Pomimo wprowadzonego przez władze Crans-Montany zakazu odpalania fajerwerków, w nocy z 30 na 31 grudnia w szwajcarskim kurorcie doszło do dramatycznego pożaru. Zginęło kilkadziesiąt osób, a około stu zostało rannych. Prokuratura wyklucza zamach terrorystyczny, a służby medyczne i dyplomatyczne przygotowują się na długotrwały proces identyfikacji ofiar.
Władze kurortu Crans-Montana w Szwajcarii wprowadziły zakaz odpalania fajerwerków w związku z ekstremalnym zagrożeniem pożarowym spowodowanym długotrwałym brakiem opadów. Mimo tych środków ostrożności, w nocy z 30 na 31 grudnia wybuchł tragiczny pożar, w którym zginęło kilkadziesiąt osób około sto odniosło obrażenia.
Prokurator generalna regionu, Beatrice Pilloud, wykluczyła możliwość zamachu terrorystycznego jako przyczyny pożaru. W jednym z pobliskich szpitali zaraz po tragedii zapanował chaos. Ratownicy zaczęli przywozić poparzone osoby do izby przyjęć. Nagle zrobiło się ogromne zamieszanie.
„Gdy pojawili się ranni, pielęgniarka nakazała wszystkim opuścić poczekalnię. Szybko wyszłam na zewnątrz, żeby zwolnić drogę do izby przyjęć, a potem zapanował chaos. Ludzie przyjeżdżali zewsząd, ciężko ranni, w samochodach” – relacjonowała kobieta, która była świadkiem wydarzeń dla szwajcarskiego dziennika „Le Nouvelliste”.
Wiele ofiar przetransportowano na oddziały leczenia oparzeń w całym kraju, w tym do szpitali uniwersyteckich w Lozannie, gdzie trafiło 22 pacjentów. Najmłodszy miał zaledwie 16 lat.
„Identyfikacja ofiar pożaru w Crans-Montanie zajmie tygodnie” – stwierdził natomiast ambasador Włoch w Szwajcarii, który przebywa na miejscu zdarzenia razem z pracownikami konsulatu w Genewie.
Źródło: 