„Mała Polka”, która utarła nosa Hitlerowi

Stadion Olimpijski w Berlinie – serce nazistowskich Niemiec – pękał w szwach, gdy rozstrzygano rywalizację w rzucie oszczepem. Jednak na 23-letniej Polce w koszulce z białym orłem nie robiło to wrażenia. Tak samo jak obecność Adolfa Hitlera w loży honorowej. Mało kto potrafiłby wówczas, tak jak ona, zakpić z wodza III Rzeszy. Maria Kwaśniewska – bo o niej mowa – przyszła na świat w Łodzi 110 lat temu, 15 sierpnia 1913 roku.

Była wszechstronnie utalentowana: uprawiała nie tylko lekkoatletykę, ale także sporty drużynowe, takie jak siatkówka czy koszykówka. To jednak „królowa sportu" przysporzyła jej najwięcej powodów do dumy i (nie tylko) sportowej sławy. Trzynaście razy zdobywała mistrzostwo Polski, dziesięciokrotnie ustanawiała rekord kraju. Na co dzień reprezentowała barwy Łódzkiego Klubu Sportowego. Jej koronną konkurencją był rzut oszczepem.

2 sierpnia 1936 roku, podczas olimpijskich zawodów w Berlinie, posłała oszczep na odległość 41,80 metrów, co dało jej brązowy medal. Świat na bieżąco śledził występy sportowców. Dosłownie, bo igrzyska sprzed 87 lat, jako pierwsza tego typu impreza, trafiły do widzów za pośrednictwem czarno-białego obrazu telewizyjnego. Sportową rywalizację uwieczniła też słynna Leni Riefenstahl w filmie dokumentalnym pt. „Olympia" z 1938 roku.

Medal Kwaśniewskiej był pierwszym olimpijskim krążkiem dla naszej reprezentacji zdobytym w Berlinie. „Dla nas Igrzyska rozpoczęły się pod wspaniałymi aspiracjami. Już w pierwszej konkurencji, jaka została ukończona wczoraj zdobyła Kwaśniewska medal dla Polski, zajmując w rzucie oszczepem trzecie miejsce" – pisał „Express Wieczorny". Polacy docenili wyczyn oszczepniczki zaliczając ją do dziesięciu najlepszych sportowców kraju w 1936 roku, wybranych w plebiscycie „Przeglądu Sportowego" (zajęła dziewiąte miejsce).

Młoda Polka, wybrana najpiękniejszą zawodniczką całych igrzysk, stała się bohaterką licznych anegdot za sprawą swojej pozasportowej postawy. Podczas uroczystości wręczenia medali stanęła na trzecim, najniższym stopniu podium – obok dwóch Niemek, które wyprzedziły ją w klasyfikacji. Gdy te podniosły ręce w geście nazistowskiego pozdrowienia, Kwaśniewska stała niewzruszona. Zdjęcia z ceremonii dekoracji obiegły świat. Umieszczono je też na czołówkach polskich gazet.

Otrzymanie medalu nie kończyło jednak dnia pełnego emocji. Niedługo później piękna Maria została zaproszona do loży honorowej. Tam oczekiwał na nią sam Hitler w towarzystwie innych wysokich oficjeli, z Goeringiem i Goebbelsem na czele. Gdy fuehrer zadrwił z niewielkiego wzrostu Polki, ta sprytnie wybrnęła z całej sytuacji, wprawiając w zakłopotanie swego rozmówcę.

Medalistka z Berlina tak wspominała całe zajście w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" z 2000 roku: – „Kiedy Hitler powiedział: 'Gratuluję małej Polce', ja mu na to: 'Wcale nie czuję się mniejsza od pana'. Bo on miał 1,60 w czapce, a ja 1,66 wzrostu. Więc był ogólny śmiech. Prasa niemiecka podawała potem, że Hitler gratulował nie małej Polce, a małej Polsce. Nie wiedzieli już, jak z tego wybrnąć".

Wizyta w loży honorowej trwała krótko, ale miała niebagatelny wpływ na późniejsze losy Kwaśniewskiej, i nie tylko jej! Wszystko za sprawą zdjęcia z Berlina, na którym obok Polki i jej niemieckich rywalek pozuje... uśmiechnięty Hitler. Odbitka fotografii z dyktatorem okaże się w nieludzkich czasach prawdziwą przepustką do życia.

Szczególnie po Powstaniu Warszawskim, kiedy zdjęcie polskiej sportsmenki z wodzem III Rzeszy okazało się zbawienne dla... więźniów niemieckiego obozu przejściowego w Pruszkowie. „To był słynny obóz, w którym Niemcy rozdzielali ludzi – kobiety oddzielnie, mężczyźni oddzielnie: starsi do Oświęcimia, młodzi do obozów pracy, itd. Był w tym obozie tzw. barak chorych. Z tego baraku wyprowadzało się ludzi po stu, stu pięćdziesięciu... Po prostu, pokazywałam przy bramie tę moją fotografię z Hitlerem. Żandarmi traktowali ją jak ausweis. Bili w czapę i przepuszczali mi transport. (...) Wyprowadzałam ludzi na zewnątrz do Pruszkowa, potem brałam do Podkowy do domu. W moim domu miałam obóz przejściowy" – opowiadała w wywiadzie z 2000 roku.

Dzięki polskiej medalistce z Berlina wywózki do obozów koncentracyjnych uniknęło kilkaset osób – Polaków i Żydów! Akcja ich ratowania wymagała od Polki zdecydowanego działania, wielkiej odwagi i hartu ducha. Kwaśniewska wiedziała co robi, była już doświadczoną konspiratorką. Nigdy nie szła po linii najmniejszego oporu, co udowodniła już we wrześniu 1939 roku.

Atak Niemiec na Polskę zastał ją we Włoszech, gdzie – jako stypendystka Polskiego Związku Lekkiej Atletyki – przygotowywała się do startu na igrzyskach olimpijskich w Tokio, zaplanowanych na 1940 rok. Zawodniczka nie zastanawiała się długo i... już 2 września wróciła do Warszawy, rezygnując z wygodnego życia na emigracji. „Wszyscy mnie do tego namawiali, ale ja nie chciałam. Na granicy w Zebrzydowicach patrzyli na mnie trochę jak na wariata. Tabuny ludzi wyjeżdżały z kraju, a ja wracałam do Warszawy, chociaż nie bardzo miałam czym i jak. Podróżowałam różnymi środkami lokomocji, wozami, pociągami. W końcu trafiłam" – wspominała.

Trzy lata po zdobyciu brązowego medalu w Berlinie polska oszczepniczka... wzięła udział w obronie stolicy przed niemieckim atakiem. „Prowadziłam sanitarkę w bombardowanej, palącej się Warszawie w pierwszych dniach września. Kierowcę zabili, nie było komu jeździć, jeździłam ja" – relacjonowała po latach. Za bohaterską postawę w oblężonej Warszawie przyznano jej Krzyż Walecznych.

Po wojnie Kwaśniewska wróciła do sportu. W 1947 roku została nawet... mistrzynią kraju w koszykówce. Działała w Polskim Związku Lekkiej Atletyki i Polskim Komitecie Olimpijskim. W 1978 roku uhonorowano ją brązowym medalem Orderu Olimpijskiego.

Maria Kwaśniewska zmarła w 2007 roku, w wieku 94 lat. Choć spotkanie z Hitlerem odcisnęło w jej pamięci trwały ślad, słynną fotografię zniszczyła po wojnie. Nie chciała, by przypominała jej o zbrodniarzu odpowiedzialnym za śmierć milionów ludzi. „Hitler czy Stalin – obu bym powiesiła na szubienicy" – mówiła u schyłku życia.

« 1 »

reklama

reklama

reklama