reklama

Bazylika archikatedralna we Fromborku

Wcześniej, czy później pojawia się doświadczenie, które wprowadza nas powoli w zrozumienie tego, czym jest cierpienie i krzyż

24 listopada 2013 r.

Dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w  dziale świętych w  światłości. On uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie — odpuszczenie grzechów. On jest obrazem Boga niewidzialnego — Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i  niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i  dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie. I On jest Głową Ciała — Kościoła. On jest Początkiem, Pierworodnym spośród umarłych, aby sam zyskał pierwszeństwo we wszystkim. Zechciał bowiem Bóg, aby w Nim zamieszkała cała Pełnia, i aby przez Niego znów pojednać wszystko z sobą: przez Niego — i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża.
(Kol 1,12-20)

Pokój przez krew jego krzyża”. To trudne. Cały ten fragment Listu do Kolosan na pewno mógłby znaleźć swe wielostronicowe rozwinięcie w  teologicznym wykładzie. Ale to zajęcie nie dla mnie, nie mam wystarczającej wiedzy i potrzebnych narzędzi, które pozwoliłyby mi rozgryźć całe bogactwo zawartych w tym fragmencie treści. Mogę poruszać się po omacku, ostrożnie, intuicyjnie. Pytam więc tak zwyczajnie. Czy poznanie krzyża wniosło do mojego życia pokój? I proszę sam siebie o szczerą odpowiedź. Nie chcę przyłączać się do chóru religijnych klakierów, którzy powtórzą wszystko, co usłyszą, bez namysłu i  głębszej refleksji. Więc kroczę powoli, ostrożnie, pytam sam siebie, czy krzyż był zwiastunem pokoju w moim życiu? Nie od razu. Myślę, że wielu boi się krzyża i, tak jak ja, boi się cierpienia. I to, po ludzku rzecz biorąc, jest lęk uzasadniony. Taki lęk na pewno towarzyszył mi w latach młodości. Szybko przebiegałem przez kruchtę swojego parafialnego kościoła, w której umieszczony był na ścianie potężnych rozmiarów krucyfiks. Obraz cierpienia przerażał mnie.

Bazylika archikatedralna we Fromborku

Lgnąłem wtedy do obrazów świętych. Próbowałem sobie wyobrażać niebo, które oni swoim spojrzeniem zdawali się dostrzegać. Uczestniczyłem w  ukwieconych procesjach z  dzwonkiem w  ręku, potem przyszedł czas na chorągwie i feretrony, śpiewałem kolędy, konstruowałem szopki, pomagałem kościelnemu rozkołysać dzwony. To były zewnętrzne wyrazy mojej religijności. Później, nawet wtedy, gdy założyłem rodzinę i  pojawiły się dzieci, moja przestrzeń wiary, wciąż miała w sobie znamiona dziecięctwa i  niedojrzałości. Pojawiła się rutyna obecności na niedzielnej Mszy św., takiej, muszę to wyznać szczerze, biernej obecności. Czy to było tylko moje doświadczenie?

Bazylika archikatedralna we Fromborku
Fragment pochodzi z książki:
Mariusz Marczyk
Kartki z podróży lektora

ISBN: 978-83-7720-369-9
wyd.: Wydawnictwo PETRUS 2015

Powoli mijały lata. Z  moich obserwacji życia wynika, że wcześniej, czy później w tej naszej nieco uśpionej egzystencji pojawia się takie bardziej drapieżne doświadczenie, które wprowadza nas powoli w zrozumienie tego, czym jest cierpienie i krzyż. Na ogół przychodzi niespodziewanie, w takim momencie życia, kiedy najmniej się go spodziewamy. Ale już jest i musimy nauczyć się z nim żyć. Lwi pazur cierpienia raz po raz szarpie nami. Paradoksalnie jego obecność sprawia, że lęk przed nim słabnie. To czego tak bardzo się baliśmy, już z nami jest. I tak dzień po dniu, czy tego chcemy czy nie, krzyż zaczyna wrastać w nasze życie. A my razem z krzyżem zaczynamy dojrzewać. Lepiej rozumiemy swój los i los tych, którzy kroczą obok nas.

Wkraczamy w  krainę łagodności, w  której łatwiej uścisnąć nam dłoń chorego sąsiada, otrzeć łzy opłakującej śmierć dziecka matki, przynieść pocieszenie więźniowi, przyodziać i  nakarmić nędzarza. Doświadczenie zmienia, uwrażliwia, pogłębia nasze człowieczeństwo. Wtedy właśnie stajemy pod krzyżem i lepiej rozumiemy to, co przed dwoma tysiącami lat miało miejsce na Golgocie. Wtedy „pokój przez krew jego krzyża” zaczyna na nas spływać. Niepojęta wartość ofiary Chrystusa staje się nam o wiele bliższa. Już nie ma lęku. Nie wypuszczamy krzyża z ręki.

Tak właśnie to rozumiem i tak odczuwam.

opr. ab/ab

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Tu możesz nas wesprzeć

Darowizna

reklama

Pekao