Wytłumacz samemu sobie

Wiara, nadzieja ... pozytywne myślenie

Biada sercom tchórzliwym, rękom opuszczonym... Biada sercu zniechęconemu; ponieważ nie ma ufności, nie dozna opieki.

Ilekroć myślałem o nadziei, za każdym razem dochodziłem do tego samego wniosku: jedynym jej źródłem jest zawierzenie, głębokie przekonanie, że nad każdym z nas czuwa Bóg i wszystkie nasze sprawy są w Jego rękach. Mając taką wiarę, mamy — niemal automatycznie — także i nadzieję... Wydaje się jednak, że nie zawsze te dwie cnoty idą ze sobą w parze. Większość ludzi przyznaje się do wiary, ale też jednocześnie powiedzenie o nadziei — matce głupich jest bardzo popularne. Żyjemy wszak w czasach, kiedy choćby trudny problem depresji dotyka coraz większą liczbę osób, a produkcja i sprzedaż leków antydepresyjnych rośnie dynamicznie.

Problem ten jednak nie jest nowy. Już w Starym Testamencie pada stwierdzenie: Biada sercom tchórzliwym, rękom opuszczonym... Biada sercu zniechęconemu; ponieważ nie ma ufności, nie dozna opieki (Syr 2, 12-13).

Od czego zatem zależy to, by człowiek w Opatrzność Bożą nie zwątpił, by mógł z całym przekonaniem powtórzyć za Ojcem Pio: Wiemy przecież, że Pan Bóg się troszczy o nas bardziej, niż można to wyrazić czy sobie wyobrazić?

Wytłumacz samemu sobie

W dzisiejszych czasach kwestionuje się wolną wolę człowieka, bardzo mocno podkreślając determinizm genetyczny (wpływ dziadków), psychologiczny (wpływ rodziców) i społeczny (wpływ Kościoła, szkoły, itp.). Nie wolno nam jednak zwątpić w to, że — poza nielicznymi wyjątkami uzasadnionymi głębokimi problemami psychicznymi — człowiek rzeczywiście wolną wolą dysponuje. Więcej — człowiek tym właśnie różni się od zwierząt, że pomiędzy bodźcem a reakcją ma przestrzeń, tę właśnie, dzięki której może wybierać działanie adekwatne w danej sytuacji.

Wydaje się, iż właśnie od wielkości tej wypracowanej przez człowieka przestrzeni wolności zależy jakość i wartość jego człowieczeństwa. Przecież to właśnie człowiek — w przeciwieństwie do zwierząt — jest w stanie myśleć o tym, co... myśli i myśleć o tym, co... czuje.

Wielkość przestrzeni pomiędzy bodźcem a reakcją właśnie od tego zależy, na ile człowiek potrafi swoje myśli i uczucia kształtować, na ile jest zdolny decydować o tym, jak myśli i jak zareaguje na swoje uczucia. O tych prawdach mówi już Stary Testament: Nie wydawaj duszy swojej smutkowi ani nie dręcz siebie myślami. Radość serca jest życiem człowieka, a wesołość męża przedłuża jego dni. Wytłumacz sobie samemu, pociesz swoje serce, i oddal długotrwały smutek od siebie; bo smutek zgubił wielu i nie ma z niego żadnego pożytku (Syr 30, 21-23).

Wiara a pozytywne myślenie

Niekiedy przeciwstawia się wiarę (która mówi, że wszystko zależy od Boga) tak zwanemu pozytywnemu myśleniu, podkreślającemu sprawczy charakter nastawienia człowieka do rzeczywistości. Uważam, że te dwie postawy nie muszą wcale pozostawać ze sobą w sprzeczności. Chodzi o to, by człowiek, robiąc samemu to, co w jego mocy, jednocześnie ufał, że wszystko od Boga zależy, o Jego pomoc prosił, w Jego opiekę wierzył. Bo nasze nastawienie, to, co myślimy i w co wierzymy, rzeczywiście dużo zmienia w naszej sytuacji egzystencjalnej: Położył przed tobą ogień i wodę, co zechcesz, po to wyciągniesz rękę. Przed ludźmi życie i śmierć, co ci się podoba, to będzie ci dane (Syr 15, 16-17). [Bóg] Daje się bowiem znaleźć tym, co Go nie wystawiają na próbę, objawia się takim, którym nie brak wiary w Niego (Mdr 1, 2).

Potrzebujemy suchego chleba

Jestem przekonany, że nadzieję często tracą ci, w których tkwi błędne przekonanie, że ojcowska miłość Boga przejawia się m.in. w tym, że ochroni On nas przed nieszczęściami czy cierpieniem. Osoby te zapominają, że — jak mówi Ojciec Pio — do wzrostu potrzebujemy suchego chleba: krzyży, poniżenia, prób, doświadczeń i przeciwności. Nie chcą one także pamiętać, że Bóg Ojciec własnemu Synowi nie oszczędził najtrudniejszego doświadczenia, niewyobrażalnego cierpienia... Prawdą jest, że niełatwo w obliczu takich faktów i stwierdzeń zachować wiarę w ojcowską miłość...

Przemieniajcie się

Dlatego warto wziąć sobie do serca słowa św. Pawła: przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża... (Rz 12, 2). Jestem przekonany, że ten Pawłowy proces polega właśnie na „tłumaczeniu sobie samemu” spraw trudnych i „pocieszaniu swojego serca”. Można to czynić, odnajdując w swoim życiu działanie Opatrzności Bożej, którego nie brakuje, oraz korzystając ze Słowa Bożego. Pomoc znajdziemy też u Ojca Pio: Żyj w pokoju i usuń ze swej wyobraźni wszelki niepokój. Mów często do naszego Pana: O Boże, Ty jesteś moim Bogiem, a ja w Tobie pokładam nadzieję. Bądź zawsze ze mną i pozostań moją ucieczką, a nie będę się lękał niczego. (...) Czego może obawiać się dziecko, które znajduje się w ramionach tak dobrego Ojca? Zachowuj się więc jak dzieci: one prawie nie myślą o swej przyszłości, bo jest ktoś, kto o niej myśli. Będąc razem z ojcem są wystarczająco mocne i bezpieczne. Postępuj tak samo, a doświadczysz pokoju.

„Głos Ojca Pio” (43/2007)

www.glosojcapio.pl

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama