„Informacje od ABW”. Minister brnie po rozpowszechnieniu fejka

Minister koordynator służb specjalnych rozpowszechnił zmyśloną wiadomość o spadku aktywności rosyjskich botów. Tomasz Siemoniak jako źródło podał Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Po ujawnieniu dezinformacji minister nadal twierdzi, że miał dane od ABW. Jego słowom zaprzeczają polskie i niemieckie źródła.

Ta wiadomość zrobiła w internecie błyskawiczną karierę: ukraiński atak na centra danych rosyjskiej firmy Yandex miał doprowadzić do nagłego spadku aktywności botów rozpowszechniających w internecie rosyjską propagandę. Popularność miały stracić nagle konta związane z partią Alternatywa dla Niemiec. Internauci wskazywali też konkretnych polskich polityków, których wirtualni znajomi mieli zniknąć.

Podczas poniedziałkowej odprawy rządowej minister Tomasz Siemoniak powiedział:

„ABW obserwuje znaczący, radykalny spadek działalności rosyjskich botów w sieci, to jest zjawisko światowe. Po zbombardowaniu trzech centrów danych i wyłączeniu trzech rosyjskich superkomputerów, na świecie praktycznie ustał ruch rosyjskich botów, przynajmniej na ten moment”.

Instytuty nie widzą zmian

Ataki rzeczywiście miały miejsce – 8, 9 i 11 października ukraińskie drony uderzyły w centra danych niedaleko Moskwy: w Kałudze, Sasowie i Władimirze. Obiekty te należą do firmy Yandex, rosyjskiego odpowiednika Google’a. Spadek aktywności botów to jednak nieprawda.

Grafika, na podstawie której podawano tę informację została – jak ustalił jeden z niemieckich dziennikarzy – stworzona przez „24-letniego Franka i była oznaczona jako wygenerowana przez AI. Niemiecki instytut badawczy Cemas zajmujący się dezinformacją, instytut Hasso Plattnera i think-tank Polisphere oficjalnie zaprzeczają temu, by zaobserwowano spadek liczby postów, który można by wytłumaczyć atakiem na Yandex. Także polska Narodowa i Akademicka Sieć Komputerowa nie potwierdza spadku aktywności polskojęzycznych kont rozpowszechniających dezinformację.

Zajmujący się geopolityka bloger Jarosław Wolski, który – prawdopodobnie pierwszy w Polsce – rozpowszechnił grafikę publicznie za to przeprosił.

„Informacje od ABW”. Minister brnie po rozpowszechnieniu fejka   Fejkowa grafika, która zrobiła karierę w internecie x.com

A właśnie że od ABW

Tymczasem minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak nadal twierdzi, że swoje informacje dostał od służb specjalnych, a nie z „żadnych «fejkowych grafik».

„Posługiwałem się publicznie wyłącznie informacjami otrzymanymi od ABW, o których mogłem powiedzieć publicznie. ABW ma świetnych ekspertów od internetu, do których ocen mam zaufanie” – napisał Siemoniak w mediach społecznościowych.

We wpisie dodał też: „Nie wdając się w bardziej techniczne szczegóły, na które przyjdzie czas, chcę zauważyć, że wyłączenie trzech wielkich centrów danych i superkomputerów lidera rosyjskiego internetu miało oczywisty wpływ na zmiany ruchu sieciowego z tego kierunku. Pewnie przejściowy, pewnie pełny niuansów techniczno-terminologicznych (crowlery, skrypty, boty itd.)”.

Cenzura musi być

Publiczna kompromitacja nie zmienia planów obozu rządzącego, by jak najszybciej wprowadzić mechanizmy cenzury w internecie. Senat pracuje nad przyjętym przez Sejm w ubiegłym tygodniu kontrowersyjnym projektem ustawy, zgodnie z którą treści w internecie byłyby blokowane na wniosek policji lub prokuratury, bez decyzji sądu. Z kolei wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski zwołał na piątek nadzwyczajne spotkanie z przedstawicielami największych firm informatycznych: Mety, Google’a, TikToka, Discorda i Telegramu. Zamierza przedstawić im informacje z monitoringu sieci i poprosić o blokowanie treści uznanych za takie, które mogą skłaniać najmłodszych do agresji. Powodem działań posłów i rządu są dwa ubiegłotygodniowe ataki w szkołach. Początkowo przypuszczano, że mógł to być efekt challenge’u, czyli internetowego wyzwania. Policja nie potwierdziła tych przypuszczeń.

Źródła: x.com, interia.pl, euronews.com, wp.pl

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« ‹ 1 › »