Zaczęło się. Późna aborcja na Brochowie

We wrocławskim szpitalu przeprowadzono aborcję w 35. tygodniu ciąży – informuje Krzysztof Kasprzak z Fundacji Życie i Rodzina. Jak podaje, w ciągu ostatnich dni w placówce zginęło już dwoje dzieci.

Według Kasprzaka, 30 października dokonano aborcji dziecka mającego 12 lub 13 tygodni życia płodowego.

„Podstawa to kartka od psychiatry, matka po wizycie w prywatnym gabinecie Gizeli Jagielskiej” – napisał działacz pro-life.

W piątek 30 października informacja o planie przeprowadzenia tej aborcji rozeszła się przez media społecznościowe. Tym razem dziecka nie udało się uratować.

Późna aborcja miała miejsce 2 listopada. Dokonano jej w podobny sposób jak w przypadku Felka, który zginął w Oleśnicy.

„Dziecko w 35. tyg. życia płodowego, z zaburzeniem wzrastania. Przed przerwaniem ciąży dziecko zostało celowo zabite w ramach tzw. «asystolii płodu» – to już przestępstwo zabójstwa, które Fundacja Życie i Rodzina zgłasza do Prokuratury” – napisał Krzysztof Kasprzak.

Raz się udało

O szpitalu im. Falkiewicza na wrocławskim Brochowie zrobiło się głośno, kiedy placówka postanowiła zatrudnić Gizelę Jagielską, ginekolog przeprowadzającą aborcje. Jagielska podjęła tam pracę na początku października. Jak sama mówiła, kieruje oddziałem położnictwa, jednocześnie robiąc specjalizację na neonatologii. Media podają, że w szpitalu im. Falkiewicza pracuje także jej mąż.

W połowie miesiąca do szpitala zgłosiła się kobieta, która na podstawie zaświadczenia od psychiatry chciała pozbyć się dziecka w ok. 36. tygodniu ciąży. Ogólnopolska mobilizacja osób broniących życia sprawiła, że do aborcji nie doszło, a w szpitalu pojawiła się policja.

 

Źródła: x.com, Opoka

Ten artykuł powstał dzięki naszym Darczyńcom. Dziękujemy za Wasze wsparcie.

« ‹ 1 › »