Emeryt z Poznania zmarł 4 lata temu i dopiero teraz odkryto jego ciało. Anonimowość, społeczna znieczulica, technicyzacja życia – to zjawiska, nad którymi pochylają się autorki. To jednak nie wystarczy. Aby zrozumieć prawdziwe źródło tych problemów trzeba nazwać rzeczy po imieniu: to cywilizacja śmierci w praktyce.
Trudno powiedzieć, jak długo na odnalezienie czekałyby zwłoki mężczyzny zmarłego w Poznaniu, gdyby nie niezapłacone rachunki za prąd. Komornik sądowy, który zajmował się egzekucją długu wobec zakładu energetycznego w lutym tego roku odkrył, że 86-letni dłużnik nie żyje. To, co szczególnie szokuje, to że od chwili jego śmierci, przez cztery lata nikt nie zainteresował się losem emeryta – ani rodzina, ani sąsiedzi, ani opieka społeczna.
To niestety nie jednostkowy przypadek. Takich zgonów w samotności jest coraz więcej. Ludzie żyją dłużej, gdy zaś odejdzie współmałżonek, gdy wykruszą się przyjaciele, nie ma komu zainteresować się losem starszego człowieka. Tak wygląda cywilizowany świat zachodniej Europy, tak też zaczyna wyglądać Polska. Więzy rodzinne słabną i nie są w stanie ich zastąpić żadne państwowe instytucje. Jeśli popatrzeć na Szwecję, która od lat znajduje się w awangardzie lewicowego „postępu”, nie jest tam niczym dziwnym, że starsi ludzie odstawiani są przez ich dzieci do domów starców. Dogorywają tam powoli, w milczeniu, z dala od najbliższych, odcięci od społeczeństwa. Gdy umrą, pochówek organizuje państwo, a rodzina często nie zjawia się nawet na pogrzebie.
Zapach śmierci
Funkcjonariusze straży pożarnej i policji przyznają, że coraz częściej zdarza im się otwierać drzwi do lokalu, za którymi znajdują się ludzkie zwłoki na różnym etapie rozkładu. Z reguły nie wiemy, co dzieje się u sąsiadów, powodem do zainteresowania staje się dopiero nieprzyjemny zapach. Po zawiadomieniu policji okazuje się, że powodem jest śmierć, której nikt nie zauważył.
Cywilizacja śmierci... Tu nie chodzi tylko o demografię rozumianą w perspektywie statystyk. Chodzi o żywotność społeczeństwa, którego fundamentem są więzi rodzinne. Gdy są one zrywane, gdy brakuje poczucia wzajemnej odpowiedzialności za siebie, czy po prostu zwykłej wdzięczności wobec własnych rodziców, gdy kolejne pokolenie nie chce mieć dzieci, społeczeństwo staje się jak wysychający pień drzewa. Jeszcze wypuści parę gałązek na wiosnę, ale w dłuższej perspektywie nie ma szans się ostać.
Jeśli popatrzeć na statystyki – są one nieubłagane. W 2024 r. ponad 20 proc. Polaków miało co najmniej 65 lat, a niemal 17 proc. - 80. Dziś co czwarte gospodarstwo domowe prowadzone jest przez pojedyncze osoby. Według szacunków Stowarzyszenia Mali Bracia Ubogich z 2023 r., co czwarty emeryt w wieku 80+ zmaga się z samotnością. Tymczasem, według prognoz, w połowie wieku seniorzy będą stanowili aż 37 proc. społeczeństwa.
Pochówek ważniejszy niż życie
„Przyzwyczailiśmy się do tego, że sprawą pochówku zajmuje się rodzina. Ale coraz więcej osób żyje w samotności i musimy stworzyć rozwiązania, które pozwolą nam uniknąć sytuacji takich, jakie miały miejsce np. w Japonii, gdy w domach znajdowano już nawet nie ciała, ale ludzkie szczątki” – mówi Marzena Okła-Drewnowicz, odpowiedzialna w rządzie za politykę senioralną
Rzeczniczka prezydenta Poznania, Joanna Żabierek tłumaczy się, że miasto miasto „nie ma narzędzi umożliwiających systemowe monitorowanie sytuacji osób żyjących samotnie. W sytuacjach budzących niepokój, gdy ktoś obawia się o zdrowie lub życie sąsiada, najwłaściwsze jest powiadomienie Miejskiego Punktu Interwencji Kryzysowej, policji albo MOPR-u”.
„Może warto byłoby też wprowadzić w gminach system, w którym wydział spraw obywatelskich sprawdzałby przypadki osób, które od dawna nie dają znaku życia i nie regulują rachunków, aby upewnić się, że nic złego się nie stało?” – sugeruje były policjant.
Państwo traktuje dramat wymierającego społeczeństwa tak, jakby była to wyłącznie kwestia techniczna do rozwiązania. Drzewo próchnieje, trzeba więc pomyśleć o jego wycince. Tak daleko sięga perspektywa rządzących. Tymczasem nie chodzi tu tylko o to, jak zapewnić pochówek, ale przede wszystkim, co zrobić, aby – posługując się leśną analogią – pojawił się młodnik, który zastąpi walące się drzewa.
Chińska aplikacja dla seniorów, w której mają meldować, czy jeszcze żyją, „bransoletka życia”, czyli opaska przekazująca informacje o stanie zdrowia starszej osoby (wprowadzona w niektórych województwach w Polsce) – to środki techniczne mogące tymczasowo złagodzić objawy choroby trapiącej społeczeństwa, które utraciły wolę życia. Nie rozwiążą jednak zasadniczego problemu: problemu chorej mentalności, która sprawia, że nasza cywilizacja staje się cywilizacją śmierci. Mentalności, która nie dostrzega nieskończonej wartości każdej osoby, która lekceważy rodzinę, a wszystko postrzega w kategoriach własnego zysku i „samorealizacji”. Taka cywilizacja musi umrzeć i dzieje się to na naszych oczach...
Źródło: Rzeczpospolita
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.