Jacek

Świadectwo pary małżeńskiej, która adoptowała małego Jacka

Zobaczyliśmy Jacka, kiedy miał dwa tygodnie. Z bijącymi sercami czekaliśmy na siostrę oddziałową, która po raz pierwszy miała nam go pokazać. Po dziewięciu latach małżeństwa zostaliśmy rodzicami.

Decyzja o adopcji była od początku wyłącznie naszą. Oboje potrzebowaliśmy czasu, aby się z nią oswoić, aby ją zaakceptować i głośno wypowiedzieć. Wymagała od nas wielu przemyśleń, rozmów i modlitwy. Aż w końcu zapadła. Weszliśmy w nowy rozdział naszego życia. Zaczęliśmy uczęszczać na spotkania rodziców adopcyjnych w Archidiecezjalnym Ośrodku Adopcyjnym w Katowicach, z nadzieją na pomyślną realizację naszych marzeń, które już wtedy zaczęły nabierać realnych kształtów. Mimo, że nie znaliśmy jeszcze płci ani imienia naszego dziecka, a także dnia, w którym się z nim spotkamy, żyło już ono w głębi naszych serc. Codziennie modliliśmy się w jego intencji polecając Bogu jego istnienie.

Informacja o tym, że w szpitalu czeka na nas maleńki chłopczyk, nie była dla nas zaskoczeniem. Zaczęliśmy odczuwać ogromną potrzebę jak najszybszego z nim spotkania. Nazajutrz trzymaliśmy Jacusia w ramionach. Do czasu załatwienia prawnych formalności odwiedzaliśmy nasze dziecko w szpitalu spędzając z nim codziennie kilka godzin. Był to okres wzajemnego poznawania i wchodzenia w nowe role rodziców. Cieszył nas każdy jego uśmiech, spojrzenie w naszą stronę, dotyk jego małych rączek. Nie mogliśmy się doczekać dnia, w którym zabierzemy go do domu. Czas powrotów ze szpitala był dla nas trudny, ponieważ bardzo tęskniliśmy za Jackiem, nieustannie myśleli, co teraz robi, czy je, czy śpi, a może płacze...? Kiedy skończył sześć tygodni pojechaliśmy po niego do szpitala. Dzień ten był dla nas wielkim świętem i przeżyciem. Pierwszej nocy nie zmrużyliśmy oczu ani na chwilę, podczas kiedy nasz synek smacznie spał w swoim nowym domu. Jego śmiech i płacz, wspólne spacery, pierwsze zabawy wniosły do naszego życia wiele radości i nadały mu nowy wymiar. Nie twierdzimy jednak, że zostało ono wywrócone “do góry nogami”. Zrazu dlatego, że bardzo pragnęliśmy dziecka, licząc się z koniecznością przyjęcia nowych obowiązków i wiążących się z tym uciążliwości. Po wtóre, od samego początku darzyliśmy Jacka pełnią naszej miłości, która od bardzo dawna w nas dojrzewała. Miłości bezinteresownej, gotowej do wielu poświęceń, a zarazem budującej i cementującej naszą rodzinę.

Jednakże najważniejszym źródłem, z którego czerpiemy siłę i moc każdego dnia, jest nadal nasza modlitwa - teraz już rodzinna, mimo że Jacek, póki co, biernie w niej uczestniczy. Prosimy w niej Stwórcę, aby obdarzał nas potrzebnymi łaskami, chronił od złego, a nade wszystko, byśmy potrafili być dobrymi rodzicami, byśmy potrafili zapewnić naszemu dziecku przyjazny dom, pełen rodzinnego ciepła i dobroci.

Gdyby nam przyszło jednym słowem określić naszą sytuację, z pewnością byłaby nią radość. Radość, że ta mała istotka jest pośród nas, że jeszcze tak bardzo od nas zależny, tak wiele nam daje, radość, którą wspólnie dzielimy z nim.

Jacek został przez bliskie osoby, zarówno w rodzinie, jak i wśród przyjaciół, przyjęty z miłością. Okazują mu wiele serca i dobroci, ciesząc się razem z nami. Często spotykamy się z wyrazami poparcia, a nawet pewnego żalu, że nie zdecydowaliśmy się na adopcję wcześniej. Zawsze możemy liczyć na pomoc z ich strony, która nie kończy się tylko na deklaracjach, ale przybiera konkretne formy.

Nasze życie zmieniło się, ale zmiany te odczytujemy dodatnio. Dni, które dotąd przeżyliśmy tylko we dwoje, nabrały nowego blasku, żywszego tempa, stały się ciekawsze. Trudno przewidzieć, jakie kolejne “zwycięstwo” osiągnie nasz mały mężczyzna w swoim dynamicznym rozwoju.

Z optymizmem patrzymy w przyszłość.

Niedługo Święta Bożego Narodzenia - dla nas pierwsze, które będziemy spędzać razem w rodzinie. Będzie choinka z kolorowymi lampkami, które Jacek będzie chciał dotknąć i włożyć do buzi. Będą kolędy, których na razie będzie tylko słuchał. A potem będą następne okazje do przeżywania roku inaczej: Dzień Babci, Dzień Dziadka, Dzień Matki i Dzień Ojca i wiele jeszcze zwyczajnych dni, w które można się razem bawić, odwiedzać przyjaciół, uczyć i pracować. Tak też chcemy je przeżywać w radości i pokoju, w zdrowiu i chorobie. Być razem okazując sobie wzajemną pomoc i zrozumienie.

Przyjęliśmy nowe życie, za które jesteśmy odpowiedzialni. Chcemy sprostać temu zadaniu tak, jak tylko potrafimy najlepiej.

Teresa i Kazimierz

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama