Zbawianie świata. Objawienia siostry Józefy Menéndez

W historii ludzkości nie brakowało i nie brakuje wizjonerów-ideologów, którzy uważali, że są w stanie stworzyć nowy świat i nowego człowieka. W XX wieku mieliśmy szaleńców jak: Lenin, Stalin, Hitler, Mao Zedong, Pol Pot… Dziś mamy miliarderów globalistów, arcykapłanów klimatyzmu, proroków gender/LGBT, którym też stworzony przez Boga świat się nie podoba. Sami chcą być boskimi kreatorami i zbawicielami.

Ale Zbawiciel jest jeden. Jezus Chrystus. Jak czytamy w Dziejach Apostolskich: „Nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (4,12). To On, druga osoba Boga Trójjedynego, stał się człowiekiem, umarł i zmartwychwstał, by nas odkupić, zbawić, uświęcić i przebóstwić na życie wieczne. Człowiek nie ma żadnej możliwości, by sam z siebie kogokolwiek zbawić. Ale może (powinien!) zbawiać świat jednocząc się z osobą i misją Jezusa. Daje nam o tym świadectwo wielu mistyków i świętych.

Jedną z nich jest Józefa Menéndez (1890-1923), Hiszpanka, zakonnica Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (Sacré Coeur), mistyczka, Służebnica Boża. Niedawno w siedzibie KAI-u w Warszawie odbyło się sympozjum jej poświęcone. Pretekstem do jego zorganizowania było polskie wydanie zapisków Menéndez zatytułowanych „Wołanie o miłość”. Jej świadectwo wpisuje się w nurt mistyki Bożej miłości i miłosierdzia, symbolizowanych przez Serce Pana Jezusa. Chodzi o proste, a zarazem fundamentalne i głębokie przesłanie: Bóg jest miłością. Kocha człowieka i chce być przez ludzi kochany. Ludzka oziębłość wobec Niego sprawia mu ból.

Jezus zwraca się do hiszpańskiej mistyczki: „Miłości szukam. (…) Moje Serce dlatego jest zranione, ponieważ często zamiast miłości doznaję oziębłości. Dajcie Mi miłość, dajcie Mi dusze! Łączcie wasze czynności z Moim Sercem. Trwajcie ze Mną, bo Ja zawsze jestem z wami. Ja jestem Miłością samą i pragnę jedynie miłości”.

Ten obraz Boga, który cierpi z powodu braku miłości, może trochę razić, odpychać. Ktoś mógłby powiedzieć, że to taki Bóg samotny i płaczliwy z wierszy Leśmiana. Ale przecież podobne skargi Boga znajdujemy w Biblii. W Księdze Ozeasza, proroka Bożej miłości, czytamy: „Miłowałem Izraela, gdy jeszcze był dzieckiem […] Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę. […] Im bardziej ich wzywałem, tym dalej odchodzili ode Mnie, a składali ofiary Baalom” (11,1nn). Ale ostatecznie nie mamy tu do czynienia z Bogiem płaczliwym, ale z Bogiem, którego miłość zwycięży. Siostra Józefa zapisuje: „Nic nas nie rozłączy. Ani życie, ani śmierć. Rozpal mnie swą miłością”. Bo wszechmoc Boga nie jest wszechmocą abstrakcyjną, ale jest wszechmocą miłości, która w swej wszechmocy potrafi się też uniżyć.

Bóg sam w sobie jest doskonały, jest wspólnotą miłości Trzech. Ale skoro odwiecznie zdecydował stworzyć człowieka, by zaprosić go do relacji miłości, to wystawił się na ryzyko odrzucenia, czyli cierpienia. Wszak do miłości nikt, nawet Bóg, nie może nikogo zmusić. Bóg kocha, a jeśli ktoś Go odrzuca, to Bóg czeka na grzesznika ze swoim miłosierdziem. W „Wołaniu o miłość” czytamy: „Gdyby dusze wiedziały, jak czekam na nie, pełen miłosierdzia! Jestem Miłością nad miłościami! Tylko przebaczanie sprawia Mi ulgę! […] To nie grzech najbardziej rani moje Serce, ale fakt, że po popełnieniu grzechu nie szukają w Nim ucieczki”.

Jak to jest z tym miłosierdziem...

Miłość, o jakiej mowa w objawieniach Józefy Menéndez, nie jest jakimś „buonizmem”, naiwnym powtarzaniem, że wszystko będzie dobrze. Tymczasem człowiek współczesny słysząc o miłosierdziu, niekiedy reaguje mniej więcej tak: „No dobrze! Bardzo mi miło, że Bóg jest nieskończenie miłosierny. A zatem ja robię, co uważam za stosowne, co mi się podoba, a potem Bóg okaże mi miłosierdzie”. Dawna teologia mówiła w takim przypadku o grzechu zuchwałości i cynizmu wobec miłosierdzia Bożego, o kuszeniu Boga, o grzechu przeciwko Duchowi Świętemu.

Siostra Menéndez, tak jak Faustyna Kowalska, głosi Boże miłosierdzie, bo wie, że możliwość wiecznego potępienia istnieje. Nie dlatego, że miłość Boga kiedyś się kończy, ale dlatego, że człowiek może wejść w taką zatwardziałość, że świadomie i definitywnie ją odrzuci. Stąd porażające wizje piekła w objawieniach mistyczki. „Piekielnych” wizji nie należy jednak traktować jako swego rodzaju reportażu z piekła. Kluczem do ich zrozumienia są słowa Jezusa: „Jeśli chodzi o czas, kiedy każę ci doświadczać mąk piekła, nie myśl, że jest to czas stracony. Kiedy schodzisz do tej otchłani, twoje cierpienia ratują od zguby wiele ludzkich dusz”. A zatem sensem wizji piekła jest ostrzeżenie i zbawienie.

Jezus zaprasza siostrę Józefę do współcierpienia z Nim dla zbawienia ludzi: „Weź udział w moim cierpieniu i ofiaruj się memu Ojcu jako żertwa. Czyń wszystko z miłości, nie tracąc z oczu tego, co ja wycierpiałem dla dusz. […]  Największa nagroda, jaką mogę dać jakiejś duszy to wezwać ją aby się stała żertwą mej miłości i miłosierdzia, czyniąc ją podobną do Mnie, będącego Boską Ofiarą za grzeszników”.

Odkupieńcze współcierpienie z Chrystusem pojawia się u wielu mistyków miłości i miłosierdzia. I nie chodzi tu tylko o ofiarowanie Bogu różnych cierpień, które spadają na człowieka, ale świadomie przyjętą misję przyjmowania cierpień dawanych przez Boga. Dziś ten temat wydaje się być wstydliwe przemilczany, jak gdyby był zupełnie nie na nasze czasy. A przecież ma on mocną biblijną podstawę.

W Liście do Kolosan znajdujemy tajemniczy fragment: „Teraz raduję się w cierpieniach za was i dopełniam braki udręk Chrystusa w ciele moim dla (dobra) Jego Ciała, którym jest Kościół” (1,24). Jan Chryzostom tłumaczy, że „te słowa nie są wyrazem pychy, ale silnej więzi, miłości Chrystusa, ponieważ Apostoł chce swoje cierpienie widzieć nie jako własne, ale jako Chrystusowe i to mówi, aby Kolosanie połączyli się z Chrystusem”.

To jeden z najważniejszych punktów orędzia Józefy Menendez – Wołanie Serca Pana Jezusa o współpracę z Jego Męką dla zbawienia dusz. Współzbawianie świata z Chrystusem, to ostatecznie nic innego jak spełnianie misji kapłańskiej, powierzonej nam na chrzcie. Każdy ochrzczony ma misję kapłańską, to znaczy został powołany, by w Chrystusie składać ofiarę Bogu Ojcu za zbawienie ludzi.

 

« 1 »

reklama

reklama

reklama