Małżeństwa ukazywane jako równorzędne z konkubinatami, rozwody jako coś neutralnego, otwarta furtka do promowania postulatów ruchów LGBT. Fundacja Grupa Proelio ostro krytykuje nową podstawę programową przedmiotu „edukacja zdrowotna”, która od przyszłego roku szkolnego ma trafić do szkół.
Grupa Proelio analizuje podstawą programową „Edukacji zdrowotnej” i wzywa do protestu.
Najwięcej kontrowersji budzi dział „zdrowie społeczne”. Według organizacji nowy program odchodzi od promowania trwałego małżeństwa i rodziny jako podstawowego modelu życia społecznego. Autor analizy, Zbigniew Kaliszuk, zwraca uwagę, że w podstawie programowej dla szkół podstawowych „słowo „małżeństwo” nie pojawia się ani razu”, a uczniowie mają uczyć się m.in. o „separacji, rozwodzie oraz wejściu rodziców w nowe związki”.
Fundacja podkreśla, że w programie relacje małżeńskie zostały przedstawione jako jedna z wielu równorzędnych form związku. Wśród zapisów wskazano m.in., że uczeń ma „z szacunkiem formułować komunikaty dotyczące decyzji innych osób związanych z życiem rodzinnym, partnerskim i rodzicielskim, w tym decyzji o związku formalnym, nieformalnym, niepozostawaniu w związku, separacji czy rozwodzie”.
Zdaniem Proelio takie podejście może prowadzić do oswajania dzieci z rozwodami, konkubinatami i nietrwałymi relacjami bez wskazywania trwałego małżeństwa jako pożądanego wzorca. Organizacja ostrzega również, że rozmowy o rozpadzie rodziny prowadzone już z uczniami klas IV–VI mogą „generować wśród nich niepotrzebny lęk”.
Krytyka dotyczy także podejścia do rodzicielstwa. Autorzy analizy zarzucają MEN rezygnację z podkreślania „prokreacyjnej funkcji rodziny” oraz zrównanie wielodzietności z bezdzietnością. W tekście wskazano, że uczeń ma „z szacunkiem formułować komunikaty” wobec decyzji dotyczących zarówno „wielodzietności”, jak i „bezdzietności”. Według fundacji może to pogłębiać kryzys demograficzny i zniechęcać młodych ludzi do zakładania rodzin.
Organizacja wyraża również obawy dotyczące możliwego promowania ideologii LGBT. Szczególnie krytykowany jest zapis mówiący, że „godność i szacunek wobec człowieka wykluczają wszelkie formy dyskryminacji ze względu na ludzką różnorodność”. Zdaniem autorów pojęcie „ludzkiej różnorodności” może zostać wykorzystane do promowania pojęć takich jak „tożsamość płciowa” czy „płeć rozumiana jako konstrukt społeczny”.
W analizie przywołano także szkolenia dla nauczycieli edukacji zdrowotnej, podczas których – według Proelio – podkreślano, że „od płci biologicznej ważniejsza jest subiektywnie odczuwana „tożsamość płciowa”, którą szkoła powinna afirmować”.
„Zachęcano nauczycieli do zwracania się do uczniów imieniem płci przeciwnej w sytuacji, kiedy uczeń sobie tego życzy, udostępniania pomieszczeń (w tym toalet) według zasady płci odczuwanej i jako bezalternatywne rozwiązanie problemu braku akceptacji swego ciała i płci została przedstawiona tranzycja. Analogicznie do tematu podeszli autorzy podręcznika, którzy przychylnie odnieśli się do procesu tranzycji oraz wskazali, że transpłciowość, czy inne orientacje niż heteroseksualna nie są zaburzeniami” – czytamy w analizie.
„W takim kontekście za przejaw dyskryminacji mogłoby zostać uznane stwierdzenie, że są tylko dwie płcie, nazwanie problemów z identyfikacją z własną płcią zaburzeniem, zwracanie się do ucznia jego prawdziwym imieniem, zakazanie chłopcom korzystania z damskich toalet czy też krytyka tranzycji” – czytamy w analizie.
Kolejnym punktem sporu jest przedmiot „edukacja zdrowotna – zdrowie seksualne”. Fundacja uważa, że program opiera się na „permisywnym podejściu” do seksualności i sprowadza ocenę aktywności seksualnej głównie do kryterium „świadomej zgody”. Autorzy tekstu twierdzą, że pomijanie szkodliwości przedwczesnej inicjacji seksualnej jest „antywychowawcze”.
„Przedmiot jest zagrożeniem dla dzieci. Małżeństwo także tutaj traktowane jest na równi z konkubinatami. Jednym z celów przedmiotu ma być „przygotowywanie do świadomego pełnienia ról społecznych, w szczególności partnera, małżonka i rodzica”. W treści dla szkól ponadpodstawowych całkowicie pominięto kwestię szkodliwości przedwczesnej inicjacji seksualnej, a w szkołach podstawowych poświęcono tematowi jedynie marginalną uwagę” – zwraca uwagę Proelio.
W analizie czytamy: ramą nauczania o seksualności ma być „zdrowie seksualne”, a w zasadzie ukrywająca się za tym hasłem przyjemność seksualna. Kryterium oceny aktywności seksualnej jest „świadoma zgoda”. Przekazywanie dzieciom, że współżycie seksualne jest akceptowalne, byle było świadome i dobrowolne, a taki wydźwięk ma rezygnacja z mówienia o szkodliwości przedwczesnej inicjacji seksualnej i akcentowanie „świadomej zgody” jako jedynego wymagania dotyczącego aktywności seksualnej, jest antywychowawcze.
Ponadto, uczniowie mają omawiać pojęcia takie jak aborcja, tożsamość płciowa czy orientacja psychoseksualna. Nie określono jednak, w jaki sposób ani w jakim kontekście mają być one przedstawiane. „Biorąc pod uwagę, kto jest Ministrem Edukacji, treść wspomnianych wcześniej podręcznika i szkolenia dla nauczycieli, budzi to uzasadnione obawy” – stwierdzają autorzy raportu.
Grupa Proelio krytycznie ocenia także działania Minister Edukacji Barbary Nowackiej, zarzucając jej promowanie „radykalnych ideologicznych przekonań” oraz brak realnego dialogu z protestującymi rodzicami.
Fundacja apeluje o udział w konsultacjach społecznych projektu oraz protest przeciwko obowiązkowej „edukacji zdrowotnej”. Organizacja przypomina przy tym art. 48 Konstytucji, zgodnie z którym „rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami”.
Źródło: KAI
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.