Są zarzuty dla zabójcy z Jarosławia. Ihorowi M. grozi dożywocie

Zabójstwo, usiłowanie zabójstwa i spowodowanie ciężkich obrażeń ciała – takie zarzuty postawiono 31-letniemu Ukraińcowi. Ihor M. ranił nożem pięć osób w opactwie benedyktynek w Jarosławiu. Jeden z rannych, ks. Stanisław Zbojnowicz, zmarł w szpitalu. Sprawcy grozi dożywocie.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Przemyślu Małgorzata Taciuch-Kurasiewicz poinformowała podczas piątkowej konferencji prasowej, że pozostali pokrzywdzeni są w stanie stabilnym i obecnie ich życiu nic nie zagraża.

„Mamy już sformułowane zarzuty wobec sprawcy, pana Ihora M. Są to zarzuty spowodowania zbrodni zabójstwa oraz usiłowania zabójstwa pokrzywdzonych i spowodowania ciężkich obrażeń ciała” – powiedziała. Dodała, że za zarzucane czyny grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Ihor M. przebywa w szpitalu. Prokuratura powołała biegłych, którzy mają ocenić, czy może uczestniczyć w czynnościach procesowych.

„Jeżeli chodzi o jego stan fizyczny, on został zaopatrzony medycznie, bo odniósł także obrażenia, ale przede wszystkim nam tutaj chodzi o tę sferę psychiczną” – wyjaśniła Taciuch-Kurasiewicz.

Rzecznik zaznaczyła, że jeśli stan zdrowia mężczyzny nie pozwoli na wykonanie czynności w ciągu 48 godzin od zatrzymania, zarzuty nie zostaną mu w tym czasie formalnie ogłoszone i może nie zostać przesłuchany. Prokurator wystąpił już do sądu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie Ihora M. W razie potrzeby w posiedzeniu sądu będzie uczestniczył ustanowiony dla niego obrońca z urzędu.

Podróż lawetą

Według nieoficjalnych informacji, na które powołuje się radio Eska, Ihor M. w przeszłości służył w ukraińskiej armii, w tym na froncie wojny z Rosją.

Taciuch-Kurasiewicz poinformowała również, że nie ma jeszcze wyników badań krwi 31-latka na obecność substancji psychoaktywnych. Prokurator powołał tłumacza do udziału w czynnościach procesowych i tłumaczenia pism, które trzeba będzie doręczyć mężczyźnie.

Bożena Harasz-Wołoszyn z Prokuratury Okręgowej w Przemyślu przekazała, że w nocy 23 września Ihor M. wjechał do Polski z Niemiec przez przejście w Świecku. Zamierzał przekroczyć granicę z Ukrainą w Korczowej, ale jego pojazd nie miał obowiązkowego ubezpieczenia OC. Z Korczowej inne osoby przewiozły go prywatnym samochodem do Jarosławia. Nieoficjalnie wiadomo, że dojechał lawetą, która zabrała też jego auto. Śledczy ustalają, gdzie dokładnie wysiadł i jak dotarł do opactwa.

Zwykłe kajdanki

Harasz-Wołoszyn wyjaśniła, że zdarzenie rozegrało się w kościele i znajdującej się przy nim kawiarence benedyktyńskiej. Kuchnia, z której podejrzany wziął nóż, jest zapleczem kawiarenki. Prokuratura nie ma jeszcze szczegółowych ustaleń, dlaczego mężczyzna udał się właśnie w to miejsce.

Podejrzanego zatrzymali policjanci na zewnątrz, przed budynkiem kościoła. „W chwili zatrzymania nie stawiał oporu i wykonywał polecenia interweniujących funkcjonariuszy” – powiedziała Harasz-Wołoszyn. Skuto go zwykłymi, a nie zespolonymi kajdankami.

Napastnik trafił do szpitala z ranami rąk. Jak relacjonował „Fakt”, na szpitalnym oddziale ratunkowym mężczyzna zachowywał się w sposób skrajnie irracjonalny. Miał między innymi krzyczeć do personelu: „tam dobrze karmią i parzą pyszną kawę”. Po opatrzeniu ran Ihor M. trafił na oddział psychiatryczny. Umieszczono go w izolatce, gdzie przebywa pod całodobową strażą policji.

Oględziny miejsca zdarzenia zakończyły się w czwartek po godz. 19:00. Policja i prokuratura przesłuchały blisko 20 osób, które znajdowały się na terenie kompleksu klasztornego, a także funkcjonariuszy Straży Granicznej uczestniczących w odprawie Ihora M. Przesłuchania trwają.

Śledztwo prowadzi obecnie Prokuratura Rejonowa w Jarosławiu, ale prawdopodobnie jeszcze w piątek przejmie je Prokuratura Okręgowa w Przemyślu. 

Cios w plecy

W wyniku ataku Ihora M. zginął ks. Stanisław Zbojnowicz. Został ugodzony nożem w plecy.

Drugi z duchownych, ks. Marek, przeszedł skomplikowane operacje chirurgiczne. Lekarze określają jego stan jako krytyczny, choć stabilny. Kapłan ma pozostawać na oddziale intensywnej terapii pod stałą opieką specjalistów.

Lżej ranny ksiądz Adrian został wypisany ze szpitala jeszcze w czwartek około godz. 18:00 i wrócił do opactwa. Dwie osoby świeckie – kobieta i mężczyzna, którzy interweniowali w obronie kapłanów – również otrzymały pomoc medyczną. 

Źródła: PAP, Salon 24

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« ‹ 1 › »