Praktyka ewangelii tak, jak została ona spisana wraz z rozumnym, systematycznym stosowaniem jej zasad co do duszy, gwarantuje wewnętrzną niezawisłość. Jadwiga ubrała się lekko na ślub z Jagiełłą mimo, że w lutym chłód krakowskiej katedry można było odczuć aż do szpiku kości. Stary, litewski książę zbliżał się do ołtarza wystrojony w bisior i ciepłą, niedźwiedzią skórę. W orszaku przyszłego króla Polski dreptał młody paź królowej, który na tacy niósł najcenniejsze klejnoty Jadwigi. Pani zdecydowała, że cały swój skarb ofiaruje Akademii Krakowskiej. Jadwiga przez chwilę wróciła pamięcią do smukłej, przystojnej postaci Wilhelma Habsburga. Jeśli żyłby jeszcze król Ludwik, to tej nocy, po gorącej kąpieli, młode druhny wiodłyby ją ciemnym korytarzem do alkowy księcia Wilhelma. Babka Elżbieta Łokietkówna w dekrecie ze Zwolenia zapisała wszystko, aż do intymnych szczegółów małżeństwa. Gdyby tak historia nie ruszyła w sprzecznym z pragnieniami kierunku, afekt Jadwigi i Wilhelma zostałby skonsumowany w pierwszą noc po dwunastych urodzinach królewny.
Nie, nie – Jadwiga siłą woli opanowała wyobraźnię oraz uczucia, wracając tu i teraz do zimnej, krakowskiej katedry. Uniknęła wzrokiem bezczelnych spojrzeń polskich rycerzy oraz litewskich bojarów. Ich chciwe szepty biegły po sklepieniach kościoła do jej uszu. Spytko z Melsztyna wraz z Bodzantą byli już bardziej niż pewni potęgi polskiej, którą gwarantować miała unia z Litwinami. Imperium w wyobraźni magnatów nie doznaje kresu. Jadwiga modliła się w duszy wiedząc lepiej, że po epokach tryumfu nieuchronnie zaciąga uwiąd, a może nawet upadek. Królowa oczyma wyobraźni rozeznawała najgorsze, a w nim pewność, że pojedynczy człowiek zdolny jest ofiarować dane sobie życie jedynie za krótki skrawek stulecia. A po kilku latach świetności znów trzeba będzie podnosić się od nowa. Dawna Polska Jadwigi pójdzie śladami Zachodu, gdy duch barbarzyństwa wróci i podzieli naród, który 18 lutego 1386 roku został połączony w jedno – od Krakowa po Wilno. Ballady o symetrii śpiewa już tylko propaganda, bo nie wszyscy będą tak samo winni pęknięciu. Po prostu, jedni zdolni są do polityki liczonej na głosy i do zdrady. Drudzy zaś nie zaprą się wartości, gardząc jakąkolwiek postacią populizmu. Jan z Tęczyna wyciągnął ramię i podjął dłoń Jadwigi, sprowadzając królową naprzeciw kroczącego do ołtarza Jagiełły.
Eliasz koncentruje się, ukryty gdzieś w pobliżu potoku Kerit (por. 1. Krl 17, 3). Dla dusz nierozumnych to strata czasu. Przecież siłacz, jakim wydawał się być największy spośród proroków Starego Testamentu, powinien napinać mięśnie, podnosić zuchwałe hasła, gromadzić wokół siebie fanatycznych awanturników i prowokować zaczepkę, bez zwłoki wyzywając do walki Achaba lub Jezabel – biblijnych przeciwników Eliasza. A jednak autentyczny prorok zdaje sobie sprawę, że prawdziwa siła to zebrane w sobie wnętrze. W Nowym Testamencie miejscem koncentracji stanie się Góra Błogosławieństw. Wewnętrzna logika słów Jezusa będzie warunkiem koniecznym do zwycięstwa (por. Mt 5, 1). Żadne z nich w niczym nie przypomina uzbrojenia, a jednak nikt nie jest tak silny moralnie, jak człowiek zdolny do spełnienia choć jednego z ośmiu błogosławieństw.
Ludzi w życiu najbardziej bolą porzucone w popłochu biografie. Ktoś zaczyna jakiś dobry plan lecz zaniecha go nie dlatego, że wichry historii powieją przeciwko. O powodzeniu lub porażce egzystencji decyduje zaopatrzenie twierdzy wewnętrznej.