Polityka i prawa człowieka

Cotygodniowy komentarz z Gościa Niedzielnego (18/2000)

Czy można łamać podstawowe prawa człowieka? Na zdrowy rozum przy końcu XX wieku takie przypadki nie powinny się zdarzać. Tymczasem obradująca w Genewie Komisja Praw Człowieka ONZ odrzuciła w ostatni przedświąteczny wtorek projekt uchwały wzywającej do dyskusji nad przestrzeganiem tych praw przez Chiny. Konsekwencją tego było zablokowanie możliwości głosowania nad rezolucją potępiającą Pekin za łamanie praw człowieka, co usiłowały przeforsować Stany Zjednoczone. Większość państw członkowskich Komisji to kraje Trzeciego Świata, które udaje się przekonać Pekinowi, że jakakolwiek rezolucja będzie oznaczała swoisty „neokolonializm”. Ten argument w połączeniu z rosnącą siłą ekonomiczną Państwa Środka sprawia, że biedne i jeszcze niedawno podobnie traktujące swoich obywateli kraje Trzeciego Świata bronią Chin przed politycznym potępieniem i ostracyzmem.

Jak oświadczył w Genewie zastępca sekretarza stanu USA Harold Koh, projekt krytykującej Chiny rezolucji nie ma nic wspólnego ze złośliwością wobec rządu Chin lub ich narodu. „Nie jest konfrontacją proszenie Chin, by szanowały globalne reguły, które same uznały. Musimy przyznać, że sytuacja w dziedzinie praw człowieka pozostaje w Chinach bardzo niedobra” — podkreślił Koh.

Co nie udało się z Chinami, przeszło z Kubą. Na wniosek zgłoszony przez Czechy i Polskę Komisja potępiła fakty naruszania praw człowieka na Kubie. Wyrażono zaniepokojenie „stałym gwałceniem na Kubie podstawowych swobód”, szczególnie represjami wobec dysydentów politycznych. W odwecie Fidel Castro zorganizował w Hawanie demonstrację. Ciekawe, jak w takich sytuacjach odżywają stare znajomości. Podczas głosowania wniosku Kuba otrzymała wsparcie ze strony Rosji, która potępiła „rezolucję podyktowaną wyłącznie względami politycznymi”, a także ze strony Chin, Indii, Indonezji i kilku państw afrykańskich.

Osobiście cieszę się, że autorstwo rezolucji wyszło z Europy Środkowej, od Polski i Czech. To dobry znak, że nasi politycy nie zapominają o trudnej przeszłości, kiedy sami czekali na jakikolwiek znak poparcia i międzynarodowej pomocy, nawet jeśli byłaby tylko słowną deklaracją. Kuba, a prędzej czy później także i Chiny uwolnią się spod komunistycznej kurateli i niewoli, a wówczas demonstranci na ulicach Hawany i Pekinu mogą mieć zgoła odmienne zdanie na temat przegłosowanych przed świętami wniosków.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama