W jednej sprawie

Jan Paweł II stanowczo potępiał wprowadzenie w Polsce stanu wojennego. Kard. Glemp nawoływał do niestawiania oporu. Skąd takie różnice w tonie wypowiedzi Papieża i Prymasa?

W jednej sprawie

Jan Paweł II stanowczo potępiał wprowadzenie w Polsce stanu wojennego, zaś kard. Józef Glemp nawoływał do niestawiania oporu. Skąd różnice w tonie wypowiedzi papieża i prymasa?

Na placu Świętego Piotra w Rzymie 13 grudnia 1981 r., po odmówieniu modlitwy „Anioł Pański”, Jan Paweł II powiedział do zebranych: „Nie może być przelewana polska krew, bo zbyt wiele jej wylano, zwłaszcza w czasie ostatniej wojny. Trzeba uczynić wszystko, aby w pokoju budować przyszłość Ojczyzny”. Tego samego dnia wieczorem, w kościele jezuitów przy ulicy Świętojańskiej w Warszawie, prymas w kazaniu zwrócił się do wiernych: „Kościół broni każdego życia, a więc w stanie wojennym będzie wołał, gdzie tylko może, o spokój, o zaniechanie gwałtu, o zażegnanie bratobójczych walk. Nie ma większej wartości nad życie ludzkie, dlatego sam będę wołał o rozsądek nawet za cenę narażenia się na zniewagi i będę prosił, nawet gdybym miał iść boso i na kolanach błagać: nie podejmujcie walki Polak przeciwko Polakowi!”. 

Pierwszą reakcją obu pasterzy była więc naturalna troska o fizyczne bezpieczeństwo powierzonej sobie owczarni. W pierwszych godzinach stanu wojennego nie wiadomo było, jak potoczą się wypadki; należało się liczyć z możliwością zbrojnego oporu i w konsekwencji krwawych walk na wielką skalę. Tego nieszczęścia zarówno papież, jak i prymas chcieli Polakom oszczędzić.

Następne dni przyniosły jednak wyraźne różnice w akcentach. O ile Jan Paweł II zdecydowanie nazywał po imieniu zło stanu wojennego, o tyle prymas Glemp wstrzymywał się od krytyki władz.

Oburzające napomnienie

Podczas pierwszej po 13 grudnia audiencji ogólnej papież powiedział, że Polacy mają „jako naród prawo do życia swoim własnym życiem — i do rozwiązywania swoich problemów wewnętrznych w duchu własnych przekonań, zgodnie ze swoją kulturą i tradycją narodową. Spraw tych, niewątpliwie trudnych, nie można rozwiązywać przy użyciu przemocy”. Mocno opowiadał się też za prawem NSZZ „Solidarność” do legalnego istnienia. Dał temu wyraz chociażby w noworocznym przemówieniu, w którym pod adresem solidarnościowych związkowców padły znamienne słowa: ich „wysiłek zmierza do sprawiedliwości i pokoju”. Wcześniej jeszcze, 18 grudnia 1981 r., abp Luigi Poggi wyjechał do Warszawy, aby wręczyć gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu, przewodniczącemu Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON), osobisty list papieża. W liście zwierzchnik Kościoła katolickiego apelował, „ażeby sprawy związane z odnową społeczeństwa, które od sierpnia 1980 r. były załatwiane na drodze pokojowego dialogu, wróciły na tę samą drogę. [...] Domaga się tego dobro całego Narodu. Domaga się również opinia całego świata”. Pismo to wywołało oburzenie komunistycznych władz, które mocne słowa moralnego napomnienia („w ciągu ostatnich dwóch stuleci rozlano wiele polskiej krwi, dążąc do rozciągnięcia władzy nad naszą Ojczyzną. [...] nie może ta krew obciążać sumień i plamić rąk Rodaków”) odebrały — skądinąd słusznie — jako „porównanie z okupacją faszystowską”.

Jeszcze mocniejszy wyraz potępienia twórców stanu wojennego Jan Paweł II dawał w wypowiedziach pozaprotokolarnych. Przedstawicielowi rządu PRL (Jerzy Kuberski) prosto w oczy rzucił retoryczne pytanie: „Coście zrobili z tym narodem? Nie zasługiwał na takie potraktowanie”.

Wycofany komunikat

Prymas Glemp unikał tak mocnych oskarżeń. Za jedyny wyraz publicznej krytyki pod adresem rządu można uznać jego wypowiedź na Jasnej Górze, iż „władza w stanie wojennym nie jest władzą dialogu”. Była to jednak nie tyle ocena samej WRON, ile ostrzeżenie pod adresem wiernych: odpowiedzią na radykalne formy oporu będą surowe represje.  

Dwa dni po wprowadzeniu stanu wojennego, 15 grudnia, zebrała się w Warszawie Rada Główna Episkopatu. W oficjalnym komunikacie z tego zebrania biskupi stwierdzali: „Nasz ból jest bólem narodu sterroryzowanego przez siłę wojskową”. Tak jednoznacznych słów nie mogli zdzierżyć komuniści. Na „kategoryczną prośbę” Jaruzelskiego prymas ustąpił i zgodził się przekonać biskupów, by w ich diecezjach zrezygnowano z odczytania komunikatu z ambon. Zamiast zabronionego tekstu, w najbliższą niedzielę odczytano w polskich kościołach osobiste przesłanie metropolity Gniezna i Warszawy. Prymas Glemp nie ganił w nim władz, ponawiał jedynie gorący apel o „niepodnoszenie nienawistnej ręki jeden przeciwko drugiemu”.

Ta powściągliwa reakcja odbiła się szerokim echem społecznej krytyki. Wierni, wzburzeni pacyfikacją kopalni „Wujek”, podczas której oddział ZOMO zastrzelił dziewięciu górników, od pierwszej osoby w polskim Kościele oczekiwali słów jednoznacznego potępienia władz.

Później było jeszcze gorzej. Nie udała się duszpasterska wizyta prymasa w obozie internowania na warszawskim Grochowie: jego sugestia, aby więzione tam kobiety, działaczki „Solidarności”, pojednały się ze swoimi strażniczkami, została z oburzeniem odrzucona. Z końcem 1982 r. prymas zwrócił się do społeczeństwa z apelem o przerwanie bojkotu reżimowej telewizji, słowami „Spotkajmy się w Wigilię przed telewizorami”, wywołując niesmak opozycyjnie nastrojonych środowisk.

Odwołana pielgrzymka

W potocznych rozmowach wielu Polaków, także katolików, zaczęło krytykować prymasa. Zwracano uwagę, że formuła „nie ma większej wartości nad życie ludzkie” kłóci się z przekazem Ewangelii („Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”, J 15, 13). Niektórzy zaczęli nawet mówić o „towarzyszu Glempie”.

Tę ostatnią ocenę, sformułowaną w nabrzmiałym emocjami roku 1982, można zrozumieć, wszelako była ona niesprawiedliwa. Niektóre z najbardziej krytykowanych wypowiedzi metropolity gnieźnieńsko-warszawskiego wynikały po prostu z niezręczności. Józef Glemp, były osobisty sekretarz prymasa Wyszyńskiego, jako prymas nie był osobowością na miarę swojego poprzednika. Ten minus dał o sobie znać w trudnych czasach stanu wojennego. Kard. Glemp miał jednak jedną decydującą zaletę: był kompletnie niepodatny na pokusy i szantaże ze strony bezpieki. Przed ujawnieniem jego teczki przez IPN nie zdawano sobie z tego sprawy, z pewnością wiedzieli jednak o tym zarówno Wyszyński, jak i Wojtyła.

Mało kto znał też szczegóły relacji prymasa z komunistami. Glemp nie dopuścił co prawda do otwartego opowiedzenia się biskupów za zdelegalizowaną Solidarnością, jednak z drugiej strony zablokował starania władz o przyciągnięcie księży do Patriotycznego Frontu Odrodzenia Narodowego (PRON), fasadowej organizacji „ponadpartyjnej”, wspierającej reżim. Jak sam wspominał po latach, miał za to do niego osobisty żal gen. Jaruzelski.  

Zasługą prymasa jest również... niedopuszczenie do wizyty Jana Pawła II w Polsce w 1982 r. Z wizytą tą polscy katolicy wiązali duże nadzieje, wielu liczyło, że zniesiony zostanie wówczas stan wojenny. Ale były to oczekiwania nierealne. Oddajmy głos samemu prymasowi: „Komuniści mówili: nie, nic podobnego, papież wyląduje, co najwyżej, na Jasnej Górze i stamtąd wróci do Rzymu. Na to ja się nie godziłem, stąd przesunięto termin pielgrzymki na następny rok. I papież to zaakceptował”.

Różne charaktery

W pierwszych dniach stanu wojennego kontakty między prymasem Polski a papieżem były bardzo ograniczone. W kurii warszawskiej, podobnie jak w całym kraju, zablokowano połączenia telefoniczne. W tej sytuacji Józef Glemp i Karol Wojtyła na niwie polskiej działali niezależnie. Papież, ufający prymasowi, pozostawił mu samodzielność w wewnętrznych rozmowach z władzami, sam natomiast skoncentrował się na orędowaniu w sprawie polskiej na arenie międzynarodowej. 

Należy też pamiętać o różnicach charakteru obydwu hierarchów. Wojtyła, syn inteligenta z niedalekich od Krakowa Wadowic, wychował się w kulcie polskich powstań. Urodzony w wielkopolskim Inowrocławiu Glemp odziedziczył po przodkach szacunek dla pracy organicznej, połączony z nieufnością wobec wszelkich działań nielegalnych. Dla papieża „Solidarność” była czymś więcej niż związkiem zawodowym — stanowiła emanację wolnościowych dążeń narodu. Prymas na „Solidarność” patrzył bez takiej estymy, uważając, że w pewnych warunkach można poświęcić jej istnienie za cenę uznania przez komunistów podstawowych praw Polaków do pielęgnowania religii i rozwoju narodowej kultury. 

W sytuacji próby prymas Glemp wykazał się jednak solidarnością z prześladowanymi. Jego Prymasowski Komitet Pomocy, uruchomiony w pierwszych dniach stanu wojennego, udzielił materialnego i moralnego wsparcia setkom rodzin uwięzionych działaczy „Solidarności”.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama