reklama

„Odpoczywajta i świętujta” – choć brzmi archaicznie, zawiera bardzo ważne przesłanie dla współczesnego człowieka

Współczesny styl życia to ciągłe zabieganie – od jednego zajęcia do drugiego. Zatraciliśmy umiejętność świętowania, kontemplacji i odpoczynku. Wydana w połowie ubiegłego stulecia książka Josefa Piepera „Odpoczynek i kult” nabiera dziś szczególnej aktualności – zauważa Sławomir Zatwardnicki.

Sławomir Zatwardnicki

dodane 20.01.2026 18:28

Można by powiedzieć, że to książeczka prorocza, gdyby nie fakt, że w 1948 roku, gdy powstała, nie przepowiadała przyszłości, lecz odnosiła się do już istniejącej sytuacji. Interesujące, że dziś czyta się ją jakby była pisana współcześnie; widać niewiele się zmieniło, a w każdym razie nie na dobre. Dobrze, że Wydawnictwo W Drodze przypomniało Odpoczynek i kult autorstwa Josefa Piepera.

Tok myślenia niemieckiego filozofa katolickiego można zrekonstruować w następujących punktach. Nic tutaj nie dodaję od siebie, prócz ew. formy, żeby nie psuć spójnego wywodu Piepera.

1. Człowiek dzisiejszy (AD 1948 czy 2026 — co za różnica?) zdaje się nie odpoczywać, a jeśli — to z myślą, że przerwa od pracy przysłuży się ostatecznie wydajniejszej pracy. Tymczasem starożytni mawiali: „pracujemy ze względu na odpoczynek”. Sens odpoczynku, nawet jeśli rzeczywiście dostarcza duszy sił i zapału do pracy, nie polega w pierwszym (ani drugim) rzędzie na tym „doładowaniu”.

2. Praca zawładnęła nie tylko obszarem ludzkiej działalności, ale także ludzkiej egzystencji (Pieper przywołuje tutaj wzorzec „robotnika”, ale nie musimy się tym zajmować). Wszystko kojarzy się z pracą, wszystko sprowadza się do ludzkiej aktywności.

3. Także w sferze działalności intelektualnej mówi się o pracy („praca umysłowa”, „pracownik umysłowy”). Ludzkie poznanie, jak uznano, polega na aktywnym, dyskursywnym działaniu rozumu. Rozum ten sprowadzono do ratio, podczas gdy średniowiecze wyróżniało jeszcze intellectus. Ratio oznaczało władzę myślenia dyskursywnego, szukania, abstrahowania, wnioskowania — jednym słowem był to specyficznie ludzki element poznawania, pewnego rodzaju „praca” leżąca po stronie człowieka. Z kolei intellectus był

nazwą rozumu jako zdolności simplex intuitus, „prostego spojrzenia”, któremu prawda ukazuje się jak krajobraz oku. Duchowa władza poznawcza człowieka — przynajmniej tak to rozumieli starożytni — stanowi obie rzeczy w jednej: ratio i intellectus; a poznanie jest współdziałaniem obydwu. Drodze myślenia dyskursywnego towarzyszy i z nią współdziała postrzegające bez trudu spojrzenie intellectus, który jest władzą duszy nie aktywną, ale bardziej bierną, albo raczej receptywną, aktywnie przyjmującą.

Można, a nawet trzeba, w intellectus postrzegać swego rodzaju „nadludzki element” poznania, który mimo że należy do człowieka, to jednak wynosi go ponad czysto ludzkie poznanie i upodabnia je do poznania anielskiego. Jest to, innymi słowy, dar pochodzący od Stwórcy.

4. Poznanie sprowadzone do ratio staje się wyłącznie pracą, człowiek w takim razie zdobywa owoce jedynie swojej własnej aktywności, nie ma tutaj niczego, co miałby otrzymać. Jak pisze Pieper, „jest to twardy rys niemożności otrzymywania; jest to zatwardziałość serca, które nie chce pozwolić, by coś mu się przytrafiło”. Aż chciałoby się pójść jeszcze dalej i napisać, że jest to forma bezbożności.

5. Za Tomaszem z Akwinu pisze katolicki filozof, że „istota cnoty polega bardziej na dobru niż na trudzie”. Ponieważ cnota doskonali naturalne skłonności człowieka, dlatego np. doskonała miłość może wręcz usuwać trudności w jej praktykowaniu, nawet w sytuacjach kojarzących się z heroizmem (miłość nieprzyjaciół). Analogicznie można powiedzieć, że „największa forma poznania — błyskawiczny genialny pomysł, autentyczna kontemplacja — staje się udziałem człowieka jako dar; realizuje się bez trudu i obciążania”. (Nawet jeśli poprzedzał ją najwyższy wysiłek myśli, nie był przyczyną tegoż). Pismo nie przypadkiem łączy mądrość z radością, wręcz z zabawą:

Ja byłam przy Nim mistrzynią,
rozkoszą Jego dzień po dniu,
cały czas igrając przed Nim,
igrając na okręgu ziemi,
znajdując radość przy synach ludzkich (Prz 8,30-31).

6. Przyjmuje się współcześnie, że praca jest usługą społeczną, wkładem w dobro wspólne. Stąd człowieka zajmującego się aktywnością umysłową nazywa się „pracownikiem umysłowym”, funkcjonariuszem w świecie pracy. W ten sposób zanegowano wcześniejszy podział na sztuki niewolnicze (artes serviles), mające cel poza nimi samymi polegający na osiąganiu pożytku, oraz sztuki wyzwolone (artes liberales), które mają sens w sobie samych. A jednak, przypomina Pieper, „istnieje nie tylko korzyść, ale także błogosławieństwo”. Średniowieczni byli świadomi, że dla doskonałości ludzkiej wspólnoty konieczne jest, by istnieli ludzie oddający się szeroko rozumianemu życiu kontemplacyjnemu.

7. Na odpoczynek można spojrzeć podobnie jak na „proste wejrzenie” umysłu. Odpoczynek nie znajduje się na linii pracy, podobnie jak intellectus nie stanowi przedłużenia pracy ratio. Raczej odpoczynek ustawia się prostopadle do pracy, przecina ją. Można by dopowiedzieć, że podobnie jak intellectus zstępuje niejako z wieczności w czas („starożytni przyrównywali ratio do czasu, a intellectus do «stałego teraz» wieczności”).

8. Pieper twierdzi — chciałoby się dodać, że apodyktycznie, gdyby nie to, że czyni to przekonująco — że „samym rdzeniem odpoczynku jest świętowanie”, a jeśli tak jest, „to odpoczynek znajduje umożliwienie i uprawnienie tam, gdzie święto i świętowanie otrzymują swój sens i wewnętrzną możliwość. A tym jest kult!”.

9. Kult jest najuroczystszym sposobem celebrowania święta; wszystkie święta karmią się kultem, a bez tego źródła nie byłyby świętami. Zdaniem uczonego nie jest to postulat, lecz rzeczywistość — po prostu „tak musi być”. Konsekwentnie należy powiedzieć, że również odpoczynek „swoją wewnętrzną możliwość i najgłębsze uzasadnienie znajduje [...] w swym zakorzenieniu w kultowym świętowaniu”. Świadczy o tym historia religii.

10. Podobnie jak świątynia jest przestrzenią wyznaczoną na składanie ofiar, tak wydziela się pewien czas na kult. „Kult w odniesieniu do czasu ma podobny sens jak świątynia w odniesieniu do powierzchni”, twierdzi autor Odpoczynku i kultu. To w tej świątecznej czasoprzestrzeni umacnia się istota odpoczynku, a poza nią „odpoczynek staje się próżnowaniem, a praca — nieludzką pracą”.

11. Czy można wypracować odpoczynek? Nie, gdyż „samo najgłębsze jądro odpoczynku nie stanowi przedmiotu samodzielnych decyzji człowieka”. Odpoczynek należy do tych rzeczy, które nie są środkiem do czegoś, lecz są sensowne same w sobie. „Świętowanie kultowej chwały Bożej można realizować tylko wtedy, gdy robi się to ze względu na nią samą”. Zatem, kontynuuje Pieper, albo kult już został wprowadzony, albo w ogóle go nie ma; tak czy owak, nie może zostać ustanowiony. Dla chrześcijan zaś jest zrozumiałe, „że po Chrystusie istnieje tylko jedna prawdziwa i ważna forma kultowych świąt: sakramentalne składanie ofiar Kościoła chrześcijańskiego”.

***

Napisałem wyżej, że Odpoczynek i kult to książeczka prorocza. Opowiada wprost o naszym, ludzi dzisiejszych, doświadczeniu. Założę się, że niejeden P.T. Czytelnik będzie miał problem z podpisaniem się pod starożytną maksymą: „pracujemy ze względu na odpoczynek”. Wielu być może wręcz odczuwa nerwicową potrzebę tłumaczenia się z odpoczynku, a jeśli uzasadnia jego potrzebę — to właśnie potencjalnie większą wydajnością w pracy. To jednak tylko część problemu. Ważniejsze wydaje się „zeświecczenie” odpoczynku, który mało komu kojarzy się dziś ze świętowaniem. „Łykend” jest dla odreagowania stresu, poszukiwania odskoczni, próżnowania lub nadaktywnego spędzania wolnego czasu. Ale żeby wiązać odpoczynek ze świętem? „Cóż to jest święto?” — można by zapytać „po Piłatowemu”.

Działa tutaj zapewne sprzężenie zwrotne. Z jednej strony ponieważ odpoczynek nie jest świętowaniem, „wieczny szabat” nie może wkroczyć w czas przynajmniej „od święta”, a sam odpoczynek traci swój wymiar sakralny. Wtedy również codzienność przestaje być święta. Weekend wierzących, z wyjątkiem jednej godziny niedzielnej, niewiele się chyba różni od weekendu niewierzących. Z drugiej strony właśnie słabość wiary powoduje, że trudno jest odkryć święty czas, skoro „czasoprzestrzeń” kultu Bożego skurczyła się tak bardzo. Kurcze, jakie to byłoby beznadziejne, gdyby nie to, że, jako rzecze Pieper, pozostaje nadzieja: bo kult już został ustanowiony, nie trzeba „wypracowywać” świętowania, a odpoczynek nie jest aktywnością, lecz co najwyżej „aktywnym przyjmowaniem”.

Ostatecznie chodzi o to, że Bóg podarował samego siebie nam, a również nas samym sobie oraz Jemu. Nic tylko przyjąć dar. Innymi słowy: nic nie trzeba „robić”. Nie róbta, tylko odpoczywajta i świętujta. Oby przynajmniej przyjmowanie nie kojarzyło się z trudem i pracą; oby.

 

1 / 1
oceń artykuł Pobieranie..

reklama