Historyk: lewicowy ekstremizm w Niemczech jest bardziej niebezpieczny niż prawicowy

„Pierwszy jest ekstremizm islamistyczny. Na drugim miejscu jest lewicowy ekstremizm, głównie Antifa. Dopiero na trzecim miejscu sytuuje się «ekstremizm prawicowy» – uważa prof. Bogdan Musiał. Polski historyk pracujący w Niemczech komentuje zamach, w wyniku którego berlińczycy na kilka dni zostali pozbawieni prądu.

„Jeżeli rozmawia się z niemieckimi policjantami, którzy nie mają jakichś ideologicznych uwarunkowań, to oni wprost powiedzą, jaka jest kolejność – podkreśla prof. Musiał w rozmowie z «Naszym Dziennikiem». – Pierwszy jest ekstremizm islamistyczny. Absolutnie niebezpieczny. To pokazują statystyki, zamachy, ataki nożowników itp. Na drugim miejscu jest lewicowy ekstremizm, głównie Antifa uznana przez władze USA za organizację terrorystyczną, oczywiście, słusznie. Dopiero na trzecim miejscu sytuuje się «ekstremizm prawicowy». Poza tym są konkretne statystyki pokazujące, że tak jest”.

Autor książki „Rozstrzelać elementy kontrrewolucyjne” komentuje zamach, do którego doszło 3 stycznia 2026 r. W berlińskiej dzielnicy Steglitz-Zehlendorf podpalono most kablowy, w wyniku czego bez prądu znalazło się ok. 45 tys. gospodarstw domowych (łącznie ok. 100 tys. osób) oraz ponad 2,2 tys. przedsiębiorstw, w tym 74 domy opieki dla chorych i starszych. Zasilania brakowało przez kilka dni i byłą to najdłuższa przerwa w dostawie energii elektrycznej w stolicy Niemiec od 1945 r. Dopiero 7 stycznia prowizorycznie usunięto usterkę.

Zamach na Teslę

Do ataku przyznała się lewicowa ekstremistyczna Vulkangruppe, a niemieckie służby potwierdzają autentyczność jej deklaracji. Grupa tłumaczy, że chciała uderzyć w kapitalistów i zmniejszyć zatrucie środowiska.

Uderzenia na infrastrukturę krytyczną w Niemczech stają się coraz częstsze. Służby oskarżają o nie zarówno aktorów zewnętrznych (m.in. Rosję, Chiny i Iran), jak i skrajną lewicę.

Sama Vulkangruppe działa od 2011 r. Najpoważniejsze przypisywane jej akcje to podpalenie słupa transmisyjnego i odcięcie od prądu fabryki Tesli pod Berlinem (marzec 2024 r.) oraz podobny atak na południowo‑wschodnią dzielnicę stolicy Treptow‑Köpenick i park technologiczny Adlershof (wrzesień 2025 r.).

Wsparcie ze wschodu?

Jak zauważa prof. Bogdan Musiał, politycy przedstawiają zagrożenie zupełnie inaczej niż „policjanci, którzy na co dzień mają z tym do czynienia”.

„Zwróćmy uwagę, że w Niemczech do niedawna ministrem spraw wewnętrznych była Nancy Faeser (SPD), która de facto poglądowo sytuowała się tam, gdzie Antifa. I to jest ten problem. Warto wiedzieć, że Antifa jest finansowana przez państwo dzięki przeznaczaniu środków publicznych na NGO. Nie jest to coś nowego. To dzieje się już co najmniej od lat 70.” – zauważa historyk. Jak dodaje, nie zdziwiłoby go, gdyby za berlińskim zamachem „stały macki kremlowskie”.

„Wiemy, że w latach 70. Kreml wspierał terroryzm lewicowy poprzez NRD. Wschodnie Niemcy wspierały tych ludzi, pomagały im, oni się tam ukrywali”

– przypomina polski historyk.

Terroryści z Frakcji Czerwonej Armii (zwanej też grupą Baader-Meinhof) podróżowali do krajów komunistycznych, w tym do Polski – przebywali w ośrodku peerelowskich służb na Mazurach. Po upadku Związku Sowieckiego grupa przestała działać, a następnie – po kilku latach od ostatniej akcji – ogłosiła samorozwiązanie. Kres istnienia sowieckiego imperium zaszkodził także włoskim Czerwonym Brygadom, które w teorii istnieją do dziś, ale są niewielką zbrojną grupą, podczas gdy w przeszłości były w stanie uprowadzić i zamordować premiera kraju. Jeszcze przed upadkiem ZSRS służby Francji zlikwidowały tamtejszą Akcję Bezpośrednią.

Źródła: „Nasz Dziennik”, osw.waw.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama