„Auschwitz przy Gross-Rosen to było sanatorium”. Historia medycznej gwardii Hitlera

„Chciałam spojrzeć w oczy złu, o którym często zapominamy bądź je bagatelizujemy. W Gross-Rosen działali tacy bandyci jak Josef Mengele, Heinz Thilo, Friedrich Entress czy Heinrich Rindfleisch” – opowiada Joanna Lamparska, autorka książki „Lekarze od zabijania. Medyczna gwardia Hitlera".

Podczas II wojny światowej w obozach koncentracyjnych działało ok. trzystu lekarzy SS, którzy charakteryzowali się dość młodym wiekem. Panowała wśród nich atmosfera zabawy, ale również ogromnej konkurencji i rywalizacji, która sprawiała, że tworzyli niezwykle drapieżną grupę zawodową. „Każdy obóz był niewyczerpanym magazynem materiału badawczego, chorych i zdrowych - kobiet, dzieci, mężczyzn, młodych i starych, ludzi z interesującymi lekarzy chorobami, królików doświadczalnych” – opowiada Lamparska.

Autorka zauważa, że niektóre eksperymenty medyczne były wykonywane przez młodych (21-letnich) lekarzy, którzy sami posiadając rodzinę, potrafili bez zawahania mordować inne dzieci. Dodaje także, że lekarze wykonywali po prostu swoją „pracę”, nie okazując żadnych emocji, „ chyba że zniecierpliwienie, bo ktoś umiera za wolno albo jest zbyt wiele pracy”.

Lamparska zwraca również uwagę na ich postawy, które odznaczały się niezwykłą pogardą wobec człowieka.

„SS-Obersturmführer Johann Paul Kremer, doktor filozofii oraz medycyny, profesor anatomii opisuje błagające o życie kobiety jako obrzydliwe, a potem miękko przechodzi w swoim pamiętniku do opisywania smakołyków, które dostał na obiad” – opowiada autorka i zaznacza, że „Gross-Rosen rzeczywiście było piekłem. W głównym obozie mniej więcej co szósty więzień był tzw. zielonym trójkątem, niemieckim kryminalistą i to właśnie ci bandyci nadawali ton życiu w obozie. Urządzali orgie, mordowali z nudy lub dla złotych zębów, wykorzystywali seksualnie, zabierali jedzenie. Jeżeli dodać do tego morderczą pracę w kamieniołomie… cóż, rzeczywiście niektórzy mówili, że Auschwitz przy Gross-Rosen to było sanatorium. Mocne, ale to relacje więźniów” – dodaje.

Joanna Lamparska w swoim reportażu opisuje również na czym polegały wspomniane eksperymenty. Jeden z nich dotyczył zespolenia „gardzieli z żołądkiem za pomocą fałdu skórnego klatki piersiowej poprowadzonego przed mostkiem. Pozwalał on na komunikację między gardzielą a żołądkiem. Ponieważ tak wytworzony «przełyk» nie miał zdolności perystaltyki (jak to się dzieje u zdrowych ludzi), chory («wyleczony») musiał własnymi rękami przesuwać połkniętą treść po mostku. W Brzegu Dolnym natomiast więźniowie byli zamykani w przeźroczystej tubie na kilka minut, potem tracili często wzrok”. W książce opisany jest także profesor Carl Clauberg, który „testuje na więźniarkach autorską metodę sterylizacji. Bez znieczulenia wprowadza im do narządów rodnych drażniący środek chemiczny. To nieprawdopodobna ironia, że lekarz, który sterylizuje inne kobiety, desperacko marzy o dziecku” – mówi autorka i dodaje, że „eksperymenty służyły przemysłowi III Rzeszy, firmom farmaceutycznym, ale też każdy lekarz chciał być chirurgiem, więc wybierał sobie zdrowych więźniów, żeby na nich ćwiczyć”.

Autorka wspomina także, że przed napisaniem reportażu przeczytała i usłyszała wiele obozowych świadectw.

„Ogromne wrażenie robi na mnie opowieść starszego pana, który zadzwonił do mnie ze Stanów Zjednoczonych. Z młodszym braciszkiem trafił do Auschwitz. Dzieci dość długo były pod ochroną kapo, który prawdopodobnie miał sumienie. Ale pewnego dnia przyszedł Mengele. Miał ze sobą czekoladę. Dał ją kilkuletniemu bratu mojego rozmówcy, wziął chłopczyka za rękę i już zamierzał go zabrać ze sobą, kiedy dziecko się obróciło, oddało czekoladę starszemu bratu i powiedziało: mnie nie będzie już potrzebna. W tej scenie jest cała tragedia obozu” – opowiada.

Jeśli chodzi o dalsze losy lekarzy, autorka zauważa, że niektórzy oczywiście zostali oskarżeni i skazani na śmierć, inni natomiast do końca swojego życia nie zostali ukarani. „Karl Babor uciekł do Afryki, Mengele do Ameryki Południowej, żaden nie odpowiedział za to, co zrobił innym. Babor jeszcze w 1964 roku powiedział, że tylko zwierzęta są warte życia, a ludzi trzeba wysyłać do gazu. Mengele natomiast oddał się pisaniu poezji i pamiętników” – puentuje.

 

Źródło: głos24.pl

« 1 »

reklama

reklama

reklama