reklama

Nie jesteśmy ze swoim ciężarem sami. Jezus na Krzyżu spowiadał się w imieniu całego świata

Dziś, gdy postrzeganie w kategoriach grzechu stało się tematem tabu, wizja Hansa Urs von Balthasara brzmi proroczo. Przypomina, że nie jesteśmy ze swoim ciężarem sami. Ktoś już raz go poniósł – aż na krzyż. I tam, w milczeniu, wypowiedział za nas to, czego my sami nie umiemy wypowiedzieć – pisze ks. Mateusz Szerszeń CSMA, redaktor naczelny dwumiesięcznika „Któż jak Bóg”.

ks. Mateusz Szerszeń CSMA

dodane 03.03.2026 09:49

Jest taka myśl, która zatrzymuje serce i porusza duszę głębiej niż wiele słów. Hans Urs von Balthasar, szwajcarski teolog, powiedział kiedyś, że Jezus na krzyżu... spowiadał się w imieniu całego świata. I choć brzmi to niemal paradoksalnie – przecież On sam był bez grzechu – to właśnie ta niezwykłość czyni tę myśl tak przejmującą. Bo oto na Golgocie rozegrał się dramat, który był jednocześnie spowiedzią i przebaczeniem, wołaniem i odpowiedzią, śmiercią i narodzinami życia.

Czym jest spowiedź? To moment prawdy. To chwila, w której człowiek staje twarzą w twarz z własnym cieniem – z grzechem, słabością, zdradą, pychą, obojętnością. To czas, kiedy światło miłosierdzia dotyka ran, często skrywanych latami. Ale to też – a może przede wszystkim – akt nadziei. Bo spowiadamy się nie po to, by się pogrążyć, lecz by zostać podniesionym. Nie po to, by zostać osądzonym, ale by doświadczyć przebaczenia.

I właśnie taką spowiedź – mówi Balthasar – odprawił Jezus. Nie w ciszy konfesjonału, lecz na szczycie wzgórza, rozpięty na krzyżu między niebem a ziemią. Z otwartymi ramionami – jakby obejmował cały świat. W swoich ranach zaniósł przed tron Ojca wszystko, co w człowieku najciemniejsze: zdrady, kłamstwa, niewierności, nienawiść, zazdrość, obojętność na cierpienie drugiego. Nie tylko grzechy indywidualne, ale i te zbiorowe, strukturalne – wojny, niesprawiedliwości, systemy przemocy. Zaniósł je wszystkie, nie oskarżając nikogo – ale niosąc je jakby były Jego własnymi.

Nie zrzucał na nikogo winy. Nie tłumaczył się. Nie usprawiedliwiał. Po prostu przyjął wszystko na siebie. Jak kapłan, który w imieniu ludu składa ofiarę. Jak ktoś, kto milczy – ale milczy w sposób pełen miłości. I czekał.

To czekanie jest równie poruszające jak sama ofiara. Jezus – Syn Boży wiszący na krzyżu – czekał na rozgrzeszenie od Ojca. Nie było ono automatyczne. Nie przyszło od razu. Trzy dni ciszy. Trzy dni ciemności. Trzy dni między „wykonało się” a „zmartwychwstał”.

Aż w końcu przyszła odpowiedź. Wielka Noc – noc, która zmieniła wszystko. Bóg odpowiedział na krzyk miłości – i odpowiedział życiem. „Wskrzesił [Chrystusa] z martwych” (Rz 8,11). Tym jednym, wiecznym gestem rozgrzeszył cały świat.

Nie chodzi o tanią łaskę. Nie chodzi o to, że wszystko zostało „zamiecione pod dywan”. Przeciwnie – wszystko zostało wystawione na światło. Jezus objawił grzech świata. Nie po to jednak, by ten świat potępić, ale by go zbawić. W Jego ranach – jak pisał prorok Izajasz – jest nasze uzdrowienie.

Wielkanoc to nie happy end dramatycznej historii. To coś o wiele głębszego. To przemiana ciemności w światłość. To pieczęć, jaką Bóg postawił na ofierze Miłości. To rozgrzeszenie, które nie zostało wypowiedziane słowami, ale aktem – zmartwychwstaniem.

Dziś, w czasach, gdy postrzeganie w kategoriach grzechu stało się tematem tabu, a moralna wrażliwość wielu sumień jest uśpiona, wizja Balthasara brzmi proroczo. Przypomina bowiem, że nie jesteśmy ze swoim ciężarem sami. Że nie musimy nieść go samotnie. Ktoś już raz go poniósł – aż na krzyż. I tam, w milczeniu, wypowiedział za nas to, czego my sami nie umiemy wypowiedzieć. Tam odprawił spowiedź, której owocem jest nowe życie.

I właśnie dlatego Wielkanoc to nie tylko wydarzenie z przeszłości. To zaproszenie. Do tego, byśmy i my – jak Jezus – odważyli się stanąć w prawdzie. Byśmy przestali uciekać od siebie samych. Byśmy pozwolili, by nasze rany spotkały się z Jego ranami. I byśmy usłyszeli – może po długim milczeniu – głos, który mówi: „Twoje grzechy są odpuszczone. Wstań i żyj”.

Źródło: Któż jak Bóg

 

 

1 / 1

reklama