„To był uczniowski prank”. Nauczycielki z Kielna broni adwokat Nergala

Ten sam adwokat, który przekonywał sąd, że podarcie Biblii na koncercie Behemotha było formą sztuki, dziś broni nauczycielki oskarżonej o znieważenie krzyża. Linia obrony jest podobna: nie było przedmiotu kultu, nie było zamiaru obrażenia uczuć religijnych, nie było też przestępstwa. A szkolna klasa – jak twierdzi adwokat – to nie miejsce publiczne.

Mecenas Jacek Potulski w wywiadach wielokrotnie podkreślał, że jest osobą wierzącą: do kościoła chodzi częściej niż co niedzielę, korzysta z aplikacji do czytania Biblii i chodzi na roraty. Chrześcijaństwo – jak mówił  – jest dla niego „kompasem”, który ułatwia podejmowanie codziennych decyzji.

To właśnie on w 2007 roku podjął się obrony Adama „Nergala” Darskiego, lidera zespołu Behemoth, oskarżonego o obrazę uczuć religijnych po tym, jak podczas koncertu w gdyńskim klubie „Ucho” podarł Biblię i rozrzucił jej kartki. W 2011 roku wokalista został uniewinniony – Sąd Rejonowy w Gdyni uznał, że działanie muzyka nie stanowiło przestępstwa, ponieważ miało charakter „swoistej formy sztuki” skierowanej do hermetycznej grupy odbiorców.

W wywiadzie dla Wirtualnej Polski w 2019 roku Potulski, zapytany, czy w takim razie osoby wierzące nie powinny chodzić na koncerty Behemotha, odpowiedział: „To proste jak budowa cepa: jeżeli wiem, że coś może mnie obrazić, to ja tam nie wchodzę”. 

Internautom radził również, by nie odwiedzali profili Nergala w mediach społecznościowych, jeśli nie chcą oglądać kontrowersyjnych treści, takich jak wizerunek Chrystusa przybitego do gumowego penisa.

Według adwokata muzyk tworzył wypowiedź artystyczną skierowaną wyłącznie do swoich fanów. „To może nawet być kontrowersyjna instalacja. Ale robił ją po to, by wyrazić swoje antyreligijne poglądy” – mówił, przekonując, że sztuka, nawet skrajnie prowokacyjna, nie musi automatycznie oznaczać przestępstwa.

Przypomnijmy, że art. 196 Kodeksu karnego stanowi:

„Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch.”

Teraz mecenas Potulski reprezentuje nauczycielkę ze Szkoły Podstawowej w Kielnie. 15 grudnia ubiegłego roku kobieta wyrzuciła do kosza zawieszony przez uczniów krzyż. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku wszczęła dochodzenie po zawiadomieniu złożonym przez wójta gminy Szemud. Sprawa dotyczy podejrzenia obrazy uczuć religijnych poprzez publiczne znieważenie krzyża wiszącego w sali lekcyjnej. 8 stycznia przed szkołą protestowali rodzice, politycy i samorządowcy, domagający się wyjaśnienia sprawy. Był to także apel o poszanowanie przekonań religijnych uczniów i ich rodzin w przestrzeni szkolnej.

Nauczycielka publicznie zabrała głos 9 stycznia w rozmowie z „Dziennikiem Bałtyckim”, ujawniając linię obrony. Twierdzi, że przedmiot nie był krzyżem, lecz „plastikowym elementem halloweenowego lub cosplayowego stroju”. Jej zdaniem nie mógł być uznany za przedmiot kultu religijnego również dlatego, że został zawieszony nad klatką dla chomika – w miejscu, gdzie wcześniej wisiał zegar.

„Wyrzuciłam gadżet od halloweenowego stroju, którym bawiły się dzieci, a następnie powiesiły go nad klatką chomika” – mówiła w pierwszym wywiadzie po wybuchu sprawy.

„To był element przebrania, do którego nikt nigdy się nie modlił. Szanuję przedmioty czci religijnej i nigdy nie wyrzuciłabym krzyża reprezentującego wiarę” – podkreślała, zaprzeczając także, by użyła wobec uczniów wulgaryzmów. Całą sytuację określiła jako „niefortunny żart uczniowski”. „My w szkole nazywamy to prankami uczniowskimi. To żarty, wybryki. Na pewno nie ma tu mowy o przestępstwie. Problem polega na tym, że część osób opiera się nie na faktach, lecz na przekazie, który nie odpowiada rzeczywistości i jest cynicznie wykorzystywany” – ocenia.

„Nie było przestępstwa” – argumentuje.

Mecenas Potulski konsekwentnie podtrzymuje tę narrację. Zdaniem pełnomocnika kluczowe będzie ustalenie, czy wyrzucony do kosza krzyż w ogóle można uznać za „przedmiot czci religijnej” w rozumieniu prawa karnego. Konieczna może być opinia biegłego, a wynik postępowania – jak zaznacza – nie jest przesądzony.

„Z perspektywy prawa karnego krzyż ma znaczenie wyłącznie jako przedmiot czci religijnej. Nawet dwie zbite gwoździem listewki mogą nim być, jeśli dla wierzących mają znaczenie symboliczne – na przykład w zakładzie karnym. Stoimy jednak na stanowisku, że plastikowy gadżet z tej sprawy nie kwalifikuje się do tej kategorii w żadnym razie” – podkreśla adwokat.

Dodatkowo adwokat argumentuje, że postępowanie powinno zostać umorzone z powodu braku publicznego charakteru zdarzenia. „Zamknięta sala lekcyjna nie jest miejscem publicznym” – zaznaczył. 

Adwokat przyznaje jednocześnie, że krzyż – nawet niepoświęcony – może być przedmiotem czci religijnej. Taka sytuacja może mieć miejsce – w ocenie adwokata – na przykład w więzieniu, ale jak rozumiem w szkolnej klasie w już nie. Poczekajmy na głos młodzieży z Kielna, wówczas okaże się, czy bronili oni krzyża, czy „plastikowego Westerplatte”.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama