Prof. Egbert Schuurman: chrześcijanie nie mogą uciekać od problemu troski o środowisko

Holenderski naukowiec i działacz społeczny od dziesięcioleci wskazuje, jak postoświeceniowe, stechnicyzowane spojrzenie na świat przyczynia się do zniszczenia środowiska naturalnego. Niestety także wielu chrześcijan ulega tej fałszywej wizji świata

 

 

Obecna debata na temat klimatu zbiera w sobie trwające od dziesięcioleci dyskusje na temat środowiska, mówi holenderski prof. Egbert Schuurman. „Podstawową przyczyną jest władza ekonomii, napędzana przez technologię i naukę. To pieniądze są przyczyną sprawczą. Pieniądze wyrządzają wiele zła na całym świecie. Ostateczne słowo zawsze należy do nich”.

 

Prof. Schuurman (obecnie mający 84 lata) regularnie poruszał aktualne kwestie w polityce, nauce i społeczeństwie jako filozof technologii i senator z ramienia holenderskiej ChristenUnie (Unii Chrześcijańskiej). Jego prace na temat katastrofalnego wpływu techniki na stworzenie zostały przetłumaczone na różne języki, ostatnio na portugalski i hiszpański, a wcześniej na chiński i angielski.

 

Ten emerytowany profesor z Delft i Amsterdamu od dziesięcioleci intensywnie śledzi dyskusje na temat klimatu i środowiska. W 1974 r. napisał artykuł „De aarde is er ook nog” (Ziemia też istnieje). Na tylnej okładce napisano, że ludzkość stoi przed „olbrzymiej wielkości problemem katastrofy ekologicznej”. Czy czasy się zmieniły? Prof. Schuurman mówi: „Napisałem o religijnym podłożu problemu ekologicznego. Otrzymałem odpowiedź od kilku teologów. Jeden ze studentów teologii napisał na ten temat pracę magisterską na podstawie tego artykułu. Poza tym nie było żadnego zainteresowania”.

 

Mówiąc w przenośni: było to wołanie na puszczy?

 

Nadal tak jest. W 2002 r. byłem delegatem na drugą konferencję ONZ na temat środowiska i klimatu w Johannesburgu. Nie było tam jednak dyskusji o podłożu i przyczynach. Moja praca życiowa zawsze polegała na refleksji nad technologią. Nowoczesna technologia jest abstrakcyjną nauką, która oddziela człowieka od natury. Siły nauki, technologii i ekonomii mają coraz większy wpływ na kulturę. Wynikiem tego są liczne dzisiejsze problemy kulturowe, wśród których kryzys klimatyczny jest najbardziej uderzający. Tak zwana teologia „śmierci Boga” złamała opór wielu chrześcijan, a kultura sekularyzuje się w szybkim tempie pod wpływem rozwoju techniczno-ekonomicznego.

 

Ewangeliczni chrześcijanie w niewielkim stopniu interesowali się kwestiami środowiska i zarządzania ziemią. Dlaczego zostawiali to tzw. chrześcijanom liberalnym?

 

W kręgach reformowanych cała rzeczywistość, w tym przyroda, była w pełni uznawana za Boże stworzenie. Milcząco, a nawet nie zdając sobie sprawy z niebiblijnego spojrzenia na przyrodę, członkowie tradycyjnych Kościołów protestanckich podporządkowywali się jednak dominującemu rozwojowi kultury w przemyśle i rolnictwie. Ogólnie rzecz biorąc, uczniowie z kręgów reformowanych poszli za rozwojem techniki. To wydawał się wybór najmniej szkodliwy.

 

Początkowo w kręgach rolniczych istniał opór przeciwko uprzemysłowieniu uprawy roli i hodowli bydła. Teraz, po pięćdziesięciu latach, rolnicy stali się nawet jej orędownikami. W tamtych czasach, od 1972 do 1990 roku, dużo mówiłem dla holenderskiego Związku Chrześcijańskich Rolników i Ogrodników CBTB. Spotkałem się wtedy z aprobatą, zwłaszcza kobiet rolników. Mężczyźni niejednokrotnie mówili mi, że bank wywiera na nich presję. Tak właśnie przebiegało dostosowanie.

 

W lokalnej kulturze kontaktów osobistych chrześcijanie mogli dojrzeć, co się dzieje, ale w perspektywie kultury wielkoskalowej — już nie. Ulegali jej silnym wpływom. Fakt, że lewicowi chrześcijanie stawiali opór, miał związek z tym, że sekularyzacja i dechrystianizacja wymagały większej uwagi horyzontalnej. Ci stali się aktywni kulturowo.

 

Papież Franciszek ostrzega przed eksploatacją stworzenia spowodowaną neoliberalizmem i niepohamowanym myśleniem o wzroście. Czy jest to przykład dla protestantów?

 

Podoba mi się jego wizja. On pochodzi z kraju trzeciego świata. To wiele mówi. Nawet jeśli ludzie słusznie dostrzegają minusy neoliberalnej praxis, nie widzą, że przecenianie technologii i jej metod ma wiele szkodliwych konsekwencji. Dzieje się tak dlatego, że napędzana pieniędzmi neoliberalna gospodarka pociąga za sobą wiele ofiar, a także eksploatuje i niszczy przyrodę.

 

Myślenie staje się myśleniem materialistycznym, technicznym. Można nawet powiedzieć, że rozwój kultury kieruje się symbolicznym obrazem maszyny, zamiast biblijnym modelem kultury ogrodu. A więc właściwie śmierć kontra życie. Technika i myślenie techniczne, które stało się dominujące także poza techniką, przeciwstawia się uznaniu, że żyjemy w Bożym stworzeniu.

 

Widać w tym wpływ poglądów na naturę Karola Marksa i innych, którzy za nim podążali. Sprowadza się on do idei, że natura jest czymś neutralnym i pozbawionym znaczenia, któremu my, ludzie, nadajemy znaczenie poprzez technikę. Ten technicyzm jest nadal bardzo żywy, ale nie poświęca się mu prawie żadnej uwagi w krytycznych dyskursach kulturowych, w tym chrześcijańskich.

 

Islam jako sprzymierzeniec?

 

Godne uwagi jest to, że prof. Schuurman, kiedy w 2007 r. opuszczał Wageningen, również w pewnym sensie dostrzegał islam jako sprzymierzeńca w trosce o stworzenie.

Muzułmańscy studenci dali mi do przeczytania dzieła z islamu, które wskazywały na kulturę zachodnią jako źródło globalnego kryzysu klimatu i stworzenia. Oni uważali chrześcijaństwo za głównego winowajcę, ja jednak postrzegam Oświecenie — zsekularyzowaną formę chrześcijaństwa — jako przyczynę upadku kultury.

 

Niemniej, możemy się wiele nauczyć z ich krytyki kultury zachodniej. Myślenie techniczne zarzuca myśl o pochodzeniu wszystkiego od Boga i redukuje wielkie dzieło do maszyny. Natura jest wyłącznie rzeczywistością techniczną, która musi być jeszcze zbadana i opanowana. To jest źródło problemu klimatycznego, który jest czymś więcej niż tylko emisją CO2.

 

Holenderski ekonomista prof. Bob Goudzwaard był w tamtych czasach często głosem na puszczy. Ostrzegał przed kapitalizmem i myśleniem opartym na postępie. Jak Pan odbierał jego słowa?

 

Goudzwaard zawsze był mi bliski. Dla mnie ekonomizm lub kapitalizm i technicyzm — absolutyzacja ekonomii i technologii — są jak bliźnięta syjamskie, z których technicyzm jest pierworodnym. Goudzwaard zawsze tak uważał, choć nie znajdziecie tego w jego publikacjach. Napisał jednak piękną przedmowę do angielskiego tłumaczenia mojej książki „Techniek en Toekomst” (Technika i przyszłość).

 

Ale większym prorokiem, jak sądzę, jest E. F. Schumacher (niemiecki wpływowy myśliciel ekonomiczny - przyp. red.), który analizuje kryzys kulturowy w swoich książkach "Hou het klein" (Zachowaj to, co małe) i "Gids voor Verdoolden" (Przewodnik dla błądzących). Postuluje on, że globalna technologia i ekonomia stały się groźne dla świata i sprowadziły nas na manowce. Niestety, jego propozycje i idee miały niewielki wpływ na kulturę, pomimo jego globalnego wpływu w latach 80-tych w związku z kryzysem energetycznym.

 

W jaki sposób Kościoły poddały się raportom Klubu Rzymskiego w latach 70-tych?

 

Przeważnie było więcej krytyki niż uznania. W latach 70. brałem udział w konferencjach klimatycznych; pozwolono mi też przemawiać w Radzie Kościołów i w dawnym CNV (chrześcijańskim związku zawodowym - przyp. red.). O dziwo, zwykle spotykałem się z aprobatą. Ale skutki czekają do dziś. Z kryzysem klimatycznym nie możemy już sobie poradzić. Gazy, które teraz dostały się do atmosfery, ledwo możemy z niej wydostać.

 

Dlaczego jest tak, że wierzący w Biblię chrześcijanie więcej uwagi poświęcali kwestiom mikroetycznym (aborcja i eutanazja), a mniej makroetycznym, takim jak środowisko i klimat?

 

Ma to związek z małą, osobistą i uporządkowaną kulturą, na którą ma się wpływ, w przeciwieństwie do dużej, nieuporządkowanej kultury technologii i ekonomii. Podczas gdy to właśnie w dużej kulturze życie jest zagrożone i niszczone we wszystkich jego formach w Bożym stworzeniu.

 

Od dłuższego czasu nie ma troski o środowisko i przyrodę oraz o ich niszczenie. Jest to bardzo dziwne, ponieważ badania kosmosu wykazują, że Ziemia jest być może jedyną planetą w wielkim kosmosie, na której istnieje życie. Jakże niezwykły jest cud życia! Powinniśmy z niego korzystać oszczędniej. Jesteśmy uparci.

 

Nie zrozumcie mnie źle: dostrzegam też niebezpieczeństwo horyzontalizmu. Nie osiągniemy nieba na ziemi, ponieważ nadejdzie ono tylko dzięki interwencji Boga. Jezus Chrystus i Jego Królestwo są siłą i dynamizmem stworzenia, i dlatego pozostaję pełen nadziei.

 

Wywiad przeprowadził Klaas van der Zwaag

 

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama