Abp Gądecki pokazał w praktyce, czym jest zasada kolegialności biskupów

Biskup Bätzing w liście do abp. Gądeckiego zarzucił mu „niesynodalne i niebraterskie zachowanie”. To reakcja emocjonalna urażonej ambicji. Wydaje się, że jest jednak dokładnie odwrotnie – pisze ks. Tomasz Jaklewicz.

„Na podstawie jakiego prawa przewodniczący konferencji biskupów danego Kościoła wydaje osąd na temat katolickości innego Kościoła lokalnego i jego episkopatu?” – pyta bp Georg Bätzing odpowiadając na list abp. Stanisława Gądeckiego do papieża krytykujący niektóre aspekty niemieckiej „drogi synodalnej”. To jest bardzo dobre pytanie. Mam nadzieję, że nie tylko retoryczne, ale merytoryczne.

Nie chcę tu analizować problemów, które poruszył abp Gądecki. Niewątpliwie jednak warto zauważyć, że sprawy, które zaniepokoiły polskiego hierarchę, niepokoją nie tylko jego, ale także wielu katolików w Polsce i w samych Niemczech, a także niektórych niemieckich biskupów. Przypomnijmy, że abp Gądecki wcześniej skierował list wprost do Episkopatu Niemiec podnosząc te same kwestie, które potem znalazły się w liście do papieża Franciszka. Nota bene te problemy należą do stałego „repertuaru” i właściwie od czasu Soboru Watykańskiego II są wciąż podnoszone przez obóz kościelnych postępowców upatrujących w zmianie nauczania i dyscypliny Kościoła remedium na obecny kryzys.

Abp Gądecki swoją postawą ukazał w praktyce, czym jest zasada kolegialności biskupów. Przypomnijmy, że nauczanie o kolegialnej strukturze i działaniu episkopatu to jedno z najważniejszych osiągnięć Soboru Watykańskiego II. Katechizm Kościoła bazując na soborowym nauczaniu stwierdza:

„Każdy biskup jako wikariusz Chrystusa pełni misję pasterską w powierzonym sobie Kościele partykularnym, ale równocześnie kolegialnie ze wszystkimi braćmi w biskupstwie uczestniczy w trosce o wszystkie Kościoły: Chociaż każdy biskup jest właściwym pasterzem tylko tej cząstki trzody, która została powierzona jego trosce, to jednak jako prawowity następca Apostołów z ustanowienia Bożego jest odpowiedzialny razem z innymi za apostolskie posłanie Kościoła” (KKK 1560).

Tu jest teologiczna odpowiedź na pytanie biskupa Bätzinga. Podstawową troską każdego biskupa jest troska o wiarę i jedność wspólnoty wierzących nie tylko w swojej diecezji, ale w całym Kościele. Oznacza to prawo do napomnienia brata w biskupstwie, a gdy to nie skutkuje odwołanie się do Piotra, który jest w Kościele głównym odpowiedzialnym za jedność Kościoła i wierność katolickiej wierze.

Co więcej, wzajemne korygowanie się biskupów jest zgodne ze starożytną tradycją Kościoła. W pismach, a zwłaszcza w korespondencji Ojców Kościoła raz po raz pojawia się napomnienie skierowane pod adresem tego czy innego biskupa. Sednem jest troska o wiarę. Celem synodalnego procesu, celem „wspólnej drogi” w Kościele nie może być nic innego jak pomnażanie wiary, nadziei i miłości. Oznacza to gotowość wzajemnego uczenia się, owszem wsłuchiwania się w odmienności i nowości, ale także ich oceniania w świetle wiary.

„Upominanie – pisze Joseph Ratzinger w artykule poświęconym zadaniom synodu biskupów – jest według tradycji apostolskiej zadaniem biskupa bądź jako wzajemne braterskie upominanie, bądź jako wzajemne upominanie się Kościołów partykularnych, bądź jako upominanie świata przez Kościół. Prorocka posługa upominania się wewnątrz Kościoła i na zewnątrz ma właśnie w naszych czasach szczególne znaczenie”.

Oczywiście upominanie czy korygowanie brata czy braci w biskupstwie nie jest łatwe z punktu widzenia dobrych wzajemnych kontaktów. Ryzykuje się konflikt. Nieraz wydaje się, że w imię wzajemnego pokoju należy poprzestać na wysłuchaniu i rezygnacji z polemiki. Tym bardziej, że współczesne media uwielbiają wszelką polaryzację i konflikt, co sprzyja powstawaniu zamieszania wśród wiernych. Można słusznie zapytać, czy szkoda wywołana przez jakąś interwencję nie jest większa aniżeli wtedy gdyby zostawić sprawy swojemu biegowi. Oczywiście, że pokój w Kościele jest ogromną wartością. Niewątpliwie pokój na granicy polsko-niemieckiej jest czymś bezcennym. Czy warto do wielu już obecnych napięć politycznych dokładać jeszcze konflikt między Kościołami w Polsce i w Niemczech? Jeden z wybitnych niemieckich hierarchów pisał o napięciu między pokojem w Kościele a koniecznością obrony wiary w taki sposób:

„Wewnętrzny pokój we wspólnocie kościelnej  jest wielkim dobrem, jednak istnieje także fałszywy pokój. Jeżeli zawsze będziemy pozostawiali bieg rzeczy samym sobie, to powstanie wrażenie dowolności. Człowiek po prostu unika nieprzyjemności, wszystko ma być spokojne, jednak ten spokój nie ma żadnej treści, staje się błahy i pusty. Każde zafałszowanie wiary, które po prostu zostanie, pozostawia w organizmie Kościoła także pierwiastek wewnętrznego zatrucia. Wydaje się ono początkowo nieszkodliwe, aż do momentu gdy stanie się ogólną sepsą. Po cichu przeżera się dalej, aż odczuwanie wiary zostanie zagłuszone, a sama wiara nie jawi się już jako wspólne dobro, ponieważ rozłożyła się od wewnątrz. Wtedy zewnętrzne funkcjonowanie wprawdzie trwa nadal przez jakiś czas, ale wewnętrznie Kościół ginie z wyczerpania. Dziwimy się, dlaczego kościoły stają się coraz bardziej puste. Następuje wyprowadzka bez rozgłosu, proste wygaśnięcie: wydaje się , że nie opłaca się już być w Kościele, ponieważ właściwie jest on niepotrzebny, ponieważ wydaje się, że on sam nie traktuje naprawdę poważnie swojej najgłębszej podstawy istnienia: obecności Objawienia Bożego w wierze.  (…) Biskup musi być człowiekiem pokoju, ale musi także mieć w sobie mieć sól; musi też być przygotowany na konflikty wszędzie tam, gdzie chodzi o prawdziwe dobro, tak aby sól nie zwietrzała i abyśmy słusznie nie zostali pogardzeni i zdeptani”.

To słowa Benedykta XVI.

Biskup Bätzing w liście do abp. Gądeckiego zarzucił mu „niesynodalne i niebraterskie zachowanie”. To reakcja emocjonalna urażonej ambicji. Wydaje się, że jest jednak dokładnie odwrotnie. Postawa przewodniczącego polskiego Episkopatu w obliczu zagrożeń niemieckiej drogi synodalnej jest realizacją odpowiedzialności biskupa. Jest wyrazem kolegialności, braterstwa i autentycznej synodalności. Wielu katolików Niemczech i w Polsce z pewnością jest wdzięcznych za tę postawę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama