Opoka - Portal katolicki
opoka.newsopoka.photo
Pekao

Maciej Janowski

PRYWATNE - WEJŚCIA NIE MA?


Historycy francuscy napisali bardzo ciekawą książkę- tylko chwilami trudno się zorientować o czym
Czy w samej formule tytułu "Historia życia prywatnego" nie ma już jakiejś sprzeczności? Historia przecież to z definicji coś zmiennego; czy zaś życie prywatne nie oznacza tej sfery, do której historia nie ma dostępu? Autorzy wychodzą "od tej prawdy oczywistej", że istnieje "szczególna, wyraźnie odgraniczona strefa (...) przeznaczona dla tej części istnienia, którą wszystkie języki zwą prywatną, nietykalna strefa przeznaczona dla skupienia się w sobie, samotności, gdzie każdy może złożyć broń (...), gdzie człowiek się odpręża, gdzie się rozgaszcza w negliżu, zrzuciwszy pancerz ostentacji, który go chroni na zewnątrz." Choć słowa te napisał sam Georges Duby, jeden z najwybitniejszych francuskich historyków, z żalem stwierdzić muszę, że nie jestem pewien, czy jest to prawda - a w każdym razie pewien jestem, że nie jest ona oczywista.

Tacy sami czy inni?

Czytelnik łatwo znajdzie w książce rzeczy niezwykle interesujące - choćby fragmenty części pierwszej, mówiące o zjawisku klienteli w starożytnym Rzymie. Klientela - czyli system nieformalnych układów, wykorzystujących związki pokrewieństwa, powinowactwa, zależności ekonomiczne i kontakty towarzyskie celem zbudowania poparcia politycznego, występuje w wielu epokach; Antoni Mączak badał ją u nas na przykładzie szlacheckiej Rzeczypospolitej. Obraz, przedstawiony przez Paula Veyne, rozbił moje ignoranckie wyobrażenia, tworzące - na podstawie niejasnych wspomnień z różnych lektur - zbitkę pojęciową "Rzym - prawo rzymskie - legalizm". Jeśli wierzyć autorowi, ustrój starożytnego Rzymu zbudowany był na sieci nieformalnych powiązań, nie mających nic wspólnego z praworządnością.

Jednak najciekawszy jest bez wątpienia rozdział pióra Y. Theberta, omawiający życie Afryki Północnej na przełomie starożytności i średniowiecza - a więc mniej więcej w czasach św. Augustyna. Zmieniamy tu teleskop na mikroskop i zamiast podziwiać rozległą panoramę epoki, przyglądamy się czemuś bardzo konkretnemu - planom domów, których fundamenty odkopane zostały przez archeologów w zasypanych przez pustynię rzymskich miastach Afryki Północnej. Wiemy o nich, zdawałoby się, tak niewiele: nie znamy rzeczy, które dla każdego mieszkańca owych miast musiały być oczywiste. Nie wiemy, jak wyglądały fasady domów, nie wiemy, jak rozplanowane były pokoje na piętrze, nie wiemy nawet, ile było pięter. Zachowały się przecież tylko fundamenty. A jednak właśnie szczegółowa analiza tych fundamentów potrafi powiedzieć tak wiele o sytuacji zamieszkującej dom rodziny, trybie jej życia, stopniu zamożności, pozycji społecznej, a nawet - na podstawie treści zachowanych mozaik - o elementach światopoglądu. Rozdział ten wymaga lektury uważnej, co chwilę trzeba wracać do planów i rysunków, aby konfrontować je z tokiem wykładu; jednak warto podjąć ten wysiłek, choćby po to, by podpatrzeć niesłychanie interesującą metodę wnioskowania o sprawach ważnych i szerokich z maleńkich szczegółów.

Można by jeszcze mówić o interesujących rozważaniach dotyczących przemian obyczajowości i światopoglądu na przełomie czasów pogańskich i chrześcijańskich (autorstwa Petera Browna - rodzynek wśród Francuzów w zespole autorskim pierwszego tomu). Myślę jednak, że przedstawione przykłady wystarczą: to wszystko jest bardzo ciekawe, lecz co to ma wspólnego z dziejami życia prywatnego? To przecież historia instytucji społecznych, obyczajów, idei, więzi społecznych, nawet miejscami wkraczająca w historię ustroju - ale do poznania ówczesnej prywatności rozumianej tak, jak przedstawił to Duby w cytowanym na początku fragmencie, nie zbliża nas to ani o jotę. Książka daje do myślenia, rozszerza horyzonty, ukazuje interesujące problemy oczekujące na zbadanie - ale gdyby ktoś mnie spytał po jej lekturze: "No więc jak wyglądało życie prywatne w starożytnym Rzymie, państwie Karola Wielkiego czy też w Bizancjum?" - nie potrafiłbym odpowiedzieć.

Pominięty bowiem został pewien problem, który musi się chyba nasuwać każdemu, ktokolwiek zastanawiał się kiedyś nad przeszłością. Czy dawne czasy były podobne do naszych, czy też, przeciwnie, zasadniczo odmienne? Czy pod śmiesznymi strojami i niezrozumiałymi językami ukrywali się ludzie w istocie tacy sami jak my, czy też ich odmienność dotyczy spraw fundamentalnych? Niektóre z problemów teoretycznych mają znaczenie wyłącznie dla historiozofów, zaś historyk praktyk (a tym bardziej "świecki" amator historii) może je spokojnie pominąć. Nasze pytanie jednak do tej grupy nie należy, bowiem odpowiedź ma najzupełniej konkretne konsekwencje: albo dopatrujemy się w dawnych epokach sytuacji i instytucji paralelnych z naszymi własnymi, i praca historyka polega wtedy na ukazywaniu podobieństwa pod pozornymi odmiennościami, albo też widzimy w przeszłości ludzi o zasadniczo odmiennych strukturach myślenia i odczuwania - i wtedy zadaniem badacza byłoby dążenie do zrekonstruowania wewnętrznej logiki owych struktur, nie starając się o żadne analogie. Oczywiście na pytanie postawione tak ostro nie ma jednoznacznej odpowiedzi: "Raz bywa tak, a raz inaczej", to chyba jedyna stuprocentowo prawdziwa prawidłowość historyczna. Niemniej jednak w podobnych ogólnych problemach zwykle jedno ze stanowisk ma za sobą trochę więcej racji niż drugie.

Tyrania historycyzmu

Otóż zdaje mi się, że większość zawodowych historyków przychyliłaby się - choćby ze wszystkimi możliwymi zastrzeżeniami - do przekonania, że dawne czasy były jednak w zasadzie odmienne od naszych. Wielu zaprotestowałoby z całą mocą przeciw rozciąganiu samego pojęcia "życie prywatne" w głąb średnich wieków i starożytności. Podział na sferę prywatną i publiczną, powiedzieliby oni, jest wynalazkiem liberalnych społeczeństw XIX wieku, kiedy upowszechniło się przekonanie o istnieniu pewnej dziedziny, do której nie ma przystępu władza państwowa. Wcześniej jednak skomplikowane instytucje tworzące system lenny w średniowiecznej Europie pokrywały zarówno sferę (mówiąc dzisiejszym językiem) prywatną, jak i publiczną. Determinowały gospodarkę, politykę, a także rzeczy stanowiące dla współczesnego liberała samo jądro prywatności: formy kultu religijnego i decyzje matrymonialne. Jeden z wybitnych historyków (Otto Brunner) zanegował kiedyś nawet samą możliwość uprawiania "historii gospodarczej" czy też "historii politycznej" w odniesieniu do czasów wcześniejszych niż XVII-XVIII wiek. Sam taki podział zniekształca bowiem badaną rzeczywistość, a historyk powinien raczej odtworzyć skomplikowane współzależności różnych aspektów życia, niż apriorycznie dzielić całość materiału na "sfery", nie znajdujące pokrycia w materiale źródłowym.

Spór przedstawiony powyżej można schematycznie określić jako konfrontację podejścia historycystycznego i ahistorycznego. Wielokrotnie zastanawiałem się, który pogląd jest słuszniejszy - "i tyle wiem, com wiedział wprzód". Książka wciągnęła mnie przede wszystkim dlatego, że jeszcze raz skłoniła mnie do przemyślenia tej kwestii, choć autorzy, stroniący od teoretycznych rozważań, najwyraźniej nie zamierzali skłonić czytelników do podobnych refleksji. Cytat we wstępie nie pozostawia wątpliwości, że koncepcja książki powstała pod wpływem postawy "ahistorycznej", jednak z poszczególnych studiów wyłania się obraz zachowań i odczuć w niczym nie przypominających naszych. Zaprezentowany materiał przeczy więc postawionej we wstępie tezie i książka staje się chaotyczna. Nie potrafię odnaleźć idei, która kierowałaby doborem omawianych problemów, nie rozumiem, dlaczego akurat te, a nie inne kwestie uznano za warte omówienia - i w rezultacie im dalej czytam, tym bardziej jestem zagubiony. Tak mści się pominięcie przez autorów i redaktorów problematyki teoretycznej.

A przecież można było postąpić inaczej. Można było zstąpić głębiej i spróbować - mimo wszystko - dokopać się w dziejach ludzi niegdyś żyjących jakiegoś punktu stałego, jakiejś warstwy opierającej się tyranii historycyzmu, by w oparciu o nią przedstawić wizję ponadhistorycznej prywatności. Można też było zrobić przeciwnie: konsekwentnie ukazywać ewolucję prywatności w kontekście historycznym, może idąc w kierunku popularnej dziś historii pojęć i ukazania, jak zmieniało się użycie słowa "prywatny" i pochodnych w ciągu wieków.

Zatrzymajmy się na chwilę nad pierwszą z tych dwóch możliwości. Otóż wydaje mi się, że istnieje jednak dziedzina, która mogłaby stanowić koncepcyjną oś historii życia prywatnego ujętej zupełnie inaczej niż zrobili to francuscy autorzy. Książka taka obejmowałaby mniejszy zasięg zjawisk, ale za to mogłaby przedstawić pewien, jak mi się zdaje, spójny i dający się wyodrębnić element ludzkiego życia. Byłaby to historia ludzkich przekonań egzystencjalnych i postaw w sprawach najważniejszych. Choć w oczywisty sposób również określane przez sytuację społeczną, postawy religijne i uczucia wobec najbliższych, obawy i nadzieje związane z niepewnością przyszłości stanowią przecież jakiś rozpoznawalny dla współczesnego czytelnika element. Gdyby było inaczej, lektura wielu ksiąg Biblii (ale także niektórych dzieł Grecji i Rzymu) nie wywoływałaby w czytelniku dzisiejszym przemożnego wrażenia podobieństwa sytuacji psychologicznej. Zapewne, czasami wrażenie to jest tylko złudzeniem, projekcją w przeszłość własnych odczuć, jednak te przejawy pozornego poczucia wspólnoty są równie ciekawe jak te, które przy obecnym stanie wiedzy uznać możemy za "rzeczywiste".

Historia uczuć religijnych (a nie doktryny, ani społecznych czy instytucjonalnych ram kultu), emocji łączących członków jednej rodziny czy obywateli jednego miasta (a nie stosunków społecznej zależności między nimi) byłaby może właściwym terenem badawczym dla autora takiej książki.

A może nawet i to nie? A może coś takiego jak ahistorycznie pojęte życie prywatne nie istnieje w ogóle, bo zawsze jest jedynie funkcją zmieniających się warunków społecznych? Może doszukiwanie się w starożytności i średniowieczu "życia prywatnego" jest nie tyle anachronizmem, przenoszeniem w przeszłość kategorii właściwych dla XIX i XX wieku, ile w ogóle poszukiwaniem utopii, na którą nie ma miejsca w żadnej epoce? Bardzo bym nie chciał, żeby tak było, ale możliwości takiej wykluczyć nie można. W jednej ze swych zapisek (wydanych w niesłychanie interesującym tomie zatytułowanym "Rozdziałki") Witold Kula opowiada, jak odkrył - gdzieś w latach 60. - zupełnie przypadkiem nieznanego kompozytora, którego dzieła bardzo polubił. Przekonany był, że jest to jego zupełnie prywatne odkrycie - i z wielkim smutkiem i rozczarowaniem dowiedział się, że kompozytor ten jest w Europie od pewnego czasu coraz popularniejszy. Kompozytor nazywał się Telemann. Sprawa ta daje Kuli okazję do gorzkiego spostrzeżenia, że nawet te uczucia i upodobania, które uważamy za najbardziej osobiste i indywidualne, okazują się częścią zbiorowych gustów epoki. Jeśli takie doświadczenie można uogólnić, to wówczas na planie indywidualnym nadal wprawdzie mielibyśmy coś takiego jak życie prywatne - czyli to, co każdy w głębi serca uważa za swą prywatność. Jednak "prywatność" owa znikałaby natychmiast, gdyby spojrzeć na nią z szerszej perspektywy, i rozpływałaby się w życiu społecznym.

*

Przypomnijmy sobie tylko - na poparcie tego przypuszczenia - sławną książkę Norberta Eliasa "Przemiany obyczajów w cywilizacji Zachodu". Autor bada odczucia, które każdy bez chwili namysłu zaliczyłby do sfery życia prywatnego: skrępowanie na widok pewnych przedmiotów lub zachowań. A przecież żaden czytelnik książki Eliasa nie będzie mieć wątpliwości, że jej przedmiot z życiem prywatnym niewiele ma wspólnego, bowiem chodzi tu o przedstawienie, jak przemiana indywidualnej wrażliwości stanowiła część wielkiego, wszechogarniającego zjawiska społecznego, określanego przez Eliasa jako proces cywilizacyjny.

Nie potrafię zakończyć tego szkicu jednoznacznymi wnioskami i przedstawić recepty, jak napisać dzieje życia prywatnego lepsze od tych, które otrzymaliśmy. Być może należałoby drążyć jak najgłębiej w poszukiwaniu sfer najintymniejszych; może zaś lepiej byłoby pójść w kierunku historii pojęć i zająć się tym, co w danej epoce uważano za prywatność (a może w niektórych epokach nic takiego nie było?). Być może wreszcie trzeba by rozszerzyć optykę: zająć się wzajemnym oddziaływaniem życia prywatnego i publicznego. W każdym przypadku należałoby jednak przemyśleć teoretyczne założenia pracy. Autorzy omawianej tu książki zrobili to w stopniu niewystarczającym. Dali wiele rzeczy ciekawych, nowych i skłaniających do przemyśleń - lecz za drzwi z napisem "prywatne" nadal wejścia nie ma.

"Historia życia prywatnego", red. Philippe Aries, Georges Duby, red. wyd. polskiego Andrzej Łoś; t. I, "Od Cesarstwa Rzymskiego do roku tysięcznego", red. Paul Veyne, przeł. K. Arustowicz, M. Rostworowska.


Copyright © by Tygodnik Powszechny

 


Podziel się tym materiałem z innymi:


Kliknij aby zobaczyć dokumenty zawierające wybrany tag: religia Rzym prywatność Bizancjum Historia życia prywatnego Georges Duby Y. Thebert Afryka Północna Peter Brown historycyzm obyczaje
 
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W
© Fundacja Opoka 2017
Realizacja: 3W