reklama

Milczenie wokół Katynia

Konsekwencje zbrodni katyńskiej dla Polski były olbrzymie: nastąpiła luka pokoleniowa wśród polskich elit. Taki też był cel stalinowskich oprawców

O zbrodni katyńskiej, która była wymierzona nie tylko w ludzi, ale także w prawdę, mówi historyk prof. Wojciech Polak.

Kim byli Polacy pomordowani w Katyniu, Charkowie, Miednoje i innych sowieckich obozach? Ogólnie mówi się: żołnierze, ale oni byli przecież lekarzami, urzędnikami, wykładowcami, nauczycielami, prawnikami, czyli elitą polskiego społeczeństwa.

Byli to głównie żołnierze, przede wszystkim oficerowie Wojska Polskiego, ale także niżsi rangą. Wiemy, że wśród oficerów, którzy brali udział w wojnie obronnej 1939 r., sporo było oficerów rezerwy, czyli ludzi przynajmniej z maturą, a także z wyższym wykształceniem. Przed wojną obowiązywały przepisy, że po maturze szło się do podchorążówki, a wychodziło z niej w stopniu oficera rezerwy. To oznacza, iż byli to ludzie często dobrze wykształceni, należący do elity intelektualnej kraju: urzędnicy, artyści, pisarze, naukowcy, nauczyciele, inżynierowie, architekci itp. Warto dodać, że wśród ofiar zbrodni katyńskiej znaleźli się także policjanci, funkcjonariusze Korpusu Ochrony Pogranicza, różnych innych formacji mundurowych; na liście katyńskiej, zwłaszcza tej ukraińskiej i odtwarzanej przez historyków liście białoruskiej widnieje również sporo urzędników, ziemian, fabrykantów itd. To byli ludzie z różnych kręgów, sfer, ale dominowali o wysokim wykształceniu, należący do ówczesnych elit społecznych.

Sowieci mieli przygotowany plan i konsekwentnie go realizowali. 9 października Ławrientij Beria, szef NKWD, nakazał selekcję, czyli wydzielenie z grup jeńców polskich oficerów, pracowników wywiadu, sądownictwa, policji państwowej i zgromadzenie ich w obozach w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku. 5 marca 1940 r. przedstawił wniosek o rozstrzelanie wielotysięcznej grupy polskich więźniów.

Polscy jeńcy wojenni i więźniowie stanowili dla państwa sowieckiego problem, bo trzeba było ich karmić, pilnować itd., chociaż warunki żywienia czy bytowe w obozach, gdzie ich przetrzymywano, były straszne, nie mówiąc już o więzieniach. Na pewno chcieli się pozbyć tego problemu, jednak przede wszystkim chodziło o pozbawienie Polski tych, którzy stanowili elitę polskiego społeczeństwa: ludzi wysoko wykształconych, myślicieli, nauczycieli, naukowców, lekarzy, artystów itd. Tych, którzy odgrywaliby znaczącą rolę w walce o wolność Polski, a gdyby Polska odzyskała niepodległość, to także w jej życiu politycznym czy społecznym. Stąd decyzja o wymordowaniu ich wszystkich.

Jakie konsekwencje ta zbrodnia wywarła na Polsce?

Nastąpiła luka pokoleniowa. Bardzo ciężko zbadać tego konsekwencje, ale można mniemać, że ci ludzie - gdyby przetrwali wojnę - przyczyniliby się w sposób bardzo istotny do rozwoju naszej nauki, kultury, obfitowalibyśmy w osiągnięcia naukowe, kulturalne itp. w stopniu większym niż obecnie. Wiadomo też, że elity wychowują elity, a poprzez zbrodnię katyńską zerwana została pewna ciągłość i potem ciężko to było nadrobić.

Czy można pokusić się o stwierdzenie, że bez zbrodni katyńskiej wojna potoczyłaby się inaczej lub nie pozostalibyśmy tak długo pod wpływem ZSRR?

Trudno powiedzieć, bo są to rozważania nieweryfikowalne. Niemniej Władysław Pobóg-Malinowski, znany historyk, napisał swego czasu, że „gdybać” się nie powinno, ale właściwie bez „gdybania” nie sposób jest pisać o historii politycznej. Możliwe, że gdyby ci ludzie nie zostali zgładzeni, nasze dzieje podczas II wojny światowej potoczyłyby się inaczej. Może rzeczywiście te elity przyspieszyłyby upadek komunizmu. Nie możemy tego z całą pewnością stwierdzić, ale takie przekonanie mieć możemy.

Przez lata temat zbrodni katyńskiej był owiany wielką tajemnicą. Dlaczego?

Na początku mowa była tylko o mordach w Katyniu, bo informacje o pozostałych miejscach pochówku osób zamordowanych ujawniono sporo później. Tak naprawdę o pozostałych miejscach pochówku dowiedzieliśmy się dopiero w latach 90 XX w. - o Charkowie, Miednoje czy Bykowni. Temat owiany był tajemnicą przez długie lata, bo Sowieci po wkroczeniu do Katynia natychmiast rozpoczęli akcję fałszowania historii i rzeczywistości. Powołali słynną komisję Burdenki, która orzekła, że zbrodni dokonali Niemcy. Alianci w czasie II wojny światowej, czy to Amerykanie, czy Anglicy, nie za bardzo nalegali na wyjaśnienia. Zaczęli to czynić dopiero wtedy, gdy zimna wojna była w rozkwicie. Kiedy sprawą zajęła się komisja Kongresu USA, stwierdzono, że zbrodni dokonali Sowieci. Z kolei Sowieci - na podstawie tych sfałszowanych ustaleń Burdenki - nadal twierdzili, że Katyń to zbrodnia dokonana przez Niemców i w związku z tym Polska, jako kraj zależny od Sowietów, czyli Bierut, Gomułka, Gierek i Jaruzelski, powtarzali tę wersję oficjalną. Czy znali prawdę, możemy się tylko domyślać. Inna sprawa, że o Katyniu w ogóle pisano bardzo mało. W podręcznikach, nawet akademickich, trudno było się doszukać jakichkolwiek informacji. Wynikało to z tego, że przyzwoitsi historycy zajmujący się tymi sprawami woleli nic nie pisać o Katyniu, niż powielać bzdury, że zbrodni dokonali Niemcy.

Była jeszcze perfidna próba zafałszowania rzeczywistości...

Sami Sowieci zastosowali niezwykle chytry wybieg z myślą o opinii światowej. Podczas II wojny światowej Niemcy spacyfikowali i wymordowali kilkaset wiosek na Białorusi. Sowieci wybrali jedną z nich - Chatyń - i tam urządzili wstrząsające w swojej wymowie mauzoleum zbrodni niemieckich dokonanych na tych ziemiach. Z tym, że wioska została wybrana nieprzypadkowo, bo słowo Chatyń pisze się po angielsku tak samo, jak Katyń, z niemym h: Khatyn. Chodziło o pomieszanie pojęć. Jeżeli ktoś na Zachodzie pytał się o Katyń, to mówiono mu o Chatyniu na Białorusi. Osoby nieznające zbyt dobrze historii utwierdzały się w przekonaniu, że tej zbrodni dokonali Niemcy. Nawet dzisiaj, gdy wpiszemy w wyszukiwarce internetowej „Khatyn” to wyskoczą nam prawie wyłącznie rozliczne strony poświęcone Chatyniowi.

Udało się już wszystko ustalić w sprawie tej zbrodni?

Wiemy już dużo, ale nie wszystko. Znamy nazwiska niektórych zbrodniarzy: tych, którzy rozkazywali, i tych, którzy  strzelali. Ale niestety nie wszystkich. Poza tym  do wyjaśnienia jest jeszcze wiele kwestii szczegółowych. Nie znamy katyńskiej listy białoruskiej. Domyślamy się, że ofiary z tej listy pochowano głównie w Kuropatach pod Mińskiem. Część materiałów związanych ze zbrodnią katyńską ciągle znajduje się w archiwach rosyjskich - utajniona i niedostępna dla historyków. Do wyjaśnienia wszystkich kwestii jest jeszcze daleko.

Mimo upływu lat świat wciąż o Katyniu wie niewiele - zupełnie inaczej niż np. o powstaniu warszawskim.

Świat niewiele mówi o Katyniu, bo - szczerze mówiąc - nie chce o tym mówić. Tak, jak było w czasie II wojny światowej, gdy sojusznicze więzy pomiędzy Amerykanami, Anglikami oraz Sowietami powodowały, że oni niechętnie mówili o sprawie Katynia i niechętnie odpowiadali na polskie nalegania, by sprawę wyjaśnić, dzisiaj jest podobnie. Z Rosją wszyscy chcą utrzymywać dobre stosunki handlowe, poprawne stosunki polityczne. I nie chcą jej drażnić.

Dlaczego tak ważna jest pamięć o tej zbrodni?

Rosyjska prokuratura po długim śledztwie w 2005 r. uznała, że sprawa jest przedawniona, bo nie była to zbrodnia przeciwko ludzkości ani ludobójstwo, tylko pospolite „przestępstwo służbowe”. Rosjanie uważali, że tym samym wszystko zostało zamknięte. Z kolei Europejski Trybunał Praw Człowieka, do którego pozew złożyła grupa obywateli Polski, wydał tak zawiły wyrok, że właściwie trudno się w nim połapać, o co chodzi, do tego uznał, iż żadne odszkodowania ofiarom od Federacji Rosyjskiej się nie należą. Z jednej strony sprawa zbrodni jest oczywista, a z drugiej odszkodowania się nie należą. To pokazuje też, jakim wyrzucaniem pieniędzy jest uczestnictwo Polski w różnego rodzaju trybunałach i instytucjach europejskich. Bo tu trudno mówić o jakiejkolwiek sprawiedliwości.

Rosji się wszyscy boją, ona sama przeżywa ogromne kłopoty, ale ma potężny arsenał jądrowy, więc każdy chce utrzymywać z nią poprawne stosunki. Polskie sprawy nikogo nie obchodzą. Z kolei przeciętni ludzie nie mają skąd dowiedzieć się o temacie, bo kto dziś czyta poważne publikacje lub ogląda poważne programy? A popkultura unika takich tematów. Pomimo tego wszystkiego mamy moralny obowiązek przypominaniu całemu światu o tej straszliwej zbrodni komunizmu. Jest to szczególnie ważne dzisiaj, gdy znowu  zaczyna się tu i ówdzie stawiać pomniki Marksowi i Leninowi.

Dziękuję za rozmowę.

NOT. JAG

Echo Katolickie 14/2020

opr. mg/mg

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Tu możesz nas wesprzeć

Darowizna

reklama

Pekao