Świętych obcowanie

Nie skupiajmy się w tych dniach na śmierci, ale na powszechnym powołaniu do świętości

"Idziemy" nr 44/2014

Ks. Henryk Zieliński

Świętych obcowanie

Nie skupiajmy się w tych dniach na śmierci, ale na powszechnym powołaniu do świętości

Świętych obcowanie

W tych dniach nie stawiajmy śmierci w centrum naszej uwagi. Ona zwyczajnie na to nie zasługuje. Zajmijmy się lepiej życiem, które nie tylko że się nie kończy, to jeszcze z każdym swoim etapem coraz pełniej rozkwita. Od poczęcia, przez dzieciństwo, dorosłość, aż po wieczność. A pełnią życia i pełnią człowieczeństwa jest świętość. Bo w świętości wyraża się nasze podobieństwo do Boga, zamierzone już w akcie stworzenia.

To właśnie Uroczystość Wszystkich Świętych przypomina, że świętość jest wpisana w nasze życie, jest naszym powołaniem. Jest bardziej możliwa do osiągnięcia, niż nam to się na co dzień wydaje. Osiągnęło ją już tak wielu, że chyba nikt poza Bogiem samym nie potrafi ich wszystkich zliczyć. Biblia mówi symbolicznie o 144 tysiącach świętych stojących w niebie przed tronem Boga. Liczba ta oznacza liczbę Ludu Bożego (12), podniesioną do kwadratu (12x12) i pomnożoną przez tysiąc, czyli przez pełnię (10) podniesioną do sześcianu (10x10x10). Oznacza więc nieprzeliczone tłumy.

Skąd się biorą ci, którzy w niebie otaczają tron Boga? Zwyczajnie, spośród nas! Jak pisze św. Jan w Apokalipsie, przychodzą „z wielkiego ucisku”. To ważna uwaga, bo chyba każdemu pokoleniu grozi przekonanie, że czasy, w których przyszło mu żyć – bardziej niż inne – nie sprzyjają świętemu życiu. A jednak świętość jest możliwa w każdym czasie. Franciszek z Asyżu osiągnął ją w tzw. ciemnych wiekach Kościoła, ojcu Maksymilianowi w świętości nie przeszkodziła nawet nazistowska machina upodlenia człowieka, Kazimierza Jagiellończyka nie zepsuł królewski dwór, a bł. Matki Teresy nie zniszczyła bieda Kalkuty. Świętość jest możliwa zawsze, bo jest darem Boga, który w każdym czasie skutecznie zbawia człowieka podejmującego współpracę z Chrystusem.

Wśród świętych są zarówno ci, którzy zostali uroczyście wyniesieni na ołtarze przez Kościół, jak i ci, o których świętości wie tylko Bóg. Nie wszyscy mogą mieć swoje święto w kalendarzu kościelnym, bo za mało jest dni w roku. Nie wszyscy doczekają się procesów kanonizacyjnych, bo to dość skomplikowana procedura. Wielu z nich to cisi ludzie, którzy zwyczajnie przeszli przez życie z Chrystusem: pobożni rodzice dobrze wychowujący dzieci, nauczyciele pełni poświęcenia, lekarze z samarytańskim oddaniem, bezimienni męczennicy za wiarę i ojczyznę, uczciwi politycy, pokorni biedacy i wielu innych.

Wspominamy ich wszystkich jednego dnia nie po to, aby nie czuli się zapomniani, ale abyśmy to my nie czuli się osamotnieni w naszej wędrówce do nieba. Abyśmy czasem nie pomyśleli, że świętość to dziwactwo. Ze świętością trzeba się oswoić. Bo świętość, jak mówiła bł. Matka Teresa, nie jest żadnym luksusem, ale codziennym obowiązkiem dla ciebie i dla mnie. Wiele dobrego działo się w katolickich domach, w których najczęściej obok Biblii czytaną księgą były „Żywoty Świętych”. Na niej kolejne pokolenia uczyły się czytać, wchodząc w klimat świętości, chłonąc ją jako część domowej tradycji.

Warto obcować ze świętymi, przyjaźnić się z nimi, wchodzić z nimi w głęboką zażyłość. Nie tylko dlatego, że oni wstawiają się za nami przed Bogiem w rozmaitych naszych potrzebach. Ale również dlatego, że zgodnie z porzekadłem: „kto z kim przestaje, takim się staje”, świętością można się jakoś zapalić. Znamy wielu świętych, którzy szli do nieba parami, rodzinami i w grupach przyjaciół. Wielu z nich głębię swojego życia duchowego, a czasem i nawrócenie, zawdzięcza lekturze „Żywotów Świętych”. Albowiem święci, jak mówił św. Jan Paweł II, są również po to, aby nas zawstydzać. Nieraz potrzebny jest ten zbawczy wstyd, aby nas pobudzić do głębszej wiary i do większego wysiłku dla nieba.

Uroczystość Wszystkich Świętych odsłania bolesne rozdwojenie współczesnej kultury w podejściu do śmierci. Z jednej strony unika się w niej bowiem refleksji nad śmiercią, wypierając ją z ludzkiej świadomości w niebyt. Z drugiej zaś nawet tak radosny w swej istocie dzień uparcie nazywa „świętem zmarłych”, jakby wszystko na tym świecie zmierzało do grobu i w grobie się kończyło. Tym bardziej więc trzeba podkreślać prawdę o świętości i o powołaniu każdego człowieka do szczęścia wiecznego, jako chrześcijańską odpowiedź na grożący światu nihilizm. Nie skupiajmy się tego dnia na śmierci, ale na powszechnym powołaniu do świętości. W tym bowiem tkwi istota Ewangelii.

opr. aś/aś

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

reklama

reklama

reklama

reklama