Diabelskie miraże o końcu świata... bez Boga

„O ile pierwsi chrześcijanie nazbyt gorliwie oczekiwali przyjścia Pana, to współczesny człowiek na odwrót: coraz bardziej ulega diabelskim mirażom, że z doczesnego świata da się zrobić raj bez Boga” – pisze w swoim felietonie „Koniec świata?” o. Dariusz Kowalczyk SJ.

Ciekawą myśl na początek Adwentu proponuje w swoim najnowszym felietonie na łamach Tygodnika „Idziemy" o. Dariusz Kowalczyk SJ. W rozmowach o sytuacji na świecie i w Kościele można czasem usłyszeć: „Chyba koniec świata się zbliża”. Ci, którzy tak mówią, nie tyle przeczuwają rychły koniec, ile raczej wyrażają w ten sposób swój krytyczny stosunek do tego, co się dzieje – zwraca uwagę jezuita.

A właściwie skąd wziął się ten zwyczaj mówienia potocznie o „końcu świata”?. Felietonista przypomina, że ten sposób wyrażania ma swoje źródło w Piśmie Świętym, które mówi, że ponowne przyjście Chrystusa poprzedzą katastrofy, ucisk i prześladowanie. A sam Jezus zapowiadał, że „wzmoże się nie prawość, oziębnie miłość wielu. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mt 24, 12-13). Dodatkowo w Katechizm Kościoła katolickiego potwierdza, że:  „Przed przyjściem Chrystusa Kościół ma przejść przez końcową próbę, która za chwieje wiarą wielu wierzących” (n. 675).

Warto przy okazji rozpoczynającego się Adwentu przypomnieć sobie, o naszym „końcu świata” – naszej śmierci, która z pewnością nadejdzie.

„Dobrze o tym czasem pomyśleć, pomedytować modlitewnie. Nie po to, żeby napawać się lękiem przed śmiercią. Wręcz przeciwnie! Po to, by dostrzec na nowo zaproszenie do życia wiecznego z Bogiem i w Bogu. Zmagamy się w tym życiu, by osiągnąć różne cele. To wszystko może być ważne, dobre, piękne, ale ostatecznie, kiedy znajdziemy się w łóżku, z którego poniosą nas na cmentarz, to pozostanie nam On, Bóg, Stwórca i Zbawiciel. A najlepsze, co wtedy będziemy mogli zrobić, to wyszeptać: „Jezu, ufam Tobie” – pisze felietonista.

Trudno nie zgodzić się z tezą o. Kowalczyka, że „w życiu wciąż czegoś oczekujemy”.

„Wielu oczekuje, że dobrze się ułożą sprawy w ojczyźnie. Tyle że w tej kwestii jesteśmy podzieleni. Jedni będą się cieszyć, że wejdą w nowy rok z nową ekipą polityczną u władzy. Inni będą z tego powodu za smuceni i zatroskani o dalsze losy ojczyzny. Będą pytać: Czy za dziesięć lat Polska będzie jeszcze Polską? Czy nie zostaniemy wchłonięci przez zideologizowaną, antychrześcijańską Unię, która stanie się miażdżącym państwa narodowe molochem z centrami w Berlinie i Brukseli? W tym wszystkim pamiętajmy, że ojczyzna doczesna, choć ważna, nie jest absolutem. Umiłowanie ziemskiej ojczyzny powinno nas otwierać na ojczyznę niebieską, w której sam Bóg przygotowuje nam miejsce” – pisze jezuita.

I wyjaśnia, że z perspektywą końca doczesnego świata związany jest właśnie Adwent. Felietonista celnie zauważa, że o ile pierwsi chrześcijanie nazbyt gorliwie oczekiwali przyjścia Pana, to współczesny człowiek na odwrót: „coraz bardziej ulega diabelskim mirażom, że z doczesnego świata da się zrobić raj bez Boga”.

„W każdym razie słowo Boże nas poucza, że oczekiwanie na Chrystusa polega na czuwaniu: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie” (Mt 24, 42). A czuwać to być człowiekiem sumienia, mieć w sobie bojaźń Bożą, ale i radość, bo przecież Ten, który nadchodzi, kocha nas bardziej, niż my sami siebie, a ponadto jest Panem dziejów” – dodaje.

 

« 1 »

reklama

reklama

reklama