Między LA a Filadelfią

Cotygodniowy komentarz z Gościa Niedzielnego (36/2000)

Równie ekscytująca, jak w Polsce, jest kampania prezydencka w USA. Zwłaszcza, że według najnowszego sondażu opinii publicznej obaj kandydaci na stanowisko prezydenta USA, wraz ze wspierającymi ich pretendentami do wiceprezydentury, mają niemal równe poparcie wśród Amerykanów. Nagły „skok” w sondażach demokraci zawdzięczają niedawno zakończonej w Los Angeles konwencji wyborczej, ale — przypomnijmy — kiedy z Filadelfii odjeżdżali ostatni uczestnicy konwencji republikanów Bush Junior bił swego rywala na głowę. Ameryce można zazdrościć nie tylko wyrównanej walki niemal do ostatniego dnia kampanii, ale również „zbliżenia” lub, jak niektórzy określają, politycznego „spłaszczenia” programów obu kandydatów. Kiedy republikanie głoszą hasła „współczującego konserwatyzmu”, przy okazji mocno podkreślając znaczenie rodziny, szacunek dla prawa i obniżkę podatków dla wszystkich, demokraci próbują zdobyć poparcie hasłami solidarności z najbiedniejszymi poprzez redukcję podatków tylko dla najmniej zarabiających, dofinansowanie chwiejącego się systemu emerytalnego i ograniczenie militarnego zaangażowania się Stanów w politykę światową. Programy stały się nie tylko bardziej konkretne, ale i bliższe sobie, co prawdziwą debatę i ostre starcie może przenieść na zupełnie inną sferę politycznej aktywności obu pretendentów do prezydentury i wspierających ich, dodajmy bardzo wyrazistych i mocnych, kandydatów do urzędu wiceprezydenta — Liebermanna i Cheneya.

Senator Joseph Liebermann znany jest ze swego przywiązania do religii żydowskiej i tradycji judaistycznej. Jest również wielkim krytykiem przemysłu rozrywkowego, symbolizowanego przez Hollywood. Ostrzegł, że Waszyngton może narzucić „ograniczenia prawne” przemysłowi rozrywkowemu, jeśli jego szefowie sami nie zdecydują się na wytyczenie ograniczeń. Warto przy tym zauważyć, że kiedy demokrata Liebermann krytykował Hollywood, inny demokrata, Bill Clinton, zabiegał u bossów przemysłu filmowego o miliony dolarów potrzebnych na kampanię swej żony i budowę prezydenckiej biblioteki. Stąd bardziej wyrazista ideowo wydaje się postawa kandydatów Partii Republikańskiej. Konserwatysta Bush i były minister obrony Dick Cheney skłaniają się wyraźnie ku obronie podstawowych wartości: religii, poszanowania życia i tradycyjnego modelu rodziny. Kiedy ustami swych małżonek kandydaci Partii Demokratycznej zdecydowanie opowiedzieli się za prawem do aborcji (choć obaj wcześniej popierali ograniczenia w prawie do przerywania ciąży) Cheney podtrzymał swoje stanowisko w sprawie ochrony życia nienarodzonych zyskując przy tym wyraźne poparcie środowisk Pro-Live.

Jak się okazuje, zbliżenie na polu rozwiązań ekonomicznych nie oznacza unifikacji, a w zakresie etyki i zasad wyraźne podziały i różnice są przy wyborczej urnie dla wielu wyborców ważnym i często decydującym argumentem.

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama