„Dzieci klęczały przed krzyżem”. Rozmawialiśmy z katechetką z Kielna

Rodzice z Kielna walczą o prawdę w mediach. Jako katolików boli ich profanacja krzyża, jako rodziców – karygodne zachowanie nauczycielki, a jako obywateli – fałszywa narracja w mediach. Pojechałam do Kielna, by oddać głos tym, którzy z obrońców krzyża stali się ofiarami hejtu i medialnych manipulacji.

„O Kielnie i obronie krzyża już raz było głośno” – mówi w rozmowie z Opoką katechetka i nauczycielka języka kaszubskiego Ludwika Krause-Oczk, która w ubiegłym roku szkolnym uczyła religii obie klasy siódme, a dziś jest wychowawczynią klasy VII A. „W szkolnej kronice mamy zapis, że w czasach komunizmu, gdy nakazano usuwać symbole religijne ze szkół, jedna z kobiet weszła do budynku przez okno i potajemnie zawiesiła krzyż. Mówię o tym, bo to pokazuje, jak ogromną wartość ma dla nas krzyż. Dla Kaszubów to element tożsamości i kultury” – podkreśla.

Katechetka uczy w Szkole Podstawowej im. Bohaterów Westerplatte od 1993 roku. Do tej samej szkoły uczęszczali jej rodzice, a babcia brała udział w strajku dzieci w Szemudzie, gdy Niemcy zakazali języka polskiego na lekcjach religii.

„Kaszubi dbali o wiarę i nie dali się wynarodowić. W moim domu krzyż był świętością – mama kreśliła znak krzyża na chlebie, modliliśmy się codziennie na kolanach, a do dziś, wchodząc do domu, mówi się: ‘Szczęść Boże’” – mówi.

Na kolanach przed krzyżem

Lekcje religii prowadzone przez panią Ludwikę zawsze zaczynają się od modlitwy przed krzyżem – na kolanach. „To moment wyciszenia i skupienia. Najcichsza chwila lekcji. Dzieci przyzwyczaiły się, że krzyż w klasie jest i że oddaje się mu szacunek” – wyjaśnia.

Jak podkreśla katechetka, w grupie językowej, w której doszło do bulwersującego incydentu, były nie tylko dzieci kaszubskie, wyrosłe w wierze i tradycji. „Były też dzieci ukraińskie i takie, które nie chodzą na religię. Ale były również dzieci, które uczyłam wcześniej, które wiedzą, że krzyż jest największą wartością i należy mu się szacunek. Wyrzucenie krzyża do kosza najbardziej zraniło właśnie je” – mówi.

„Boli mnie, gdy w mediach mówi się, że dzieci ‘bawiły się krzyżem’ albo zrobiły nauczycielce psikusa. To krzywdzące i nieprawdziwe” – dodaje.

Po incydencie do katechetki przyszli uczniowie z klasy VII B. „Widziałam w ich oczach poruszenie. Jeden zapytał mnie, co sądzę o zdejmowaniu krzyża. Odpowiedziałam, że jeśli bronią krzyża, to dla mnie – jako katechety – powód do dumy” – relacjonuje.

Krzyż zdejmowany wielokrotnie

Katecheza odbywała się w sali 113, dzielonej z nauczycielką języka angielskiego. To właśnie tam – na oczach uczniów – krzyż został wyrzucony do kosza. Rodzice i dzieci przyznają, że wcześniej był on zdejmowany kilkukrotnie.

„We wrześniu dziewczynki z mojej klasy zauważyły, że krzyża nie ma. Powiedziałam im, żeby jeśli znajdą go u woźnej, przyniosły i same zawiesiły. Tak zrobiły. Po pewnym czasie krzyż znów zniknął” – mówi katechetka.

Jedna z uczennic usłyszała od nauczycielki angielskiego: „Nie jestem osobą wierzącą, mogę ten krzyż zdjąć”.

Sprawa została zgłoszona dyrekcji. „Żeby nie było konfliktu, przeniesiono mnie z klasą do innej sali” – wyjaśnia. „Od tego momentu nie prowadziłam już zajęć w tamtej sali i nie wiem, co działo się później. Wiem jedynie, że drewniany krzyż został zdjęty i nie był ponownie zawieszony” - mówi.

Jak znalazł się tam plastikowy? Tego nikt nie wie. „Nawet jeśli krzyż zawiesiły dzieci – a to jest bardzo możliwe – nie było w tym niczego uchybiającego jego godności. Wisiał wysoko i z szacunkiem. Jeśli użyto innego krzyża, być może takiego, jaki był dostępny, to również nie była profanacja. Krzyż, nawet jeśli pochodził od elementu stroju, nadal pozostaje znakiem i symbolem – a symbole wymagają szacunku” - dodaje.

Krzyż to krzyż

Uczeń klasy VII A, Krzyś Kamola, o sprawie dowiedział się od kolegów z równoległej klasy. Od razu powiedział o tym rodzicom, którzy ją nagłośnili - 8 stycznia, wobec braku reakcji dyrekcji, przed szkołą zreorganizowali protest, domagając się poszanowania symboli religijnych i wyciągnięcia konsekwencji zachowania nauczycielki. 
„Nie wiem, kto zawiesił krzyż. Mówią, że to mógł być wydruk z drukarki 3D albo element stroju. Ale dla mnie krzyż to krzyż – nieważne, skąd pochodzi” – mówi uczeń. „To tak, jakby ktoś wszedł do kościoła i zniszczył święte przedmioty” – dodaje.

Hejt zamiast rzetelności

Uczniowie, którzy bronili krzyża, szybko stali się obiektem internetowego hejtu. Wagę sprawy próbowała w relacjach medialnych umniejszać nauczycielka angielskiego oraz jej obrońca. W mediach pojawiło się udostępnione przez policję zdjęcie plastikowego krzyża, który szybko zyskał miano „plastikowej zawieszki w kształcie krzyża” lub „elementu stroju na Halloween”, a cała sytuacja miano „uczniowskiego żartu”. Z obrońców krzyża zaczęli naśmiewać się Youtuberzy, sam adwokat nauczycielki – ten sam, który bronił Nergala – nie ukrywał, że najważniejszym zadaniem jest teraz udowodnić, że plastikowy krzyż nie był obiektem religijnego kultu.

„Bardziej niż krzyża chcę dziś bronić prawdy” – mówi Anita Malek, mama ucznia z VII B. „Nasz syn był świadkiem zdarzenia. Po tym, co przeczytał w internecie, bardzo to przeżył. Zrobił nawet zdjęcie sali, by pokazać, że krzyż wisiał w godnym miejscu, a nie „nad klatką dla chomika” – dodaje.

Aneta Malak napisała maila do szkolnej dyrekcji, prosząc o przeprowadzenie rozmowy wychowawczej z klasą na temat dezinformacji w mediach. „Miałam także nadzieję, że szkoła sprostuje wypowiedź nauczycielki... Tymczasem na spotkaniu z panią pedagog dzieci nie mogły nawet wypowiedzieć się na temat tego, co zaszło" – mówi Opoce.

Prokuratura bada sprawę

Sprawą zajmuje się prokuratura w Wejherowie. „Toczy się tzw. postępowanie w sprawie, a nie przeciwko konkretnej osobie. Prokuratura ustala stan faktyczny, zbiera relacje dzieci, rodziców oraz innych osób, które mogły mieć styczność z tą sytuacją. Celem jest ustalenie, co dokładnie się wydarzyło i czy doszło do naruszenia uczuć religijnych. Przesłuchano już kilkoro dzieci, planowane są kolejne przesłuchania” – mówi Opoce pełnomocnik rodzin z Ordo Iuris, Wawrzyniec Knoblauch.

„Nie wiem, kto zawiesił krzyż, ale kluczowa jest reakcja nauczycielki. Z relacji dzieci wynika, że okazała obrzydzenie i użyła obraźliwych słów. To nie miałoby miejsca, gdyby chodziło o zwykłą zabawkę” – podsumowuje. I dodaje, że ma też dowodów, że dzieci wcześniej bawiły się krzyżem lub traktowały go w sposób żartobliwy.

„Dzieci były zszokowane i głęboko dotknięte tym, co się stało – dla nich krzyż pozostaje krzyżem. Z relacji rodzin wynika ponadto, że od września próbowano umieścić krzyż w tej sali, lecz znikał on w niewyjaśnionych okolicznościach. Nauczycielka miała wielokrotnie wyrażać niechęć wobec jego obecności, co podważa narrację o neutralności. Gdyby krzyż został zdjęty spokojnie i odłożony w godne miejsce lub zgłoszony dyrekcji, sprawa nie wywołałaby takiego poruszenia” – wyjaśnia. 

„Dzieci zdały egzamin. Gorzej z dorosłymi” – podsumowuje katechetka.

Brak skruchy 

Nauczycielka języka angielskiego, która wyrzuciła krzyż do kosza, wróciła do pracy. Po nagłośnieniu sprawy została zawieszona przez dyrekcję szkoły, jednak komisja dyscyplinarna przy wojewodzie pomorskim uchyliła tę decyzję.  Anglistka nie uczy już klas VII, na korytarzu – jak mówią dzieci – odwraca się do nich tyłem. „Dzieci bardzo przeżywają fakt, iż nauczycielka nie okazała żadnej skruchy. To nie fair i całkowicie niepedagogiczne. Przecież uczymy dzieci, że jeśli kogoś zranimy, należy przeprosić” – mówi Agata Komola.

 

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama