciu nieudanych próbach stworzenia człowieka przez bogów niższych albo mit gnostyka Saturnina o stworzeniu ludzkiego nieudacznika przez siedmiu archontów). Ponadto, słychać niepokoje, czy próby wtargnięcia przez człowieka na teren zarezerwowany dotychczas samemu Bogu nie stanowią zagrożenia dla Jego jedynowładztwa i czy wobec tego nie sprowadzą na ludzkość jakichś trudnych do wyobrażenia nieszczęść.

Oba niepokoje płyną z pogańskich wyobrażeń na temat Boga i są nie do pomyślenia na gruncie wiary kształtowanej przez objawienie biblijne. Sam pomysł, że człowiek mógłby wydrzeć Bogu część Jego mocy stwórczych, bierze się z przeoczenia tej prawdy, że Bóg prawdziwy nie jest podobny do bogów mitycznych, jest kimś nieskończonym i wszechmocnym, Stwórcą absolutnie transcendentnym wobec całego wszechstworzenia. Owszem, człowiek jest uzdolniony przez Stwórcę do uczestnictwa w Jego dziele stwórczym, może też korzystać z tych uzdolnień - tylko dlatego, że On do tego dopuszcza - w sposób nie podobający się Stwórcy, natomiast z całą pewnością żaden bunt przeciw Bogu nie zagraża Jego najwyższej władzy i w niczym jej nie umniejsza; zagraża co najwyżej dobrym relacjom człowieka ze swoim Stwórcą.

To tylko w mitach greckich kolejni bogowie, Uranos i Kronos, zostali zdetronizowani, i samego Zeusa spotkałoby to samo, gdyby miał syna z nereidą Tetydą. Analogiczne opowieści znajdziemy także w mitologiach innych ludów. Również tylko w mitach Prometeuszowi mogło się udać wyszarpnąć Zeusowi część jego władzy, za co zresztą został okrutnie ukarany.

Tak czy inaczej, trudno sobie wyobrazić, żeby z autentycznie chrześcijańskiej perspektywy ktoś mógł się na serio niepokoić o to, że rozwój genetyki może w jakikolwiek sposób zagrozić władzy Boga nad światem. Chrześcijańskie niepokoje będą szły raczej w tym kierunku, że my możemy tak fatalnie wykorzystać rozwój współczesnej genetyki, że nasz świat stanie się jeszcze bardziej nieludzki niż obecnie. Osobiście uważam - podobnie jak George Weigel - że „Bóg nie wyposażyłby ludzi w zdolności złamania kodu genetycznego, jeśli nie istniałyby dobre cele, dla których można by to wykorzystać. (...) Myślę, że wiedza taka może być płodna dla człowieka, jeśli osadzona jest w kulturze, która nie dopuszcza manipulacji ludzką osobą, gdyż uznaje jej integralność za wartość fundamentalną. W przeciwnym razie osoba ludzka zostanie zredukowana do rangi jednego z wielu towarów, a że jest to możliwe, świadczą dzieje XX stulecia”.

Jednak z tej perspektywy, która wydaje się najszczególniej istotna, spróbujemy spojrzeć na nasz problem nieco niżej.

2. Klonowanie - przejdźmy do argumentu ogólnobiologicznego - jest odwrotnością tego, co w rozmnażaniu zwierząt wyższych ukształtowało się w trakcie procesów ewolucyjnych. Może więc jest w tym ukryta mądrość natury, której nie powinniśmy lekceważyć, że każde poczęcie kształtuje osobnika o zupełnie nowym genotypie?

Dopóki będziemy się trzymać perspektywy tylko biologicznej i nie uwzględnimy wymiaru personalistycznego, nie wydaje się to argument zbyt mocny. Należy przecież zauważyć - po pierwsze - że w naturze zdarza się rozszczepienie bliźniacze, prowadzące do powstania osobników o tym samym genotypie, i - po drugie - że nikt przecież nie planuje klonowaniem zastępować naturalnego rozmnażania, które niewątpliwie pozostanie podstawowym sposobem przedłużania gatunku.

Argument ogólnobiologiczny nabiera bez porównania większej wagi w odniesieniu do ewentualnych praktyk modyfikowania genotypu, czyli wprowadzania zmian przekazywalnych dziedzicznie, poniekąd nieusuwalnych. Nawet gdyby wykluczyć możliwość pojawienia się majsterkowiczów mających ambicję stworzenia nowego gatunku, paralelnego do gatunku homo sapiens, nawet gdyby modyfikacje ludzkiego genotypu ograniczyć naprawdę wyłącznie do minimalnych poprawek mających na celu jego drobne ulepszanie, zgoda na takie praktyki byłaby zapewne wejściem na równię pochyłą i prowadziłaby do skutków nieobliczalnych, dla ludzkości zapewne katastrofalnych.

3. Natomiast na kompletnym nieporozumieniu opiera się pokutujące tu i ówdzie przeświadczenie, jakoby teologia katolicka protestowała przeciwko klonowaniu człowieka, opierając się na przeciwstawieniu tego, co naturalne, i tego, co sztuczne. Osobiście nie znam ani jednego przypadku sięgania po ten argument, wielokrotnie natomiast spotkałem się z dezawuowaniem go podczas dyskusji na temat klonowania człowieka (a jeszcze częściej podczas dyskusji na temat środków antykoncepcyjnych). Ludzie walczący z tym nie istniejącym argumentem zazwyczaj zwracają uwagę na absurdalność negatywnego stygmatyzowania tego, co sztuczne. Gdyby naprawdę to, co sztuczne, było czymś złym - że przypomnę wciąż powtarzane i nie wiadomo do kogo skierowane argumenty - to czymś złym byłoby używanie okularów, protezy, rozrusznika serca, a może nawet roweru i samolotu.

Łatwo wskazać źródło tego nieporozumienia. W filozofii klasycznej „natura” oznacza to, czym dany byt jest z racji samego swego istnienia, „natura ludzka” oznacza zatem oba wymiary naszego człowieczeństwa, jego zarówno cielesność jak duchowość, krótko mówiąc, to, że człowiek jest osobą. Czymś nienaturalnym dla człowieka są zatem nie okulary, ale to wszystko, co sprzeciwia się jego godności osobowej. Wystarczy jednak nieporozumienie co do samego wyrazu „natura”, ażeby tezy o tym, co dla człowieka jest czymś naturalnym, a co czymś nienaturalnym, zaczęły brzmieć dziwacznie i gruntownie niezgodnie z tym, co naprawdę mówią ich głosiciele.

4. Stosunkowo najsłabsze są formułowane przeciwko klonowaniu człowieka argumenty, że tak się wyrażę, techniczne. Czy wolno podejmować decyzje o klonowaniu nowych istot ludzkich, a zwłaszcza o implantacji sklonowanych ludzkich zarodków, skoro istnieją uzasadnione podejrzenia, iż biologiczny wiek zaistniałego w ten sposób dziecka odpowiada wiekowi dawcy jądra? Albo jeżeli prawdopodobieństwo wad rozwojowych jest znacznie większe, niż u dzieci urodzonych z poczęcia naturalnego? Początkowo przecież nawet kurczęta w inkubatorze rodziły się wszystkie kalekie, dopóki nie podglądnięto z największą starannością zachowań kwoki wysiadującej jaja!

Argumenty tego rodzaju dlatego są najsłabsze, bo stracą swoją ważność w momencie, kiedy powody tych niepokojów zostaną technicznie opanowane i przezwyciężone.

5. Bez porównania większą moc i ważność mają argumenty psychologiczne-moralne, formułowane z myślą o dobru sklonowanego dziecka. Czy wolno powoływać do życia dziecko, które z góry będzie skazane na sieroctwo? Dziecko pochodziłoby przecież tylko od jednego „rodzica”: czy jednak są szanse na to, że dawca jądra będzie funkcje rodzica spełniał?

Czy wolno - że przywołam inny należący do tej grupy argument - dawać życie dziecku, które z samego założenia ma być kalką innej osoby? Czy da się nie dopuścić do tego (w przypadku, gdyby społeczeństwa zgodziły się na klonowanie człowieka), żeby decyzje o „produkowaniu” ludzkich klonów nie były podejmowane z rozdętego egocentryzmu albo dziwactwa? Czy wolno nie myśleć o losie powołanych w ten sposób do życia dzieci?

Nie umiem podważyć tego rodzaju argumentów, wydają się one ewidentnie zasadne. Cechująca je okazjonalność i partykularność nie odbiera im ich oczywistej, jak się wydaje, i niepodważalnej słuszności.

6. Na rzecz dopuszczalności klonowania istot ludzkich przedstawiane są najczęściej dwa argumenty. „Dlaczego nie zaryzykować? - brzmi pierwszy z nich. - Nie trzeba się dziwić temu, że to, co nowe i nieznane, budzi lęk, ale nauka właśnie dlatego tak wspaniale się rozwinęła, że starała się tego rodzaju lęki pokonywać! Przynajmniej spróbujmy! Jeżeli się okaże, że nie tędy droga, to przecież zawrócimy!”

Otóż rzuca się w oczy redukcjonistyczny charakter tego argumentu. Poszukiwania metodą prób i błędów nie budzą zastrzeżeń, kiedy przedmiotem badań są jakieś fakty rzeczowe. Formułowanie i sprawdzanie hipotez, również wówczas kiedy są one błędne, stanowi bezcenną i autentyczną część procedur naukowych, gdyż przybliża do znalezienia poszukiwanej prawdy. Kiedy jednak przedmiotem badań jest człowiek - w każdej fazie swojego życia, zarówno ludzki embrion, jak człowiek w sytuacji terminalnej - badacz powinien przestrzegać dwóch reguł, które nie obowiązują go podczas badania faktów rzeczowych.

Po pierwsze, żadnej istoty ludzkiej nie wolno mu zredukować do pozycji środka, którego używa się do osiągnięcia jakiegoś, choćby najszczytniejszego celu. Badacza, podobnie jak wszystkich innych ludzi, obowiązuje sformułowana przez Immanuela Kanta zasada personalistyczna: że przyrodzona godność każdego człowieka w tym się wyraża, iż jest on celem dla samego siebie i nie wolno do tego stopnia degradować sensu jego życia, że sprowadzi się go wyłącznie do poziomu środka używanego do osiągnięcia jakichś innych celów.

Druga reguła wynika z tej pierwszej: Ze względu na szczególną godność każdej istoty ludzkiej, jesteśmy zobowiązani - na ile to tylko możliwe - do nieomylności we wszystkich działaniach, od których zależy istotne dobro jakiegokolwiek współuczestnika naszego gatunku. Innymi słowy, tylko w przypadku najwyższej konieczności wolno nam w takich działaniach stosować metodę prób i błędów.

Przekładając ową powinność nieomylności na język praktyki, znaczy ona, że komuś wybierającemu się na grzybobranie nie wolno zakładać z góry, iż errare humanum est - on ma najściślejszy obowiązek nieomylnego rozpoznawania grzybów jadalnych. Podobnie budowniczy - wszystko jedno: domu, mostu, windy, samolotu - ma obowiązek nieomylności w obliczeniach, tak żeby można było bezpiecznie korzystać z budowanych przez niego obiektów.

Otóż nie ma najmniejszej wątpliwości co do tego, że zarówno klonowanie człowieka, jak inne eksperymenty z ludzkimi embrionami dotyczą jednostek naszego gatunku, istot osobowych co najmniej potencjalnie, zatem nie wolno nam uchylać się od pytań, czy nie oznaczają one deptania normy personalistycznej. Należy ponadto w naszych działaniach dotyczących ludzkich embrionów unikać metody prób i błędów.

7. Powyższy argument podawany jest niekiedy w formie rozmytej: Decyzje o podejmowaniu lub zaprzestaniu badań nad klonowaniem człowieka oraz innych eksperymentów z ludzkimi embrionami złóżmy w ręce uczonych genetyków, przeciętny bowiem człowiek nie jest w stanie tak naprawdę zrozumieć tej skomplikowanej problematyki i swoimi dyletanckimi wypowiedziami wprowadza tylko informacyjny szum na te temat.

Za tak sformułowaną perswazją kryje się ten sam co wyżej brak zainteresowania dla pytania, czy istota ludzka może być przedmiotem eksperymentu. Ponadto, zdecydowanie upomniałbym się o kompetencje przeciętnych ludzi w zakresie akurat tej problematyki. Zwyczajni ludzie z całą pewnością potrafią rozróżnić cechującą badacza postawę szacunku dla ludzkiego embrionu jako dla bytu osobowego (co najmniej potencjalnie), od traktowania tego embrionu jako zwyczajnego aglomeratu komórek, tak jakby jego przynależność do gatunku homo sapiens była czymś kompletnie niewartym zauważenia.

8. Odnotujmy jeszcze pojawiającą się niekiedy dogmatyczną tezę - bo trudno ją nazwać argumentem - że embrion ludzki jest takim samym materiałem biologicznym jak wszystkie inne i nie widać powodów, żeby zakazywać używania go do doświadczeń, chyba że ktoś czeka, aby wyrosło mu z niego chciane i kochane dziecko.

Zapewne nie wszyscy wyznawcy materialistycznej wizji człowieka skłonni byliby do takiego radykalizmu. Sądzę, że cechuje on ludzi, którzy przyjmują jedno z dwóch założeń: 1) albo że być jednostką naszego gatunku nie jest tym samym, co być istotą ludzką (przywileju bycia istotą ludzką nabierają dopiero te jednostki naszego gatunku, które osiągnęły jakiś konwencjonalnie ustanowiony poziom rozwoju, świadomości, przyjęcia przez społeczeństwo, itp.), 2) albo że nie wszystkie istoty ludzkie mają prawo do życia oraz do ochrony przed użyciem ich jako materiału doświadczalnego, albo jako rezerwuaru organów do transplantacji, czy nawet jako tworzywa w przemyśle kosmetycznym.

Tak czy inaczej, z pewnością czekają nas dyskusje poważniejsze jeszcze, niż na temat moralnej dopuszczalności klonowania człowieka. Wobec wzrastającej popularności tych antropologii, które nie kryją lekceważenia dla prawdy o ludzkiej osobie, coraz częściej będziemy zapewne stawali przed wielkim pytaniem, na jakiej wobec tego podstawie opieramy doktrynę o przyrodzonych i niezbywalnych prawach człowieka, i czy odwracając się od personalistycznego rozumienia człowieka, prawdę tę w ogóle jeszcze da się na dłuższą metę utrzymać. Jeśli zaś w takim kontekście pojawi się problem, czy człowiek jest bytem osobowym, nie da się wówczas ominąć pytania o ontyczny status embrionu ludzkiego. Nie da się też zbyć tego pytania żadnymi tezami z zakresu chemii, psychologii świadomości czy psychologii społecznej.

9. Osobiście nie widzę możliwości moralnego usprawiedliwienia klonowania człowieka ani jakichkolwiek innych doświadczeń i manipulacji na ludzkich embrionach, inaczej niż na gruncie antropologii materialistycznej, redukującej duchowość człowieka do tych wymiarów rzeczywistości, którymi zajmują się nauki przyrodnicze.

Jeśli jednak człowiek jest osobą, i jeśli „być osobą” jest to sytuacja ontyczna a nie wynik jakiejś tylko umowy społecznej, i jeśli ludzki embrion jest co najmniej potencjalnie osobą - to kantowska norma personalistyczna, iż osoby nie wolno traktować jako środka do celu, będzie wymuszała zarówno zakaz klonowania człowieka, używania ludzkich embrionów do doświadczeń, jak również wszelkiej postawy własnościowej wobec jakiejkolwiek ludzkiej istoty.

Wymóg powyższy wydaje się jeszcze wyraźniejszy, jeśli na normę personalistyczną spojrzymy od strony tego, co jest najwspanialsze w naszym byciu osobą: że osoba jest to byt uzdolniony do przyjmowania, uczenia się i dawania miłości. Niedostatek otrzymanej miłości na początku czyjegoś życia może stać się przyczyną - nawet u kogoś, kto został poczęty z prawdziwej miłości swoich rodziców - że dany człowiek będzie psychopatą, kimś zamkniętym na wartości wyższe.

Otóż pomysł klonowania człowieka jest to pomysł strukturalnego usunięcia miłości z początków ludzkiego życia i zastąpienia jej techniką. Trudno wyrządzić większą krzywdę drugiemu człowiekowi, niż pozbawić go miłości na samym początku jego życia. Myślę, że przeczucie tej właśnie prawdy wyrażają znane opowieści o Golemie czy Frankensteinie - i że to właśnie z tego powodu są to opowieści tak przerażające.

Uwaga na temat klonowania produkcyjnego, zwanego „terapeutycznym”

Odrębną uwagę poświęćmy jeszcze klonowaniu produkcyjnemu, które w dzisiejszej nowomowie niemal powszechnie nazywane jest terapeutycznym. Stosunkowo niedawno (pod koniec 2000 roku) obie izby parlamentu brytyjskiego - obie przygniatającą większością dwóch trzecich głosów - uchwaliły zgodę na hodowanie ludzkich embrionów do 14-go dnia życia .

Niegodziwość ludzkich praw nie posuwała się dotychczas poza zgodę na dysponowanie życiem dziecka poczętego, tzn. poza zgodę na dokonywanie aborcji. Owszem, do opinii publicznej od czasu do czasu dochodziły wstrząsające fakty o celowym hodowaniu istot ludzkich w celu użycia ich do leczenia (np. w jakiejś klinice amerykańskiej pacjentom z chorobą Alzheimera wstrzykiwano komórki mózgowe z wyhodowanego specjalnie w tym celu ich własnego dziecka; w jakiejś klinice włoskiej namówiono małżonków do poczęcia dziecka wyłącznie w celu uzyskania jego szpiku i mózgu do leczenia jego chorej na białaczkę siostry). Jeszcze częściej dowiadywaliśmy się o eksperymentach na żywych płodach ludzkich i o wykorzystywaniu ciał dzieci abortowanych w przemyśle kosmetycznym („Fakty, które krzyczą”, Tygodnik powszechny z 23 września 1984). Amerykański magazyn Life Issue Connector z lipca 1999 opublikował raport o handlu organami dzieci zabitych w ostatnich miesiącach ciąży. „Poszukiwaliśmy takich organów jak oczy, wątroba, mózg, grasica, a także krew z serca, z żyły, z wątroby, a nawet z kończyn” - powiedziała jedna z osób zajmujących się tym handlem (Wiadomości KAI z 29 lipca 1999).

Dotychczas jednak do faktów tego rodzaju dochodziło wbrew prawu lub obok prawa. Brytyjska ustawa dopuszczająca klonowanie „terapeutyczne” jest pierwszą wyrażoną w majestacie prawa państwowego zgodą na sprowadzenie życia jakiejś klasy istnień ludzkich całkowicie i bez reszty do poziomu środka do jakichś celów poza nimi. Podstawowym argumentem, na który powoływali się jej zwolennicy, była nadzieja osiągnięcia - dzięki posłużeniu się tymi embrionami - rewelacyjnych sukcesów w leczeniu z wielu chorób dotychczas nieuleczalnych.

Ustawa ta jest pierwszym w historii cywilizowanej Europy tak frontalnym naruszeniem zasady personalistycznej, w myśl której nigdy i pod żadnym pozorem nie wolno sprowadzać istoty ludzkiej do rzędu środka, którego używa się do osiągnięcia jakiegoś - choćby najszczytniejszego - celu.

Na zarzut, że powoływanie do życia istot ludzkich w celach wyłącznie instrumentalnych jest podeptaniem zasady personalistycznej, zwolennicy klonowania produkcyjnego odpowiadają, że - po pierwsze - nie ma pewności, że tak mały embrion, wielkości ziarnka maku, jest już istotą ludzką (zwłaszcza że podzielić się jeszcze może na dwa lub nawet kilka embrionów), po drugie zaś - to, że jest on już osobą, wydaje się czymś wręcz mało prawdopodobnym.

Na argument z wyobraźni, że kiedy embrion jest taki malutki, to jakżeż nazywać go już istotą ludzką, bardzo trafnie odpowiada prof. Bogusław Wolniewicz (nb. znany skądinąd wolnomyśliciel): „Każde z nas było swego czasu taką żywą <kropką>. I byliśmy to już my, bo w tej kropce było wszystko, co określa naszą osobowość, czyli naszą duszę: nasza indywidualna inteligencja, nasz temperament i nasz charakter — nie mówiąc o cechach fizycznych i przyszłym wyglądzie zewnętrznym. Później doszła tylko zawartość pamięci. To nie zdolność do doznawania bólu i wrażeń wyróżnia istoty ludzkie pośród ogółu stworzeń, zdolność tę mają również zwierzęta. Embrion ludzki jest to taka kropka, w której w zagadkowy sposób mieści się cały potencjał człowieczeństwa, a także samorzutny pęd wewnętrzny, by ów potencjał urzeczywistnić — by się zmaterializować i żyć. W filozofii dawno temu nadano tej tajemniczej sile formującej się samoczynnie w ludzką osobę greckie miano entelechii. To właśnie ta ludzka entelechia — i tylko ona — oddziela nas ostro od reszty stworzenia na całej trajektorii naszego żywota, od chwili poczęcia do chwili zgonu. I wskazuje wyraźnie: tutaj eksperymentować nie wolno” (Rzeczpospolita z 9 stycznia 2001).

Na spostrzeżenie natomiast, że w pierwszym etapie swojego istnienia embrion może się jeszcze podzielić albo sztucznie można spowodować jego zwielokrotnienie, odpowiedziałbym następująco: Nowa istota ludzka rozpoczyna swoje istnienie w momencie, w którym zapłodnione jajo uzyskuje nie tylko własne wyposażenie genetyczne, ale również swoją niepodzielność (osobność) jako jednostka biologiczna. Moment poczęcia zapewne nie utożsamia się z samym momentem zapłodnienia, podobnie jak moment śmierci raczej nie utożsamia się z momentem ustania pracy serca czy mózgu. W obu jednak przypadkach oba momenty są raczej blisko siebie.

My jednak postawmy sobie proste pytanie: Po co używają tego argumentu ludzie, którzy nie przywiązują wagi do tego, czy embrion osiągnął już swoją osobniczą niepodzielność, czy jeszcze nie, ludzie, którzy dobrze wiedzą, że utylitarne posługiwanie się ludzkimi embrionami dotyczy embrionów osobniczo niewątpliwie już ukonstytuowanych? Krótko mówiąc, ograniczmy się do zwrócenia uwagi na ideologiczność tego argumentu, na jego realną małoważność nawet dla tych, którzy się nim posługują.

Czy ludzki embrion już od początku swojego jednostkowego istnienia jest bytem osobowym? W poprzednim rozdziale wykazaliśmy, że co najmniej potencjalnie jest on bytem osobowym i wobec tego nie widać możliwości, żeby wolno go było wyłączyć spod ochrony, jaką wszystkim istotom ludzkim zapewnia zasada personalistyczna. Sprowadzanie go do rzędu czyjejś własności, towaru czy środka do osiągania jakichkolwiek, choćby najbardziej szlachetnych, celów jest zamachem na ludzką godność nas wszystkich.

Tym wszystkim zaś, którzy stawiają pytanie: Czy wolno - w imię „jakichś tam” embrionów, z którymi nikt nie jest emocjonalnie związany - rezygnować z szans uleczenia wielu ciężko chorych ludzi (może nawet naszych najbliższych, w końcu może nawet nas samych)? - należy odpowiedzieć: Żaden dobry cel nigdy, naprawdę nigdy nie uświęci niegodziwych środków! Świat, w którym chcielibyśmy dobro osiągać za pomocą czynienia zła, przestałby być światem ludzkim. Byłby to świat Petera Singera, zdaniem którego nawet „niemowlętom nie należy się moralnie więcej praw niż ślimakom, dlatego rodzice powinni móc zdecydować w ciągu miesiąca, czy pozwolić dziecku żyć”. I byłby to świat Wiliama Aikena, który otwarcie głosi, że „czymś pożądanym byłaby masowa śmiertelność ludzi i powinno się ją sprowokować. Obowiązkiem naszego gatunku wobec środowiska jest zmniejszenie liczby ludzi o 90%”. Bo jeśli dobry cel uświęca złe to środki, to wówczas wszystko wolno. Nie ma takiego zła, którego nie dałoby się „usprawiedliwić” jako prowadzącego do jakiegoś dobra.

opr. aw/aw

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama