Subkultura "imprezy" i charakter

Cotygodniowy felieton z Gościa Niedzielnego (30/2000)

Egzaminy wstępne stanowią coroczną formę rekolekcji dla pedagogów i wychowawców. Można się przyjrzeć młodzieży, która wyszła z liceów z patentem na dojrzałość, można obserwować ich odporność na stres, stopień obycia, posłuchać języka, jakim mówi. A potem zapytać - jak ich wychowujemy, jaką wizję świata i Polski dostają od nas ci młodzi? Co roku uczestniczę w egzaminach wstępnych w uczelni artystycznej, tu wgląd w psychikę, w system wartości jest zapewne głębszy niż w innych szkołach. Wróciłem do nich myślą, czytając w prasie o wynikach wyborów w Meksyku i Mongolii. Publicyści piszą o rewelacyjnym zwycięstwie prawicowego kandydata na prezydenta w Meksyku, o miażdżącej przewadze postkomunistów w parlamencie mongolskim. Tymczasem programy zwycięskiej lewicy w centrum Azji i prawicowego prezydenta w Ameryce Łacińskiej wykazują wiele punktów zbieżnych. Mongolscy postkomuniści odwołują się do programu brytyjskiej Partii Pracy, która nie tak bardzo zmieniła politykę gospodarczą i socjalną odziedziczoną po Margaret Thatcher, w Meksyku prawicowe reformy polegające na porządkowaniu polityki monetarnej i oddzieleniu państwa od korumpujących wszystko monopoli zapoczątkowali już lewicowi poprzednicy Foksa. Dziś Meksyk, podobnie jak Polska, walczy o jednocyfrową inflację i z niepokojem obserwuje, że wszystkie korzyści ze wzrostu i reform stają się udziałem warstw zamożnych oraz biurokracji, a biedni biednieją jeszcze bardziej. Przypadek Mongolii jest dla nas ostrzeżeniem. Jeśli centrum i prawica nie znajdą sposobu dotarcia do społeczeństwa, do tych, co czują się pokrzywdzeni, lewica weźmie wszystko w wyborach prezydenckich i parlamentarnych. Co to jednak ma wspólnego ze stanem moralnym i poziomem umysłowym młodych? Programy polityczne ważniejsze są od haseł, ale programy wychowawcze ważniejsze od programów politycznych. Nihilizm praktyczny młodzieży, jej niechęć do kultury wielkich tradycji, do rozmowy serio o wartościach i celach jest dużo większym zagrożeniem niż ewentualne podwójne zwycięstwo lewicy. Dziś najbardziej widocznym, nadającym ton nurtem obyczajowym młodego pokolenia jest nurt "imprezy". Jedni są pracoholikami, inni bezrobotnymi łazikami, jeszcze inni niebezpiecznie oscylują wokół szarej strefy, są wreszcie tacy, którzy mają mafijne powiązania - ale większość chce kończyć tydzień imprezą. Impreza jest ucieczką przed pustką i samotnością, wybuchem anarchicznego poszukiwania przyjemności i ciągle mocniejszych wrażeń. Impreza musi być lepsza od tej w zeszłym tygodniu - więcej alkoholu i erotyki, twardsze narkotyki, głośniejsza muzyka, ostrzejszy konflikt z tym, co jest wokół - z prawem, porządkiem, starszym pokoleniem, innymi młodzieżowymi subkulturami. Musi być mocniej, żeby było o czym opowiadać cały tydzień. Socjolog wiedziałby pewnie, jak duży czy jak niewielki jest procent ludzi uczestniczących czynnie w tym nurcie, ilu jest tylko zafascynowanych możliwościami, wizją takich eksplozji. Ja wiem jedno - ten nurt istnieje, rośnie. Ten nurt jest przydatny rynkowi - imprezowicze muszą się ubrać, wypić, są klientami pubów, dyskotek, sklepów muzycznych, koncertów. Towarzyska atrakcyjność, hałaśliwość elit tego nurtu jest istotnym zagrożeniem dla wszystkich wychowawczych działań ukierunkowanych na wartości, rozwijających ducha służby czy postawę solidarności. Był czas, że wychowawcy, którzy posługiwali się takimi charakterami jak "samowychowanie" czy "kształcenie charakteru" mieli w młodym pokoleniu partnerów do rozmowy. Jeśli nie mają teraz, to nie pora pytać, czyja wina - wychowawców czy wychowywanych. Pora szukać dróg powrotu do szkoły charakterów.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama