Tu stąpa się po ludzkich kościach

O obecnym stanie wiedzy historycznej na temat Katynia i różnych postawach ludzkich w odniesieniu do miejsca masakry polskich oficerów

O Katyniu ukazało się już sporo publikacji, a jednak wciąż trudno o nim pisać. Nie tylko dlatego, że wzruszenie ściska gardło, gdy staje się na początku drogi wiodącej w głąb pokrytych lasem Kozich Gór, która dla kilku tysięcy polskich oficerów była ostatnią. Zaczyna się ona za wiaduktem kolejowym, oddalonym kilometr od Smoleńska w kierunku Witebska.

Wiedza o popełnionej tu zbrodni wciąż jest niepełna i nie wiadomo, czy kiedykolwiek zostanie ujawniona. Samochodem można dotrzeć do wszystkich miejsc, których nazwy wymieniane są w związku z katyńskim mordem. Nad Dnieprem do dziś znajduje się odbudowana willa dawnego ośrodka wypoczynkowego NKWD, przekształcona w „Dom Matki i Dziecka”. Na stacji Gniezdowo wciąż zatrzymują się pociągi, a w dawnej siedzibie obwodowego zarządu NKWD w Smoleńsku obecnie urzędują „organy bezpieczeństwa państwowego”. W katyńskim lesie są groby pomordowanych polskich oficerów, co ponad wszelką wątpliwość potwierdziła podczas kolejnej ekshumacji polska komisja. Wciąż jednak nie wiadomo, jak prawidłowo ułożyć te kostki z domina narodowej tragedii.

Godne miejsce spoczynku

Teren Kozich Gór był wielokrotnie „przekopywany”, groby zmieniały swoje miejsca, a szereg pytań dotyczących masakry pozostało bez odpowiedzi.

— Wciąż nie wiemy na przykład, gdzie oprawcy z NKWD zabijali polskich oficerów. Hipotezy są bardzo różne — mówi dyrektor „Memorialnego Kompleksu Katyń”, działającego w ramach Ministerstwa Kultury Rosyjskiej Federacji, Anatolij Fiedorowicz Wołosienkow. — Według jednej z nich, działo się to w piwnicach siedziby NKWD w Smoleńsku. Inny trop prowadzi do tzw. willi NKWD, wykorzystywanej jako ośrodek wypoczynkowy. Być może mordu dokonywano nad dołami śmierci. Prawdopodobnie, w każdej z tych opinii kryje się część prawdy.

Pewne jest tylko, że polscy oficerowie będą mieć wreszcie godne miejsce pochówku. Jego budowa, realizowana zgodnie z planem, dobiega końca.

— Robimy wszystko, by wywiązać się z zobowiązań — mówi Andrzej Cios, nadzorujący inwestycję przedstawiciel generalnego wykonawcy „Budimexu”. — Termin przekazania cmentarza do użytku z pewnością będzie dotrzymany, choć długa rosyjska zima stanowi dla nas duże utrudnienie.

Projekt cmentarza, choć z pewnością nie zadowoli wszystkich, zwłaszcza zwolenników wzniesienia w lesie katyńskim ekumenicznego sanktuarium, jest ambitny. Choć nie będzie przypominał znajdujących się w Polsce wojennych cmentarzy, bo nie będzie tu pojedynczych grobów, każdy z zamordowanych zostanie upamiętniony. Na specjalnym murze, wykonanym w zagłębieniu poniżej poziomu grobów, zostaną umieszczone tabliczki z nazwiskami wszystkich rozstrzelanych. W murze będzie też odsłonięty pas leśnego gruntu biegnącego na linii mogił, by każdy mógł dotknąć ziemi, która przesiąkła ich krwią. Groby pomordowanych zostaną przykryte żeliwnymi płytami w kolorze rdzy, które robią ogromne wrażenie. Rozrzucone wśród drzew nieregularne plamy przypominają zakrzepłą krew. Być może tak właśnie wyglądały te miejsca wiosną 1940 r., gdy oprawcy do płytkich dołów wrzucali ciała zastrzelonych, przykrywając je cienką warstwą ziemi...

Czy płyty te zabliźnią otwartą ranę i sprawią, że słowo „Katyń” przestanie wywoływać oburzenie i jątrzyć, nie wiadomo. Czesław Mazur, prezes polskiej spółki „Energotechnika”, od dawna pracującej w pobliskim Smoleńsku, którą „Budimex” wynajął jako podwykonawcę, jest przekonany, że tak będzie.

— Dlatego też moja firma podjęła się również zbudowania rosyjskiego „Memoriału Pamięci”, który stanie obok cmentarza polskich oficerów — mówi. — Robimy to bardzo starannie, wierząc, że już choćby sam ten fakt stanie się cegiełką do polsko-rosyjskiego, jeżeli nie pojednania, to przynajmniej lepszego poznania.

Obserwując pracę firmy kierowanej przez prezesa Mazura, można powiedzieć, że zbliżenie polsko-rosyjskie w lesie katyńskim już staje się faktem. Zatrudniona w „Energotechnice” załoga jest międzynarodowa. Bywa więc, że Rosjanie realizują roboty na polskiej nekropolii, a Polacy na rosyjskim memoriale. Czynią to z dużą starannością, żeby nie powiedzieć czcią. Są świadomi, że tu wszędzie chodzi się praktycznie po ludzkich kościach.

Rosyjski memoriał

Tuż za płotem polskiego cmentarza znajdują się groby tysięcy Rosjan zamordowanych przez NKWD. Ilu, nie wiadomo. Na tym terenie nie przeprowadzono dokładnych badań. Po amatorsku zrobiła to grupa młodzieżowa. Wykonano ponad dziesięć tysięcy odkrywek w zapadliskach, które oznaczały miejsca pochówku, i zlokalizowano 277 grobów masowych oraz indywidualnych. W archiwach byłej NKWD odnaleziono listy rozstrzelanych obywateli rosyjskich w lesie katyńskim, na której figuruje 7612 nazwisk. Dokumenty te nie zawierają m.in. nazwisk osób rozstrzelanych w pojedynczych egzekucjach przez lokalne organy NKWD, pochodzących najprawdopodobniej z najbliższych okolic. Dlatego też rosyjski memoriał zaprojektowano bardzo specyficznie. Będzie on rodzajem pomostu biegnącego ponad ziemią kryjącą groby ofiar. Ma sugerować odwiedzającym, że katyńskiej ziemi nie wolno deptać...

Oficjalna wersja mordu

— Rosjanie są bardzo wyczuleni na punkcie Katynia i by stał się on prawdziwym miejscem pojednania, Polacy muszą wykazywać więcej dyplomacji i taktu — twierdzi dyrektor Mazur. — Jedno słowo może więcej sprawie zaszkodzić niż pomóc. Rosjanie obrażają się nawet, gdy przyjeżdżający tutaj Polacy mówią, że jest on ziemią należącą do Polski...

Powody tej rosyjskiej drażliwości są różne. Anna Łapikowa, znana tutejsza dziennikarka, urodzona w polskiej rodzinie i działająca aktywnie w smoleńskim „Domu Polskim”, wskazuje tylko na jeden z nich.

— W Smoleńsku nadal żyją starzy stalinowscy historycy, którzy wciąż twierdzą, że polskich oficerów w Katyniu rozstrzelali Niemcy — ubolewa. Duża część starszego pokolenia zapewne podziela jeszcze ich pogląd. Tuż po wojnie stalinowskie władze bardzo się starały, by taka wersja przeszła do historii. Uczniowie każdej ze szkół przyjeżdżali do katyńskiego lasu na specjalne wycieczki, w czasie których uczono ich „oficjalnej” wersji mordu.

Również w latach dziewięćdziesiątych, gdy władze rosyjskie potwierdziły wreszcie, kto naprawdę odpowiada za śmierć polskich oficerów, nie starano się, by prawdę poznała smoleńska opinia publiczna. W księgarniach nie znajdziemy wydawnictw na ten temat. W najnowszych panoramach Smoleńszczyzny, takich jak „Mój Kraj Smoleński”, o Katyniu nie ma nawet wzmianki.

Miejsce pamięci i pojednania

Dyrektor Anatolij Fiedorowicz Wołosienkow jest jednak dobrej myśli.

— Będziemy robić wszystko, by Katyń przestał być sprawą polityczną, a stał się miejscem pamięci i pojednania, a dla następnych pokoleń był przestrogą, do czego może prowadzić totalitaryzm — podkreśla. — W tym miejscu zarówno Rosjanie, jak i Polacy powinni uczyć się historii. Mamy już konkretne plany, które będziemy stopniowo realizować. Zaczniemy od spraw prozaicznych, ale niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania „Memoriału” — zbudujemy parking samochodowy z zapleczem sanitarnym i biurem obsługi turystów. Będzie można tu nabyć kwiaty, wieńce, znicze, mapy i pamiątki. W biurze stale będą dyżurować przeszkoleni przewodnicy, znający języki polski i rosyjski, oprowadzający wycieczki. Następnie chcielibyśmy wybudować dom noclegowy dla tych, którzy chcieliby w tym miejscu spędzić na modlitwie lub w ciszy i skupieniu jakiś czas. Zbudujemy też muzeum gromadzące eksponaty związane z Katyniem.

Chciałoby się wierzyć, że słowa dyrektora Anatolija Wołosienkowa staną się faktem i Katyń stanie się wreszcie miejscem czci zmarłych, modlitwy, ujawniania prawdy i pojednania.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama