Warto zapytać siebie: czy dziś podobałem się Bogu albo – idąc za Janem od Krzyża – czy Jezus postąpiłby tak samo na moim miejscu, mając mój wiek, moje zdrowie i znajdował się w podobnej sytuacji. Na tym właśnie polega ciągłe konfrontowanie siebie z Wzorem wszystkich wzorów, by dojść do możliwego dla mnie pułapu doskonałości – mówi o. dr Jerzym Szyran OFMConv.
Agnieszka Warecka, „Echo Katolickie”: Jednym z istotnych warunków dobrej spowiedzi jest rachunek sumienia. Słowo „rachunek” kojarzy się nam z matematyką. Proszę Ojca, czy Pan Bóg jest Wielkim Matematykiem drobiazgowo odznaczającym każdy nasz grzech i wymagającym skrupulatności w ich wyznawaniu?
O. dr Jerzy Szyran: Może rzeczywiście to słowo źle się kojarzy, tym bardziej że w wielu językach odpowiednikiem słowa „rachunek” jest „egzamin”. A zatem trzeba zdać egzamin, rachunek, sprawę przed… sobą. Bóg już dawno wie, co człowiek nawywijał, i czeka teraz na jego powrót z dalekiej podróży. Jakiej podróży? Poza przestrzeń wiary, nadziei i miłości. W ogólnym bowiem przekonaniu wszelkie przykazania w mentalności człowieka mają strukturę liniową (jeden za drugim) albo stożkową, gdzie na szczycie jest owo najważniejsze przykazanie. Tymczasem przykazania są okręgiem i słupki przykazań wyznaczają pewną przestrzeń, wewnątrz której człowiek może się poruszać – wchodzić w głąb – do samego epicentrum tej przestrzeni, którym jest Bóg-Miłość. To wyprawa w nieskończoność. Tak jak można kochać nieskończenie – miłość nie ma granic. Człowiek zatem powinien uświadomić sobie, że przez grzech wyszedł poza obręb owej przestrzeni – wkroczył świadomie i dobrowolnie na terytorium wroga.
By powrócić, musi uzmysłowić sobie swój stan i potrzebę Boga: „Co ja tu robię? Musiałem na moment oszaleć, by uciec od Boga, by powiedzieć Mu: «nie chcę Cię» – «daj mi spokój – chcę realizować własny projekt na szczęście!»”. I dlatego rachunek – egzamin sumienia jest potrzeby, by dojrzeć stan swego ducha i odpowiedzieć Bogu na pytanie, które zadał już kiedyś Adamowi: „Gdzie jesteś?”.
W swojej książce pisze Ojciec: „Rachunek sumienia to jedna z najważniejszych - obok modlitwy myślnej - praktyk duchowych”. Dlaczego jest on tak ważny?
Można to przyrównać do diagnozy (stan duszy) i podjęcia leczenia (środki terapeutyczne). „Gdzie jesteś?” - dokąd masz dojść? Punktem docelowym jest Jezus - być podobnym do Niego (chrystoformizacja). Środkami są cnoty, które upodabniają człowieka do Jezusa. To terapia, która nie leczy objawów, lecz przyczyny.
Istnieje wiele definicji grzechu. Proszę podać najbliższą Ojcu…
Jeśli człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga – to w tej zasadzie kryje się pełnia jego człowieczeństwa.
Grzech jest odejściem od Boga i zniekształceniem w sobie podobieństwa do Niego. Można zatem powiedzieć, że grzech jawi się jako sukcesywne schodzenie z etosu człowieczeństwa.
Jest schodzeniem w dół – aż do odczłowieczenia. Proces ten dokonuje się wtedy, gdy człowiek nie dba o swoje sumienie i każdorazowy powrót do Boga.
Sumienie… - czy nie wydaje się Ojcu, że dziś, w epoce dominacji postprawdy, rozmycia kryteriów dobra i zła, zatraciliśmy zdolność właściwego rozeznawania? A bez niego nie ma mowy o dojrzałości chrześcijańskiej. Jak to naprawić?
Myślę, że warto przywołać tu słowa Jana Pawła II: jeśli nikt od ciebie nie wymaga - wymagaj sam od siebie. Należałoby przyjąć następujące założenia: nie ma miłosierdzia bez nawrócenia; czyściec, piekło i niebo są realne; nie dopasowuj Ewangelii do siebie, lecz siebie do wymogów Ewangelii;
zostań wyznawcą radykalizmu ewangelicznego – nawet jeśli do końca ci to nie wychodzi; nie powtarzaj za innymi, że wymagania moralne są przesadą; kochaj Boga i okazuj Mu to codziennie;
czekaj na spotkanie z Jezusem – ono będzie jutro (jeśli nie nastąpiło dzisiaj). Ci, którzy przyjmą powyższe zasady do swego życia, w ostatecznym rozrachunku wygrają życie wieczne.
Pojęcie grzechu zastępowane jest obecnie „winą”. Wielu stosuje oba słowa zamiennie, choć to przecież nie to samo…
W Mszy św. często powtarzamy słowa: „…zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina…”. O czym one mówią? Że ja jestem autorem mojego grzechu i biorę za niego całkowitą odpowiedzialność. Czynię to w przekonaniu, że mój grzeszny akt był w pełni aktem ludzkim, świadomym i dobrowolnym. Istnieją jednak sytuacje, gdy zło moralne nie może być uznane za akt ludzki (niepoczytalność), brak świadomości lub dobrowolności. Wtedy wina (odpowiedzialność) jest zmniejszona albo całkowicie zniesiona. Tak więc nie można swobodnie zastępować słowa „grzech” terminem „wina”.
W naszych rachunkach sumienia koncentrujemy się często na „grzechach ciała”. Uciekają nam „grzechy ducha” – bywa, że brakuje świadomości, iż np. duchowa stagnacja, kwestia motywacji czy intencji działania, pielęgnowanie w sobie toksycznych relacji itp. powinny stać się przedmiotem duchowego rozrachunku. Skąd to się bierze: ze źle ukształtowanego sumienia, a może zaniedbania w nauczaniu katechizmowym?
Kiedyś usłyszałem, że VI przykazanie („nie cudzołóż”) jest na szóstej pozycji i tak należy je traktować. Dla wielu jednak VI przykazanie stanowi szczyt owej piramidy, do której są porównywane przykazania Dekalogu. Jedno i drugie stwierdzenie jest błędne.
Zestawiając dwa wykroczenia: opuszczenie niedzielnej Mszy św. i niedzielne zakupy, z grzechem przeciwko czystości – jakoś wewnętrznie czujemy, że grzechy przeciw VI przykazaniu są „cięższe”. Skąd to się wzięło? Pewno z niedouczenia, obsesji na tym punkcie czy z opinii społecznej.
Dlatego właśnie Jan Paweł II w „Reconciliatio et paenitentia” odszedł od podziału grzechów na lekkie i ciężkie, lecz wskazał na ich skutki (grzechy powszednie i śmiertelne). Co nie zmienia faktu, że wielu duchownych wciąż używa starej, błędnej terminologii. Tak więc obydwa wspomniane wykroczenia przynoszą taki sam skutek dla duszy, choć w ludzkich odczuciach mogą się znacznie różnić co do swej ważności. Przykazania należy traktować z równą każdemu z nich ważnością. Myślę, że próbą wyjaśnienia może być pewien drakoński przykład: cóż za różnica, czy rzucę się z dziesiątego piętra, czy pod pociąg. Dla ludzi jest to różnica, lecz dla mnie efekt będzie taki sam. Analogicznie dla duszy grzech jest śmiercią.
Robiąc rachunek sumienia, ważne jest, by zachować pewien porządek – kolejność. Jest wiele propozycji w tej materii. W swojej najnowszej książce proponuje Ojciec duchowe rozeznawanie według modelu obecnego w modlitwie „Ojcze nasz”. Skąd ten pomysł?
Bardzo dobre pytanie, ale nie znam na nie odpowiedzi. Kiedyś doszedłem do przekonania, że „Modlitwa Pańska” – choć sama w sobie jest modlitwą – może stać się schematem modlitwy osobistej. A dalej to już pewnie na drodze skojarzeń. W tej sprawie proszę pytać Wyżej, ja jestem za głupi, żeby takie coś wymyślić… (śmiech).
Na koniec proszę o praktyczną radę: jak dobrze zrobić rachunek sumienia?
Nie będę tu w żaden sposób oryginalny i posłużę się Ignacym Loyolą. Rachunek sumienia dwa razy dziennie: w południe i wieczorem.
W południe ogarniam myślą wszystko, co wydarzyło się od rana (ewentualnie w nocy): miejsca, osoby, sytuacje i moje postawy wobec Boga, osób i siebie samego. Na koniec trzeba postawić sobie pytanie: co mogę zmienić w przyszłości, gdy znów zaistnieją podobne sytuacje: może zejść komuś z drogi, zamilknąć i nie wchodzić w polemikę, a może uśmiechnąć się i odejść, czy pomóc, gdy mogę w ten sposób czemuś zaradzić. Wieczorem – oprócz tego, o czym była mowa powyżej – warto jeszcze zapytać siebie: czy dziś podobałem się Bogu albo – idąc za Janem od Krzyża – czy Jezus postąpiłby tak samo na moim miejscu, mając mój wiek, moje zdrowie i znajdował się w podobnej sytuacji. Na tym właśnie polega ciągłe konfrontowanie siebie z Wzorem wszystkich wzorów, by dojść do możliwego dla mnie pułapu doskonałości.
Jerzy Szyran OFMConv – franciszkanin, doktor teologii, wykładowca teologii moralnej, cenzor kościelny książek i treści religijnych, autor wielu publikacji naukowych i popularyzatorskich z zakresu teologii moralnej, prowadzi stronę internetową szyran.franciszkanie.pl. Wydał m.in.: „Cnoty i wady”, „Traktat o modlitwie Jezusowej”, „Mała droga wielkiej świętej”, „Słowa otuchy i pociechy”, „Rachunek sumienia według modelu «Ojcze nasz»”.
Źródło: Echo Katolickie 7/2025
Dziękujemy za przeczytanie artykułu. Jeśli chcesz wesprzeć naszą działalność, możesz to zrobić tutaj.