• Opiekun

Głodnych nakarmić

„Głodnych nakarmić” to jeden z podstawowych uczynków miłosierdzia. Jak to robić w praktyce, aby rzeczywiście dotrzeć do tych najbardziej potrzebujących pokazuje fundacja Małgorzaty i Szymona Boguckich

 

Cztery lata temu Małgorzata i Szymon Boguccy założyli fundację „Głodnych nakarmić” i jadłodajnię dla ubogich w Ostrowie Wielkopolskim. Obecnie mieści się ona w konwikcie przy konkatedrze, sąsiaduje przez ścianę z Caritas Diecezji Kaliskiej. Na co dzień posiłki wydaje i pomaga tam Lidia Wawrzyniak.

Pani Małgosiu, są państwo na pewno zajętymi ludźmi. Najpierw rodzina,  potem praca zawodowa, należycie do Domowego Kościoła i zostaliście parą rejonu ostrowskiego. Zajęć na pewno nie brakuje, skąd pomysł jeszcze na fundację?

Małgorzata Bogucka: Z mężem chcieliśmy zrobić coś dobrego dla innych ludzi i zastanawialiśmy się, co to mogłoby być. Do końca nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego akurat ta forma. Może to natchnienie Pana Boga, żeby założyć jadłodajnię i przez to pomóc najuboższym ludziom z okolicy. „Głodnych nakarmić” to jeden z uczynków miłosierdzia i tak nazwaliśmy fundację, by przekaz był jasny jaki jest jej cel. Cztery lata temu zaczęliśmy działać w budynku przy ul. Grunwaldzkiej, gdzie kiedyś znajdował się punkt Caritas. Miasto go nam udostępniło, nie musieliśmy płacić za wynajęcie i bezdomni znali już to miejsce, dlatego postanowiliśmy zrobić tam jadłodajnię. Potem okazało się, że w tamtym budynku jest za dużo miejsca jak na nasze potrzeby. Płaciliśmy też dość wysokie rachunki za ogrzewanie, prąd i gaz. Zaczęliśmy więc szukać mniejszego pomieszczenia bliżej centrum miasta. W dawnym konwikcie przy ul. Ledóchowskiego jesteśmy od pół roku. Niestety wcześniej nie wiedzieliśmy, że jak jest ulewa to będzie nas zalewać. Już kilka razy mieliśmy wodę po kaloryfery.

Skoro już rozmawiamy o funduszach, z czego się utrzymujecie, skąd pieniądze na posiłki, ogrzewanie?

MB: Utrzymujemy się z dotacji, prywatnych funduszy i z tego, co ktoś nam ofiaruje. Wcześniej po złożeniu projektu od Urzędu Miasta dostaliśny dotację na okres zimowy, a w tym roku po raz pierwszy na cały rok. To kwota około rzędu 30 tysięcy złotych i niestety obecnie nie są to duże pieniądze na utrzymanie pomieszczenia, opłatę mediów i posiłki. Dlatego jesteśmy wdzięczni kiedy ktoś wpłaci pieniądze na nasze konto, czy przyniesie produkty z długim terminem ważności. Mamy też sponsora, który ofiarowuje chleb z piekarni - to pan Wieczorek i jesteśmy mu za to bardzo wdzięczni. Kiedyś był taki pomysł, by zbierać pieniądze przed kościołami. Biskup pozwolił, ale wybuchła pandemia i nie doszło do zbiórek. Muszę przyznać, że dużo ludzi o nas nie słyszało. Może mało jesteśmy obecni w mediach społecznościowych. My z mężem pracujemy i nie jesteśmy w stanie wszystkim się zająć. Bardzo przydałaby nam się osoba, która pomogłaby fundacji zaistnieć na przykład na facebooku. Zakładając ją myśleliśmy o tym, że chcemy pomagać, ale także stworzyć przestrzeń dla innych ludzi, którzy chcą pomagać innym, chcą na konkretny cel przekazać 1% podatku czy wpłacić drobną kwotę.

Czy ktoś jeszcze pracuje w fundacji oprócz Pani i męża?

MB: Od początku zatrudniona jest pani Lidka i ona jest tu, w jadłodajni codziennie od poniedziałku do piątku w godzinach działania fundacji. Oficjalnie to jest od godz. 10 do 13, ale ona przychodzi wcześniej i wpuszcza ludzi, zwłaszcza w okresie zimowym, kiedy potrzebują ogrzać się po nocy. Więc w zasadzie mogą już wejść do jadłodajni około godz. 8.

Kto przychodzi do jadłodajni?

MB: Głównie osoby bezdomne. Teraz zaczyna przychodzić coraz więcej ludzi ubogich, może dlatego, że jesteśmy w centrum miasta. Poza tym wiele rzeczy drożeje, ludzie coraz bardziej ubożeją i coraz trudniej jest im opłacić rachunki, więc przychodzą do nas. Są tacy, którzy mają swój dom i zabierają tam ciepły posiłek - zupę i chleb. Chociaż wolimy, by przychodzący zjedli na miejscu, bo generalnie nasz punkt jest dedykowany dla osób bezdomnych. Tutaj mogą nie tylko zjeść, napić się kawy i herbaty, ale także ogrzać się i umyć. W okresie zimowym zostają dłużej, bo u nas jest ciepło.

Pani Lidko, dlaczego zdecydowała się Pani na pracę wśród bezdomnych i ubogich, która nie jest łatwa?

Lidia Wawrzyniak: Trudniejsza była praca w schronisku dla zwierząt, gdzie pracowałam dwa lata. Nie jestem już młodym człowiekiem, więc zgodziłam się pracować w fundacji państwa Boguckich. Teraz nie wyobrażam sobie, by to zostawić. Do jadłodajni przychodzą różni ludzie, ale dogaduję się z nimi. Zaczynam od godz. 8, piorę ręczniki, ponieważ tu ludzie mogą się wykąpać. Potem przywożą jedzenie ze szpitala około godz. 10.30. W tej chwili to 30 litrów zupy, bo zaczyna się okres jesienno-zimowy i więcej ludzi przychodzi. Przychodzą nie tylko bezdomni, ale też ubodzy i niektórzy biorą zupę do domu. W ciągu dnia „przewija się” około 30 osób. Muszę dzielić zupę, by starczyło dla wszystkich. W środę i piątek kiedy dostanę chleb, kładę go na ladzie i każdy może wziąć po bochenku.

A co Pani robi, kiedy ktoś z ubogich przyjdzie pijany?

LW: To już nie ma wejścia. Jeżeli ktoś jest po dwóch piwach to nie wyczuję, ale pijanego nie wpuszczam, każę wyjść i przyjść kiedy będzie w porządku. Czasami jest ciężko, kiedy trzeba być twardym, ale nie można w tym przypadku ustępować. Ale raczej z nikim nie mam problemów, raz tylko musiałam zadzwonić na policję. Zresztą znam historie życia wszystkich, którzy przychodzą. Przez cztery lata dużo osób już „poszło” do św. Piotra, to ponad 20 osób.

A co mają zrobić ludzie, którzy spotkają bezdomnego proszącego o pieniądze, które może wyda na alkohol?

MB: Wydaje mi się, że nie ma prostej odpowiedzi, bo nie wiemy, czy te pieniądze zostaną wydane na alkohol, czy jedzenie. Osobiście staram się nie oceniać tych ludzi. Często ktoś robi tak, że wchodzi do sklepu i kupuje coś do jedzenia, a potem wręcza biednemu. Można też mu powiedzieć, że w jadłodajni naszej fundacji od poniedziałku do piątku dostanie posiłek. Mamy zasadę, że osoby przychodzące mają być trzeźwe, by nie było awantur. Poza tym nie pytamy o nic. Jak postąpić z bezdomnym na ulicy musi zdecydować w sumieniu człowiek, który go spotka. Jestem katoliczką i staram się żyć wartościami ewangelicznymi, więc dla mnie to jest człowiek, którego nie wiadomo co spotkało. Kiedy posłuchamy historii ludzi, to czasami okazuje się, że życie im się tak ułożyło i trafili na ulicę. Czasami mówimy: nie ma za co żyć, bo nie chce pracować, ale czasami ci ludzie są nieporadni. Poznałam tu historię syna, który mieszkał z matką, ona umarła i on nie miał za co żyć, żył na ulicy i niestety umarł w tym roku. Dobrze więc, gdy ktoś poda ubogim pomocną dłoń.

Jak fundacja pomaga uzależnionym?

MB: Przez naszą fundację jest zatrudniony terapeuta uzależnień. Przychodzi i zachęca uzależnionych, by podjęli leczenie. Teraz korzystamy z budynku, w którym znajduje się Caritas i piętro wyżej są pracownicy zajmujący się terapią, jest psycholog. Te punkty są dostępne dla wszystkich, więc każdy może z nich skorzystać.

Słyszałam, że w jadłodajni mają pomagać siostry albertynki.

MB: Jest pani na bieżąco z informacjami. W zasadzie siostry znalazły nas same, przyznam, że nie wiem jak. Są z domu zakonnego w Poznaniu i chciałyby zaangażować się w jadłodajni. To są albertynki, które mają taki charyzmat, tak jak św. Albert Chmielowski pomagają bezdomnym. My jesteśmy na to otwarci i szczęśliwi, że jest ktoś, kto będzie pomagał. Albertynki nie tylko wydają jedzenie, ale także prowadzą zajęcia, angażujące przychodzących, a to pomaga im wyjść z uzależnienia. U nas kilka razy była już jedna z sióstr, by zobaczyć jak wszystko działa. Od połowy listopada jedna z albertynek ma rozpocząć współpracę z nami. Może dzięki zaangażowaniu sióstr będą dłuższe godziny otwarcia jadłodajni albo będzie też otwarta w weekend. My jesteśmy otwarci na pomoc i one też chcą zrobić tutaj coś dobrego.

Wspomniała Pani, że jadłodajnia otwarta jest od poniedziałku do piątku, jak ubodzy radzą sobie w sobotę i niedzielę?

MB: Muszą sobie radzić tak jak do tej pory. Jeśli mamy konserwy albo produkty gotowe do spożycia to rozdajemy im. Także jeżeli ktoś chciałby nas wspomóc to chętnie przyjmiemy taką żywość i rozdamy ludziom potrzebującym. Oprócz konserw przyjmujemy też inne produkty z długim terminem ważności, na przykład makaron, ryż, bo część naszych ubogich ma dom i mogą sobie coś ugotować.

 


Fundacja „Głodnych nakarmić” - jadłodajnia,
ul. Kard. Ledóchowskiego 8, Ostrów Wielkopolski (wejście od strony parku). Każdy, kto chciałby pomóc ubogim może przynieść do jadłodajni konserwy i inne produkty o długim terminie ważności, dokonać wpłaty na konto fundacji 82 1090 1160 0000 0001 3713 4019 lub skontaktować się tel. 691 793 058.

 

Opiekun 23/2022

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama