„Nie stać przy spichlerzu, ale wychodzić na pole”: wyzwanie dla Kościoła w Wietnamie... i w Polsce

W Wietnamie znajduje się 11 seminariów. Posługuje tam 6 tys. księży i 31 tys. zakonników. A jednak na prowincji brakuje duchownych, a wierni nie mają jak przystępować do sakramentów. „Żywotności Kościoła nie mierzy się wysokością wież ani liczbą kleryków, lecz odległością, jaką jego duchowni są gotowi pokonać, by dotrzeć do tych, którzy są w ciemności” – pisze publicysta azjatyckiego serwisu.

Tegoroczny plan duszpasterski zatytułowany „uczniowie-misjonarze” to wielkie wyzwanie. Artykuł, który ukazał się na jednym z azjatyckich portali, pokazuje, że wyzwanie to stoi przed całym Kościołem, nie tylko w naszym kraju. To cenna perspektywa, a od Kościoła w Wietnamie sporo możemy się nauczyć.

Petrus Do, autor tekstu opublikowanego na UCA News, przyznaje, że na całym świecie Kościół zmaga się z gwałtownym spadkiem liczby powołań. Ten problem nie powinien przysłonić jednak innego, głębszego i być może poważniejszego. O jakim problemie jest mowa?

W styczniu tego roku Kościół katolicki w Wietnamie otrzymał 76 nowych diakonów, którzy mają zostać wyświęceni na kapłanów w ciągu roku. Czy to dużo, czy mało, jeśli chodzi o potrzeby tego kraju? Wietnam jest często określany mianem „koszyka powołań” Kościoła w Azji, posiada bowiem 11 seminariów i rocznie kształci setki księży. Gdyby popatrzeć tylko na suche statystyki, około 6 tysięcy księży i 31 tysięcy zakonników służących siedmiu milionom katolików w kraju brzmi imponująco.

Nie można jednak przeoczyć faktu, że wszyscy przygotowujący się obecnie do święceń diakoni pochodzą zaledwie z pięciu diecezji i jednego zakonu, podczas gdy w Wietnamie istnieje 27 diecezji i 83 męskich zgromadzeń zakonnych. Za suchymi liczbami kryje się niepokojący paradoks: duszpasterstwo wietnamskie ma charakter wybitnie zachowawczy i brakuje w nim ducha misyjnego potrzebnego do dotarcia do „peryferii”.

Duszpasterz czy szafarz?

W miejskich centrach Wietnamu często spotyka się dwóch lub trzech księży służących w jednej parafii. W tych „bezpiecznych strefach” życie kapłańskie często koncentruje się na administracji, sprawowaniu nabożeństw, organizacji festiwali oraz nadzorze nad budową obiektów kościelnych.

Dla kontrastu, jak ze smutkiem pisze Petrus Do, na terenach wiejskich, w centralnych wyżynach oraz na północnym zachodzie jest wielu wiernych, którzy czekają miesiącami na możliwość uczestniczenia w Eucharystii. Miejscowi księża muszą pokonywać setki kilometrów w trudnym terenie, by dotrzeć do znajdujących się tam prostych kaplic pokrytych strzechą.

Ten kontrast jest przejawem głębszego problemu. Jak zauważa jeden z wiekowych wietnamskich kapłanów, wielu młodych księży z małych, nowoczesnych rodzin wychowywało się wśród miejskiej wygody, nie doświadczyli w swoim życiu trudów związanych z życiem na prowincji, w surowych warunkach. Nie potrafią spojrzeć na przydzielenie do znajdującej się tam stacji misyjnej lub parafii jako na łaskę duszpasterską, ale traktują to jako formę „wygnania”.

Dochodzi do tego tradycyjne wietnamskie traktowanie osoby duchownej jako „thầy cả” („wielkiego mistrza”). Ten kulturowy piedestał skłania duszpasterzy do skupienia się na władzy i prestiżu, a nie na pokornej służbie. Efektem jest mentalność „lepiej zostać w domu” — preferowanie bezpieczeństwa dobrze wyposażonego kompleksu parafialnego nad niepewnością pola misyjnego.

Potrzeba zmiany mentalności

Jak podkreśla Petrus Do, wietnamski Kościół potrzebuje głębokiej reformy funkcjonującego obecnie dziesięcioletniego systemu formacji kapłańskiej (obejmującego także seminaria niższe). Pozostaje on mocno nastawiony na formację intelektualną, a kwestia przemiany życiowych postaw i nawrócenia serca traktowana jest jako drugorzędna. Kleryk może osiągać sukcesy w nauce, jeśli jednak nigdy nie żył wśród biednych i opuszczonych ani nie nauczył się ich słuchać i wychodzić ku nim już w trakcie swej formacji, trudno się spodziewać zmiany tej postawy, gdy podejmie obowiązki duszpasterskie po święceniach.

Duchowość misyjna nie jest czymś, czego można nauczyć się w teorii. Bez osobistego doświadczenia pracy w trudnych, misyjnych warunkach, pod okiem miejscowych duszpasterzy, seminarzysta nie będzie przygotowany do tego, aby później służyć poza komfortem dużych miejskich parafii. Tymczasem praktyki duszpasterskie standardowo ograniczają się właśnie do parafii miejskich.

Mówiąc o „peryferiach”, nie można zapomnieć, że dziś to nie tylko odległe, słabo zurbanizowane obszary, ale także „wirtualne peryferia”. Wietnam nie odróżnia się tu szczególnie od większości współczesnego świata. Dla osób z pokolenia „Z” i „ALFA” świat cyfrowy, świat mediów społecznościowych jest tym, w którym spędzają większość swojego życia. Seminarzyści z jednej strony muszą uczyć się, jak nie wpadać w uzależnienie od tych mediów, z drugiej jednak muszą uczyć się korzystać z nich roztropnie, jako  narzędzia do głoszenia Ewangelii. Nie chodzi o to, aby duszpasterstwo przenosić do internetu, ale trzeba wychodzić do ludzi tam, gdzie są – czy to w odległych wietnamskich wioskach, czy w ubogich slumsach, czy też na religijne pustkowie mediów społecznościowych, przyciągając ludzi do Chrystusa i do Kościoła.

„Każdy chrześcijanin jest uczniem-misjonarzem”

Wietnamscy biskupi taki właśnie temat wyznaczyli jako tegoroczny plan duszpasterski. Koresponduje on z analogicznym planem dla Kościoła w Polsce. Aby być misjonarzem, trzeba najpierw stać się uczniem Chrystusa. A być uczniem to nie tylko przyjąć „światopogląd chrześcijański” czy wyznawać „wartości chrześcijańskie”, ale pozostawać w żywej relacji z Chrystusem, pozwalając Mu przemieniać moje serce. Bez tego nawrócenia serca, bez uczenia się każdego dnia, jak swoje życie odnosić do Ewangelii, trudno oczekiwać zrodzenia się prawdziwego ducha misyjnego. Ewangeliczna gorliwość nie jest bowiem tym samym co duszpasterski aktywizm. Dotyczy to w równym stopniu duchownych, jak i świeckich.

Każdy chrześcijanin wezwany jest do tego, aby głosić Ewangelię i świadczyć o niej swoim własnym życiem. Praktyczna realizacja tego zadania inaczej wygląda w przypadku osób świeckich, inaczej – w przypadku duchownych, jednak zadanie jest to samo.

Jeśli chodzi o świeckich, specyfika ich powołania w odniesieniu do ewangelizacji jasno przedstawiona została przez Pawła VI w adhortacji Evangelii nuntiandi, w której pisze on:

„Ludzie świeccy, którzy ze względu na swój stan żyją w świecie i spełniają różne funkcje doczesne, winni wobec tego wykonywać swoisty rodzaj ewangelizacji. Ich pierwszorzędnym i bezpośrednim zadaniem nie jest zakładanie czy rozwój wspólnot kościelnych, bo to rola właściwa Pasterzom, ale pełne uaktywnienie wszystkich chrześcijańskich i ewangelicznych sił i mocy, ukrytych, ale już obecnych i czynnych w tym świecie. Polem właściwym dla ich ewangelizacyjnej aktywności jest szeroka i bardzo złożona dziedzina polityki, życia społecznego, gospodarki; dalej, dziedzina kultury, nauki i sztuki, stosunków międzynarodowych, środków przekazu społecznego; do tego dochodzą niektóre dziedziny szczególnie otwarte na ewangelizację, jak miłość, rodzina, wychowanie dzieci i młodzieży, praca zawodowa, cierpienia ludzkie. Im więcej będzie ludzi świeckich owianych duchem ewangelicznym, odpowiedzialnych za te sprawy oraz wyraźnie im oddanych, i im kompetentniej zdołają je wspierać oraz świadomi będą obowiązku zaangażowania wszystkich swoich sił chrześcijańskich — które często zostają ukryte — tym więcej wszystkie te sprawy będą służyć budowaniu Królestwa Bożego i przynoszeniu zbawienia w Jezusie Chrystusie” (Evangelii nuntiandi 70).

W kolejnych punktach papież dodaje, że to podstawowe powołanie uzupełniane jest także przez rozmaite funkcje i posługi w Kościele, które mogą i powinni pełnić świeccy, m.in. posługę katechisty, przewodnika nabożeństw, kierownika śpiewu, głoszenia Słowa Bożego, posługi potrzebującym, przełożonego lub animatora małej wspólnoty (nr 73). Wszystko to jednak nie oznacza, że świeccy powinni zastąpić kapłanów w głoszeniu Ewangelii ani tym bardziej, że kapłan powinien ograniczyć się jedynie do bycia szafarzem sakramentów, powierzając zadanie głoszenia Ewangelii innym.

Każdy chrześcijanin… a zwłaszcza kapłan

Jeśli podkreślamy dziś (słusznie) powołanie wszystkich chrześcijan do głoszenia Ewangelii, nie tylko nie można z grona tych „wszystkich” wykluczać księży, ale przeciwnie – trzeba podkreślać, że powołanie to stoi zwłaszcza przed kapłanami. Podstawową tożsamością kapłana nie jest jedynie udzielanie sakramentów, ale stałe głoszenie Ewangelii. Wezwanie Chrystusa nie pozostawia tu żadnych wątpliwości: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!" (Mk 16,15). Słowa Chrystusa nie brzmiały: „siedźcie w parafiach i administrujcie nimi”, ale „idźcie i głoście”!

W kontekście wietnamskim Petrus Do pisze o ewidentnym braku obecności kapłanów wśród niechrześcijan. Podczas gdy duchowni organizują liczne działania dla „już nawróconych”, brakuje kontaktu z szerszym społeczeństwem. Ten „skupiony na sobie katolicyzm” jest słabo przygotowany do stawienia czoła nowym wyzwaniom społeczeństwa wietnamskiego: kulturze młodzieżowej, pracoholizmowi, laicyzacji, rozpadowi rodzin i małżeństw, uzależnieniom od narkotyków i nowoczesnych mediów.

Można zadać pytanie: czy to samo nie odnosi się również do Kościoła w naszym kraju? Czy działania duszpasterskie nie są nadmiernie nastawione na „karmienie sytych” – na tych, którzy tak czy inaczej przychodzą do kościoła? Czy organizowanie kolejnego nabożeństwa dla takich osób jest rzeczywiście tym, czego dziś oczekuje od nas Chrystus? A gdy uznamy, że wezwanie misyjne jest dziś szczególnie aktualne, pojawia jeszcze ważniejsze pytanie: jak je realizować? Jak docierać z przesłaniem Ewangelii do tych, którzy zagubieni są we współczesnym świecie? Do tych, którzy dziś znajdują się na peryferiach Kościoła i nie dostrzegają, że to właśnie Chrystus ma odpowiedź na trapiące ich problemy.

„Nie stać przy spichlerzu, ale wychodzić na pole”

Petrus Do pisze z przekonaniem o wyzwaniu stojącym dziś przed Kościołem w jego kraju: „nacisk musi się przesunąć na uczynienie ducha misyjnego centralną osią życia kapłańskiego: Kapłan to ten, który jest posyłany, a nie ten, którego trzyma się na miejscu.” Dodaje też, że każda diecezja powinna mieć plan „obdarowywania” swymi kapłanami innych diecezji – zarówno w samym Wietnamie, jak i w sąsiednich krajach, wymieniając tu Mongolię, Laos i Kambodżę. Nie chodzi tylko o czasowe „wypożyczenie” księdza, ale o prawdziwe obdarowanie, z perspektywą, że całe swoje serce i całe życie odda Kościołom w krajach, w których tak bardzo brakuje kapłanów i które tak bardzo potrzebują Ewangelii.

Drugim zadaniem jest uczenie się, jak wykorzystać olbrzymi misyjny potencjał świeckich. Jeśli Kościół polega wyłącznie na wyświęconych kapłanach, zawsze będzie mu brakowało misjonarzy. Księża – pisze Petrus Do – powinni kształcić i formować świeckich, aby ci umieli dawać świadectwo o Chrystusie w codziennym życiu. Ewangelizacyjne zadanie świeckich, o którym pisał Paweł VI w Evangelii nuntiandi, jest obecnie realizowane jedynie w niewielkim stopniu i jest to z pewnością pole, które ciągle leży odłogiem w przypadku Kościoła w Wietnamie. Można zapytać: na ile pole to przynosi już plony w Polsce? Czy nie jest to jedynie pole traktowane ciągle jako duszpasterski eksperyment?

„Żywotności Kościoła nie mierzy się wysokością wież ani liczbą kleryków, lecz odległością, jaką jego duchowni są gotowi pokonać, by dotrzeć do tych, którzy są w ciemności” – podsumowuje swój felieton Petrus Do. „Prawdziwi żniwiarze na niwie Pańskiej to nie ci, którzy stoją wygodnie przy spichlerzu, lecz ci, którzy odważnie stawiają czoła burzy, by pracować na polu” – dodaje.

Zbieżność duszpasterskiego programu Kościoła w Wietnamie oraz w Polsce nie jest przypadkowa. Warto wziąć sobie do serca i przemyśleć to, o czym pisze azjatycki publicysta.

Źródło: UCA News

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama

reklama