Narodziny w celi śmierci

W 1942 roku, 30 kwietnia przed Sądem Krajowym w Katowicach odbyła się rozprawa przeciwko dwudziestoczteroletniemu wówczas Franciszkowi Blachnickiemu. Sądzono go za wykroczenie przeciwko Rzeszy Niemieckiej

W 1942 roku, 30 kwietnia przed Sądem Krajowym w Katowicach odbyła się rozprawa przeciwko dwudziestoczteroletniemu wówczas Franciszkowi Blachnickiemu. Sądzono go za wykroczenie przeciwko Rzeszy Niemieckiej

Narodziny w celi śmierci

1. Wyrok

W 1942 roku, 30 kwietnia przed Sądem Krajowym w Katowicach odbyła się rozprawa przeciwko dwudziestoczteroletniemu wówczas Franciszkowi Blachnickiemu. Sądzono go za wykroczenie przeciwko Rzeszy Niemieckiej. Oskarżano, że razem ze swoimi kolegami przygotował zdradę polegającą na próbie oderwania siłą od Rzeszy należącego od niej terenu. Blachnicki wspominał po latach, że myśląc o procesie wykluczał dwie ewentualności: nie liczył się z tym, że mógłby zostać uniewinniony, ale też, że spotka go kara śmierci. Jakież było jego zdziwienie, gdy ogłoszono najwyższy wymiar kary. Jego obecna na sali siostra Elżbieta zemdlała. Ponieważ pracowała w Katowicach, od tego czasu codziennie przychodziła do Urzędu Sądowego, żeby sprawdzić, czy pośród nazwisk skazańców, na których wykonano wyrok, odnajdzie także swojego brata. Do końca życia pamiętała szereg schodów, które dzień w dzień pokonywała z drżącym sercem, by dowiedzieć się o losy Franciszka. Wspólnie z ojcem Józefem Blachnickim napisali odwołanie do sądu z prośbą o ułaskawienie. Za radą znajomych napisali także do siostry Himmlera, o której słyszeli, że starała się ratować ludzi w podobnej sytuacji. Sam Blachnicki stwierdził po latach, że, oczekując w celi śmierci na wyrok, przeżył najważniejsze wydarzenie w jego życiu. Wszystko, co działo się wcześniej, było przygotowaniem do tych wydarzeń, natomiast wszystko, co wydarzyło się później i trwało aż do jego śmierci, było ich konsekwencją. Co doprowadziło go do takiego przełomu, który, zamiast być spodziewanym smutnym końcem, stał się początkiem życia pełnego pasji, wywierającym niezatarty ślad na polskim Kościele i wpływającym na życie wielu osób, nie tylko bezpośrednio związanych z Blachnickim? Żeby dobrze to zrozumieć, trzeba prześledzić wydarzenia, które zaprowadziły Blachnickiego do celi.

2. Dzieciństwo

Franciszek Blachnicki przeżył swoje dzieciństwo i młodość na terenie Górnego Śląska, kolejno w Rybniku, Orzeszu i Tarnowskich Górach. Skomplikowana sytuacja polityczna regionu miała znaczący wpływ na jego losy. Cztery dni przed jego narodzinami, 20 marca 1921 roku odbył się plebiscyt wśród miejscowej ludności dotyczący przynależności terytorialnej regionu. Poprzedziły go dwa powstania śląskie wśród ludności polskiej, która sprzeciwiała się dominacji niemieckiej i dążyła do przyłączenia tych ziem do odradzającej się po rozbiorach Polski. Śląsk na przestrzeni dziejów wielokrotnie zmieniał swą przynależność państwową, znajdując się kolejno pod panowaniem: polskim, czeskim, austriackim, pruskim. Ziemie te w dużej mierze zamieszkiwali Niemcy, co wiązało się także z podziałem religijnym. Niemcy w większości byli protestantami, Polacy – katolikami. Oba powstania były skutkiem niekorzystnych dla społeczności polskiej ustaleń traktatu wersalskiego. Choć militarnie zostały przegrane, jednak zakończyły się sukcesem politycznym, którym był wspomniany plebiscyt. Ten sprawy nie rozstrzygnął. Minimalną większość zdobyła społeczność niemiecka. Zadecydowała o tym zasada, że w plebiscycie mogli wziąć udział także emigranci, którzy, co prawda, urodzili się na Śląsku, ale tam nie mieszkali. Trwały debaty nad tym, co zrobić ze spornym regionem. Przeważały głosy, by tereny przemysłowe przyznać Niemcom, a tereny rolnicze Polakom. Wiązałoby się to z dużą stratą ekonomiczną dla Polski. Trwające od dłuższego czasu strajki doprowadziły do kolejnego powstania, w wyniku którego przyznano Polsce 29% spornego obszaru. Był to jednak teren szczególnie wartościowy, ponieważ znajdowało się tam większość kopalń węgla kamiennego, cynku, ołowiu oraz stalowni i wielkich pieców. To sprawiało, że województwo śląskie miało kapitalne znaczenie dla Polski.

W tym wielonarodowym i wielokulturowym tyglu, który generował napięcia i skutkował dla mieszkańców silnym poczuciem przynależności narodowej, przyszedł na świat i dorastał Franciszek Blachnicki. Jego ojciec był przedstawicielem ówczesnej inteligencji. Pracował jako nadpielęgniarz. Choć zawód ten wiązał się z przeprowadzkami do innych miejscowości, to dzięki niemu był w stanie zapewnić bliskim stabilny byt, nawet w trudnych warunkach gospodarczych II wojny światowej. Był oparciem dla rodziny i odegrał dużą rolę w życiu Franciszka, będąc dla niego prawdziwym autorytetem. Matka Maria z domu Műller od ślubu prowadziła gospodarstwo i zajmowała się dziećmi. Była pracowita, ciepła i stworzyła im dobry, oparty na chrześcijańskich wartościach dom, sama będąc osobą głęboko wierzącą. Franciszek był mocno związany z matką, dlatego bardzo przeżył ich ostatnie spotkanie. Była już bardzo chora. Rodzina nie powiedziała jej o wyroku, toteż nie wiedziała, że odwiedza syna w celi śmierci.

Blachnicki miał ośmioro rodzeństwa: czworo braci i cztery siostry; troje z nich zmarło w dzieciństwie. Zarówno ze starszymi od siebie: Rudolfem, Adelajdą, Elżbietą i Ernestem, jak i z młodszym Henrykiem, Franciszek dobrze się dogadywał i utrzymywał z nimi bliskie relacje jeszcze jako dorosły kapłan. Szczególnie duże wsparcie otrzymał, gdy przebywał w więzieniach. Na wzmiankę zasługują jego ciepłe relacje ze starszymi siostrami, które pomagały matce, zajmując się młodszym rodzeństwem. Po jej śmierci starały się ją Franciszkowi zastąpić. W dzieciństwie szczególnie z Elżbietą łączyła go wspólna pasja i zaangażowanie w harcerstwo. Z Adą miał więź bardziej duchową, liczył się z jej przemyśleniami i korzystał z rad. Z czasem role się odwróciły i to brat pomagał siostrze, pełniąc wobec niej niemalże rolę duchowego kierownika. Bliska relacja z siostrami przyczyniła się później do otwartości Blachnickiego w podejściu do kobiet i pozwoliła mu umiejętnie z nimi współpracować, doceniając ich zaangażowanie w Kościele.

Franciszek odebrał gruntowne wykształcenie. Szkolnictwo stało na dość wysokim poziomie. Dostęp do edukacji i dóbr kultury był powszechny. Z powodu rosnącego zagrożenia ze strony Rzeszy Niemieckiej w szkolnictwie akcentowano wątki bohaterskie. W wyniku przeprowadzek, do szkoły podstawowej uczęszczał kolejno w Orzeszu i w Tarnowskich Górach, gdzie następnie ukończył także gimnazjum ogólnokształcące przygotowujące do studiów wyższych. Uczył się dobrze, choć szkołę traktował raczej jako konieczność i co innego zaprzątało jego uwagę. Mimo to, maturę zdał z wyróżnieniem. Chciał studiować ekonomię polityczną. Gromadził nawet materiały na ten temat, by działać społecznie mając realny wpływ na losy ludzi i zdobywać sławę, robiąc to skutecznie. Patrząc z perspektywy czasu na aktywność, którą podejmował lata później, trudno nie mieć wrażenia, że spełnił to marzenie – choć pewnie zupełnie nie spodziewał się, że zamiast tworzenia ustroju politycznego, zaprzątać go będzie Królestwo Boże.

Jego cechy charakteru utrudniały mu spokojne siedzenie w szkolnej ławie. Był rzutki, aktywny, lubił przyrodę, chętnie chodził na wycieczki i wspinał się po drzewach. Zaskarbił sobie poklask i uznanie wśród rówieśników, gdy wspiął się na wysokie drzewo, a następnie nie schodząc z góry, przemierzył kilka koron drzew z nim sąsiadujących. Cechy przywódcze i mnóstwo dobrych pomysłów sprawiały, że gromadził wokół siebie inne dzieci i uczył się przełamywać wobec nich właściwą sobie nieśmiałość. Dlatego tak świetnie odnalazł się w strukturach Związku Harcerstwa Polskiego. Aktywne zaangażowanie w harcerstwo kształtowało w nim odwagę i upór. Na zawsze pozostał też wierny ideałom, które zaszczepiono w nim w tym czasie szczególnie silnie: patriotyzmowi, stawianiu sobie wysoko poprzeczki, abstynencji od alkoholu i tytoniu. Wszystkie te wartości zaszczepiał później jako duszpasterz swoim wychowankom. Tworząc swoją metodę „przeżyciowo-wychowawczą” rekolekcji, które lata później organizował, korzystał ze zgromadzonych w dzieciństwie doświadczeń. To dlatego miał odwagę stawiać młodym wysokie wymagania, które podpierał swoim autorytetem i świadectwem życia. Pracował w małych grupach. Wyjeżdżał z podopiecznymi w ciekawe pod względem turystycznym miejsca. Organizował im aktywny czas wolny.

Idealizm, który nie przeszedł mu z wiekiem, w czasach młodości szedł w parze z kryzysem religijnym. Jego sceptycyzm i dystans do Kościoła osiągnęły swoje apogeum w gimnazjum, kiedy zdecydował się nie przyjmować sakramentu bierzmowania. Choć uważał się za niewierzącego, uczestniczył w mszach i spowiedziach szkolnych ze względu na troskę o swoich kolegów. Jego niewiara bynajmniej nie wiązała się z podważaniem wartości religii. Uważał, że piękno religii katolickiej uzasadnia jej istnienie. Widział też w niej ochronę przed demoralizacją, przejawiającą się w panującej swobodzie seksualnej i nadużywaniu alkoholu, nad którą ubolewał. Kiedy po latach, w więziennej celi studiował Mein Kampf Adolfa Hitlera, uznał nawet, że Kościół ma trwałe miejsce w życiu społecznym i postulował wprowadzenie wartości chrześcijańskich i zgodnych z nimi zasad do polityki. Uważał natomiast, że drogą poszukiwań rozumowych każdy może dojść do tych samych wniosków etycznych. W późniejszym okresie prowadził dziennik Ubi es veritas?[1], gdzie zapisywał swoje duchowe przeżycia, które określał, jako próby poszukiwania prawdy. Po latach uznał swoje dążenia za przejaw młodzieńczej naiwności. Na Kościół patrzył z zewnątrz. Wiele lat później tłumaczył przeżywany wówczas kryzys tym, że jego wiara oparta była jedynie na praktykach i tradycji, nie zaś na żywym doświadczeniu.

3. Rozpoczyna się walka

W świetle przepisów obowiązujących w Polsce przed II wojną światową, każdy kandydat na studia musiał odbyć zasadniczą służbę wojskową. Blachnicki zgłosił się zaraz po gimnazjum, ale ze względu na młody wiek, otrzymał odroczenie. Nie chcąc jednak dłużej czekać, zgłosił się do służby jako ochotnik. W sierpniu 1938 roku odbył miesięczną służbę pracy w 7 Batalionie Junackich Hufców Pracy 20 Kompanii, pracując w kamieniołomach w Kościelisku niedaleko Zakopanego. Czynną służbę wojskową rozpoczął udziałem w Dywizyjnym Kursie Podchorążych Rezerwy w Katowicach przy 23 Dywizji Piechoty. Ponieważ cały pobyt w wojsku traktował jako okazję do ćwiczenia charakteru i samodoskonalenia, postanowił, że kurs ten ukończy z najwyższą notą. Nie było to zadanie łatwe. Bywał roztargniony, nie przykładał wagi do wyglądu zewnętrznego, nie miał też predyspozycji fizycznych. Ostatecznie uzyskał czternastą lokatę, co i tak uznał za duży sukces. Taka postawa, by wykorzystywać trudne warunki do samodoskonalenia, przy jednoczesnej wnikliwej obserwacji swoich motywacji, towarzyszyła mu przez całe życie i niejednokrotnie pozwalała mu heroicznie przetrwać największe przeciwności, których los mu nie szczędził.

Miała je przynieść nadchodząca II wojna światowa, która wybuchła dwa miesiące po tym, jak złożył przysięgę wojskową. Przebywał wtedy w 11 Pułku Piechoty w Tarnowskich Górach. Dni były niespokojne i było pewne, że zbrojna konfrontacja jest nieunikniona. Na Śląsku napięcie było tym większe, że te rejony licznie zamieszkiwała ludność niemiecka, a granica nie była daleko. Okazało się, że Niemcy napadły na Polskę bez wypowiedzenia wojny. 11 Pułk Piechoty, gdzie służył wtedy Blachnicki, należał do armii „Kraków”. Franciszek szybko przekonał się, że wojna to nie młodzieńcza przygoda, ale bolesne i trudne wydarzenie, któremu towarzyszy niewyspanie, wysiłek fizyczny, lęk przed wrogiem, a nawet panika. Powrócił do tych doświadczeń w 1979 roku podczas wystąpienia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Stwierdził wówczas, że wiara w Boga pozwala kierować się normami moralnymi nawet w tak ekstremalnych warunkach. Wolność, którą daje Chrystus, sprawia, że nie trzeba ulegać tłumom, jak to zwykle bywa w napadzie paniki. Pomimo nadludzkich wysiłków żołnierzy, w dniach 17-20 września podczas bitwy pod Tomaszowem Lubelskim, rozbito dywizję, w której służył Blachnicki. Trafił on do niewoli, by po kilku dniach uciec i samotnie ruszyć w kierunku Śląska. Drugiego października 1939 roku dotarł do Tarnowskich Gór.

4. Działalność konspiracyjna

Pomimo że Niemcy dobrze pamiętali trzy powstania w rejonie Górnego Śląska i bezlitośnie tępili wszelkie przejawy polskości, urządzając mieszkańcom prawdziwy terror, Polska Organizacja Powstańcza realizowała swoją działalność na tych terenach. Stawiano opór germanizacji poprzez używanie polskiego języka, umieszczanie polskich napisów na murach, rozprowadzanie ulotek, a także tworzenie komórek, by z czasem stworzyć z nich pluton. Blachnicki, choć ze swoją harcerską i wojskową przeszłością był bacznie obserwowany przez Gestapo, również zaangażował się w działalność konspiracyjną. Nieustępliwy mimo najcięższych warunków, odrzucał wszelkie postawy proniemieckie i jakiekolwiek układy z wrogiem. Zgromadził wokół siebie grupę znajomych z harcerstwa, którzy nazywali go „Wodzem” i nawiązali współpracę z Polską Organizacją Powstańczą. Ponosił ryzyko, ale z zachowaniem roztropności. W tym czasie zaprzestał pisania dziennika, żeby ten nie dostał się w ręce okupanta. Kiedy organizacja została rozwiązana, nie zaprzestał kontaktować się z ludźmi zaangażowanymi w podobną działalność. Podczas jednego z takich spotkań z byłymi oficerami wojska polskiego, zdekonspirowany przez konfidenta Gestapo Blachnicki ucieka i ukrywa się. Zostaje złapany i trafia do więzienia w Tarnowskich Górach. Ponieważ według planu miał być już za granicą, jego koledzy zeznają, że był inicjatorem podejmowanych działań.

5. W niewoli

W tym samym więzieniu przebywała większa grupa działaczy konspiracyjnych. Korzystając z doświadczeń z czasów harcerstwa i krótkich momentów na spacerach, kiedy mogli wymienić się informacjami, stosowali przemyślaną taktykę, by nie zaszkodzić sobie nawzajem składanymi zeznaniami. Ustalili, że bazować będą na informacjach, których już wrogowi udzielili i każdy ze swojej strony starał się nie dodawać nic więcej, podając swoją wersję wydarzeń. Pomimo że podczas przesłuchań stosowano przemoc fizyczną, by wydobyć obciążające sądzonych informacje, to warunki w tej placówce nie były najtrudniejsze. Pozwolono Blachnickiemu na przykład korzystać z przyniesionych z domu książek. Dzięki nim mógł przekazywać rodzinie informacje, używając harcerskiej metody szyfrowania poprzez nakłuwanie odpowiednich liter. Książki były mu potrzebne, ponieważ czas więzienia starał się wykorzystać, by powtórzyć sobie informacje ze szkoły. Dużo uwagi poświęcał samodoskonaleniu i kształtowaniu swojego charakteru poprzez dyscyplinę, jaką sam sobie narzucał. Notował też uwagi dotyczące swojego charakteru i celów, jakie sobie stawia w życiu. Wydaje się, że na tym etapie nie w pełni zdawał sobie sprawę z tego, w jak opłakanym położeniu się znalazł i że jego życie narażone jest na niebezpieczeństwo.

Mimo że w wyniku przesłuchań Blachnickiemu i jego towarzyszom nie udało się niczego udowodnić, podjęto decyzję o przewiezieniu ich do tworzonego wówczas Obozu Koncentracyjnego w Auschwitz. Franciszek trafił tam 24 czerwca 1940 roku i otrzymał numer obozowy 1201. Rozpoczął się dla niego czas szczególnie trudny. Więźniowie traktowani byli jak wyjęci spod prawa, próbowano odebrać im poczucie godności i złamać ich poprzez głodowe racje żywnościowe. Angażowano ich przy tym do wykańczających prac, bito i torturowano. Blachnicki stawiał temu opór. Chociaż sam był głodny, dzielił się z innymi, pocieszał swoich współtowarzyszy, pielęgnował chorych, ustępował miejsca starszym, narażając się na dotkliwe bicie. Gdy dostał nową funkcję odpowiedzialnego za zakupy, wykorzystał większą niż dotychczas swobodę, by przemycać na zewnątrz informacje o warunkach panujących w obozie. W wyniku niezłomnej postawy trafił kolejno do kompanii karnej, a później do bunkra, gdzie od swojego prześladowcy – jednego z hitlerowskich oficerów, Krankenmanna – usłyszał, że żywy stamtąd nie wyjdzie.

Kilka lat przed śmiercią, wspominając swoje doświadczenia z Auschwitz przyznał, że w tak dramatycznych okolicznościach, gdy doświadcza się sytuacji granicznej obozu, nawet najwznioślejsze ideały nie wystarczają i traci się wiarę w człowieka. Pojawia się potrzeba wiary w rzeczywistość nadprzyrodzoną. Z tej perspektywy już po latach ocenił, że pomimo zła i przemocy w niewyobrażalnej skali, w obozie doświadczył także cudownego ocalenia na podobieństwo Daniela, który żywy opuścił jaskinię lwów.

Po ponad roku, 19 września 1941, Blachnicki podpisał oświadczenie o milczeniu na temat obozu i wraz z towarzyszami przewieziony został do więzienia śledczego w Zabrzu. Ważył wtedy 50 kilogramów. Minione wydarzenia nie złamały go, dalej snuł dalekosiężne plany. Wiele uwagi poświęcał wizji Stanów Zjednoczonych Europy. Ponieważ chciał studiować, poprosił rodzinę o założenie dla niego konta oszczędnościowego. W styczniu trafił do więzienia śledczego w Katowicach, gdzie oczekiwał na rozprawę. Wygłosił podczas niej mowę obronną, w której dowodził, że podejmowane przez niego działania wynikały z młodzieńczego idealizmu i nie mogły zaszkodzić III Rzeszy. Wbrew oczekiwaniom, rozprawa zakończyła się wyrokiem śmierci. Franciszek trafił na oddział B-1 przeznaczony dla skazańców oczekujących na wyrok. Rozpoczęła się desperacka walka bliskich o ułaskawienie. Blachnicki coraz częściej brał pod uwagę, że wyrok, pomimo starań, zostanie wykonany i robił, co mógł, by pocieszyć bliskich. W listach do nich deklarował, że przyjmie to jak mężczyzna.

6. Najważniejszy dzień życia

W tym czasie obowiązywało zwyczajowe prawo pruskie mówiące o tym, że jeśli wyroku śmierci nie wykona się w czasie dziewięćdziesięciu dziewięciu dni, to automatycznie zmieniany on jest na karę więzienia. Tak naprawdę do tej pory nie wiadomo, dlaczego wyroku na Franciszku Blachnickim nie wykonano. Najbardziej prawdopodobne jest, że, dzięki podaniom rodziny, ktoś wpływowy ujął się za skazańcem. Szóstego sierpnia 1942 roku w Ministerstwie Sprawiedliwości w Berlinie podpisano ułaskawienie. Franciszek dowiedział się o tym po czteroipółmiesięcznym oczekiwaniu, 14 sierpnia, dokładnie w pierwszą rocznicę męczeńskiej śmierci o. Maksymiliana Kolbego w Auschwitz. Kiedy po zakończeniu wojny Blachnicki zapoznał się bliżej z jego duchowością, bardzo mocno przeżył tę zbieżność dat. Wierzył, że przetrwał, aby kontynuować wizję Kolbego. Co jednak sprawiło, że tak diametralnie zmieniło się jego podejście do katolicyzmu; ze sceptyka stał się gorliwym wyznawcą i – jak określił go w liście kondolencyjnym po jego śmierci Jan Paweł II – „Gwałtownikiem Królestwa Bożego”?

W dzienniku duchowym w 1961 roku Blachnicki opisał swoje przeżycie w celi śmierci, które okazało się dla niego przełomowe. Miało to miejsce w trakcie lektury książki, w której znajdowały się obszerne fragmenty Ewangelii, głównie zaś Kazania na Górze. Odkrył nagle, że istnieje miłość absolutna, zupełnie bezinteresowna. Zrozumiał, że Bóg kocha go, bo to wynika z Jego natury i że to właśnie Boża Miłość jest odpowiedzią na pytanie o sens życia. Doświadczenie to przyrównał do sytuacji, w której ktoś nagle włączył światło, które rozświetliło jego duszę. Doznał obecności miłującego Boga, który oddaje się człowiekowi. Stało się to punktem zwrotnym w jego życiu – pod jego wpływem zdecydował poświęcić się na służbę Bogu.

[1] Czymże jest prawda? Słowa, które Piłat wypowiada do Jezusa: J18,38A, Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Wydanie piąte, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań 2007.

Jest to fragment książki:

Agata Adaszyńska-Blacha, Dorota Mazur, Ks. Franciszek Blachnicki. Biografia i wspomnienia

Wydawnictwo M

Biografia założyciela Ruchu Światło-Życie pokazuje, jak bardzo swoją działalnością wyprzedzał on swoje czasy. Swoją charyzmą przyciągał wielu entuzjastów nowych idei duszpasterskich, wśród których był bp Karola Wojtyła, ale miał również wokół siebie wielu przeciwników.

opr. ac/ac

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama