Firma Meta, do której należy Facebook, Instagram oraz WhatsApp zatwierdziła i opublikowała w tych serwisach 50 reklam – wykrył think tank TTP z Waszyngtonu. „Te reklamy nie maskowały obrazów, ani nie ukrywały tego, co promują” – mówi Katie Paul, dyrektor TTP. Jedna z wiadomości trafiła do ponad 2,5 tys. kont. Ci producenci, których dane udało się ustalić, pochodzą z Chin.
W ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy platforma Meta Marka Zuckerberga wyświetlała dziesiątki płatnych reklam zawierających nieprzyzwoite treści z udziałem dzieci. Były to generowane przez sztuczną inteligencję materiały przedstawiające wykorzystywanie seksualne, a także zdjęcia nieletnich połączone z sugestywnymi treściami seksualnymi. Niektóre wprost zachęcały do pedofilii.
Większość wykrytych reklam trafiło do kilku kont, ale jedną mogło dostać 2560 osób. Odbiorcy pochodzili ze Stanów Zjednoczonych i Europy, a zidentyfikowani dostawcy złych treści mają siedziby w Chinach.
Zapłacone i sprawdzone
Proceder wykrył Tech Transparency Project (TTP), think tank z Waszyngtonu. Grupa badała bibliotekę reklam Meta – narzędzie do analizy przejrzystości, które kataloguje reklamy wyświetlane w serwisach Facebook, Instagram i Threads oraz w komunikatorze Messenger.
„Te reklamy nie maskowały obrazów, ani nie ukrywały tego, co promują – mówi Katie Paul, dyrektor TTP. – Należy podkreślić, że nie są to treści publikowane przez osoby trzecie na Facebooku czy Instagramie, lecz reklamy, które zostały sprawdzone, zatwierdzone i bez żadnych przeszkód dopuszczone do emisji przez Meta”.
Według danych z biblioteki Meta, reklamy te często były emitowane przez kilka dni, a niektóre były skierowane wyłącznie do mężczyzn. Niektóre były aktywne jeszcze wtedy, kiedy TTP badało sprawę. Później usunięto je z biblioteki. Katie Paul twierdzi, że wśród reklam, które widzieli badacze, znajdowały się materiały identyczne z takimi, które Meta wcześniej usunęła z powodu naruszenia swoich zasad.
Niestrudzenie walczymy
Pytana o sprawę przez Wired firma Meta oświadczyła:
„Wykorzystywanie seksualne jest przerażającym zjawiskiem i intensywnie pracujemy nad tym, aby nie pojawiało się na naszej platformie. Większość tych reklam miała minimalny zasięg, a wiele z nich zostało wyłączonych (..). Wiele z tych reklam powstało również przed wprowadzeniem przez nas niedawno nowej technologii sztucznej inteligencji, która ma na celu lepsze wykrywanie i blokowanie reklam naruszających zasady podczas przesyłania – stale ulepszamy te systemy. Od usunięcia ponad 36 milionów treści związanych z wykorzystywaniem seksualnym dzieci w zeszłym roku po podjęcie kroków prawnych przeciwko twórcom aplikacji Nudify, będziemy nadal niestrudzenie walczyć z tym nadużyciem”.
To druga w ostatnim czasie podobna afera związana z firmą Meta. Na początku lipca śledztwo BBC wykazało, że Instagram wyświetlał reklamy promujące sprzedaż w Indiach materiałów, które prawdopodobnie przedstawiały wykorzystywanie seksualne dzieci.
Z Państwa Środka
Śledztwo wykazało, że reklamy publikowały konta z zerową lub niewielką liczbą obserwujących. Ci reklamodawcy, których ustalono byli powiązani z chińskimi firmami. W jednym przypadku TTP twierdzi, że reklamodawcą była chińska firma o nazwie Meet Social. Przedsiębiorstwo to było przez pewien czas jednym z tzw. resellerów reklam Meta na rynku reklam w Chinach, gdzie platformy społecznościowe Mety są zablokowane. Według profilu w „New York Times” z 2019 r., firma publikowała codziennie tysiące reklam na Facebooku i spodziewała się sprzedaży przekraczającej 1 mld dol.
Kilka nieprzyzwoitych reklam powiązanych było z aplikacją o nazwie MaskAI, która pojawiła się w App Store firmy Apple. Aplikacja była z kolei związana z chińskim twórcą oprogramowania.
Rzecznik Apple poinformował, że firma usunęła MaskAI z App Store za naruszenie zasad.
Stały element
Alexios Mantzarlis, współzałożyciel serwisu Indicator, zajmującego się oszustwami cyfrowymi i były pracownik ds. zaufania i bezpieczeństwa w Google, twierdzi, że w ostatnich latach znalazł na platformach Mety i zgłosił jako niewłaściwe ponad 25 tys. reklam. Reklamy te przedstawiały nagość i były wytworzone z wykorzystaniem AI.
„Aktorzy po drugiej stronie są ewidentnie dobrze przygotowani do tworzenia nowych kont reklamodawców i nowych domen, aby móc kontynuować działalność” – mówi Mantzarlis serwisowi WIRED.
Jak zaznacza, producenci pornografii wykorzystują te same techniki, co internetowi oszuści. Zdaniem Mantzarlisa, półświatek zarabiający na wykorzystywaniu seksualnym „nie jest już nowinką, ale stałym elementem naszego ekosystemu online”.
Źródło: wired.com
Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.